Jako że za nami już sporo letnich konkursów, a niemal dokładnie za 2 miesiące odbędą się pierwsze indywidualne zawody w ramach Pucharu Świata 2026/27, myślę że to dobry czas na podsumowanie dotychczasowych skoków i wyciągnięcie pierwszych wniosków przed nadchodzącą zimą
Na początek trochę klasycznego narzekania na kalendarze – dopiero w drugiej połowie września można powiedzieć, że oficjalnie odbyły się już letnie zawody każdej rangi organizowanej przez FIS, a przecież lato skończy się już dosłownie za chwilę. Jeden period zawodów LGP to ponad miesiąc, co obejmuje jednak tylko dwa weekendy skakania, a na cały kalendarz LPK składają się tylko trzy lokalizacje. Ponadto przedziwny rozkład konkursów na przestrzeni sezonu LGP generuje jak zwykle dosyć ciekawe składy oraz wyniki, o których wielu by nawet się nie śniło. Zapewne wiele z nich nie powtórzy się w PŚ, ale pojawiają się nazwiska, na które w kontekście zimy na pewno warto zwrócić uwagę i postaram się wskazać przynajmniej niektóre z nich.
Pokaz mocy Nakamury, Austriacy mocni jak zwykle
Jedną z najbardziej istotnych informacji po zawodach LGP w Rasnovie jest to, że poznaliśmy ostatecznego zwycięzcę klasyfikacji generalnej. Bez względu na to, co wydarzy się pod koniec października w Klingenthal, trofeum za zwycięstwo w najważniejszym letnim cyklu trafi do Naokiego Nakamury. Japończyk, który w zeszłym sezonie po ponad 3 latach powrócił na podium PŚ, tego lata we wszystkich występach mieścił się w czołowej dziesiątce, trzy konkursy wygrał i czterokrotnie meldował się w TOP3 zawodów.
Bez wątpienia można stwierdzić, że Japończyk po udanym ostatnim sezonie nie stracił formy i być może następnej zimy będzie walczył o zwycięstwa w PŚ. Życzę mu tego, gdyż jest to niezwykle sympatyczny zawodnik, który przez lata nie mógł przebić się do światowej czołówki na dłużej niż kilka konkursów. Myślę, że teraz wreszcie ma na to realną szansę, choć oczywiście więcej będziemy wiedzieć po Klingenthal, gdzie zapewne obsada będzie porównywalna do zawodów Pucharu Świata.
Warto również bliżej przyjrzeć się konkursom w Courchevel, w których dość nieoczekiwanie pojawiło się sporo topowych zawodników. W takich okolicznościach niesłabnącą od dawna moc pokazali Austriacy. Dublet zaliczył Daniel Tschofenig, a w czołówce meldowali się Kraft, Embacher czy Schuster.
W obliczu nadchodzącej zimy może nam to powiedzieć mniej więcej tyle, co sami juz wiemy, mianowicie, że Puchar Narodów znów wyląduje w rękach Austriaków. Warto wspomnieć rownież o dwóch drugich miejscach Philippa Raimunda, czyli triumfatora cyklu sprzed roku. Jeśli chodzi o skład podiów w tym miejscu, nie było większych zaskoczeń. Courchevel było jak dotąd „najnormalniejszym” przystankiem letnich zmagań i generalnie potwierdziło dobrą dyspozycję wyrazistych postaci poprzedniego sezonu. Jeżeli chodzi o pozostałe lokalizacje LGP, myślę, że więcej o nich pojawi się w kolejnych tematach, więc na ten moment wystarczy.
Bohaterowie spoza „wielkiej szóstki”
Możemy chwalić Austriaków czy Nakamurę, ale wielkie słowa uznania należą się przedstawicielom mniej znaczących w tym sporcie nacji. Już przy okazji LGP w Wiśle drugie miejsce wywalczył Estończyk Kaimar Vagul.
Jest to o tyle niesamowite, że 19-latek do tej pory miał zazwyczaj duże problemy z choćby przechodzeniem kwalifikacji w PŚ. Tymczasem w klasyfikacji letniego cyklu zajmuje obecnie czwarte miejsce, a punkty zdobywał w każdym konkursie. Jeszcze wyżej od niego plasuje się Danil Vassilyev, trzeci w Rasnovie. Niewiele niżej znajdziemy Jasona Colby’ego, który w niedzielę stał się pierwszym od 1989 amerykańskim zwycięzcą zawodów najwyższej rangi.
Wiadomo, że z obsadą jak zwykle bywało różnie, ale wszyscy ci zawodnicy pokazali się z bardzo dobrej strony niejeden raz i potrafili utrzymać formę na przestrzeni weekendu lub kilku. Mnie osobiście najbardziej cieszy rozwój Vagula. Do tej pory niby miał łatkę „supertalentu”, ale jakoś tego specjalnie nie eksponował. W PŚ nie istniał, a w PK nie był wyżej niż 10. Teraz, pomimo słabego Rasnova nie schodzi poniżej pewnego poziomu i myślę, że następnej zimy powinien powalczyć o punkty PŚ. Kto wie, czy w niedalekiej perspektywie junior nie zdetronizuje z pozycji lidera estońskich skoków Arttiego Aigro, który w Courchevel prezentował się fatalnie.

Kaimar Vagul, fot. Eurosport
Wychodząc poza LGP, również możemy natknąć się na kilka ciekawych nazwisk. Po wielu latach do rywalizacji międzynarodowej powróciła reprezentacja Holandii za sprawą Henry’ego van Dillena, który co prawda bez specjalnego powodzenia, ale jednak spróbował swoich sił w zawodach FIS Cup w Villach. Więcej powodów do radości mieli za to młody Szwed Rickard Nyström oraz Azer Zakhir Dzhafarov, którzy wywalczyli prawo startu w PK. Szwed zajął nawet 15. Lokatę. Kto wie, może w niedalekiej przyszłości zobaczymy go i w PŚ. Myślę, że na pewno możemy spodziewać się jego występu na Mistrzostwach Świata w Falun.
Bardzo niewiele do punktów FC zabrakło reprezentantowi Tajlandii, Korawikowi Saendee. 17-latek w Szczyrku awansował nawet do drugiej serii, ale zajął w niej 31. Miejsce. Niemniej patrząc na jego postępy w ostatnim czasie, nie będzie zaskoczeniem, jeśli te punkty zdobędzie w niedalekiej przyszłości. Dość powiedzieć, że jeszcze zimą Saendee miewał problemy z osiąganiem 70. Metra w zawodach w FIS Cup, a dziś niemal dobija do TOP30. Zdecydowanie warto przyglądać się jego karierze.
Ostatnim zawodnikiem, którego w tej sekcji pragnę wyróżnić, jest Henry Loher. 18-letni Amerykanin, który do tej pory nawet nie punktował w FIS Cup, tego lata stał się naprawdę wyrazistą postacią. Wygrał jeden z konkursów FC w Einsiedeln, a podczas LPK w Stams niejednokrotnie potrafił pokonywać samego Domena Prevca. To już kolejny rok z rzędu, gdy na horyzoncie pojawia się amerykański junior, na którego warto zwrócić uwagę. Po Belshawie, Frantzu i Colbym jestem bardzo ciekawa, jak będzie wyglądać ścieżka kariery tego zawodnika.
Domenator w letniej formie i dramat Słoweńców
Mojej uwadze oczywiście nie mogły umknąć rezultaty reprezentantów Słowenii. Już w połowie sierpnia pisałam tekst na temat ogromnego kryzysu panującego w tej drużynie, który mocno uwidaczniał się pod nieobecność liderów. Tak naprawdę to jedno podium Roka Oblaka w Wiśle w całym tym obrazie wydaje się niejako wypadkiem przy pracy – poza tym rezultatem 40. skoczek ubiegłego sezonu nie był wyżej niż dziewiętnasty, a dwa razy nie awansował do drugiej serii.
Dorobki punktowe Žigi Jančara, Žigi Jelara oraz Eneja Faletiča to odpowiednio 44, 10 i 7 punktów. Żaden inny Słoweniec nie mieścił się w trzydziestce zawodów LGP. W Pucharze Narodów Słowenia okupuje 10. lokatę, przegrywając z Kazachstanem, USA czy Estonią. I owszem, nie oglądaliśmy jeszcze w zawodach tzw. najwyższej rangi Domena Prevca, Laniška i Zajca, ale oglądaliśmy zawodników, spośród których przynajmniej jeden będzie regularnie jeździł na PŚ. No właśnie, jeden, bo Słowenia jak dotąd jeszcze nie przeskoczyła limitem Estonii i startować w najwyższej randze mogą czterej zawodnicy z tej reprezentacji.

Upadek Eneja Faletiča podczas FC w Szczyrku, fot. Paweł Meryk Fotografia
Jako że widoków na powrót Žigi Jančara do TOP45 WCQAL, a co za tym idzie – przywrócenia dla Słowenii piecioosobowej kwoty na pierwszy period PŚ – specjalnie nie ma, postanowiono rozwiązać ten problem w inny sposób i tak oto pierwszy występ tego lata zaliczył dominator poprzedniego sezonu, czyli oczywiście Domen Prevc.
Mistrz olimpijski z dużej skoczni wziął udział w zawodach LPK w Stams i pokazał, że jeszcze sporo brakuje mu do topowej formy. W sobotnim konkursie ledwo awansował do drugiej serii, tylko po to by w finale… pobić rekord skoczni. Wystarczyło to jednak tylko do 17. lokaty. Następnego dnia było już lepiej, zamknął czołową trójkę, ale oprócz tej jednej rekordowej próby nie pokazał w ten weekend nic szczególnego.
Warto jednak pamiętać, że do zimy jest jeszcze trochę czasu, a obiekt w Stams jest mniejszy niż większość skoczni w PŚ, a jak wiadomo, dla Domena im większy obiekt, tym lepszy. Klingenthal powinno pokazać nam więcej. Na razie wiemy, że Domen jest jeszcze w wakacyjnej formie. Niemniej jak na razie w rankingu periodu zajmuje pozycję dającą Słowenii dodatkową miejscówkę, toteż jeśli będzie dalej startował w zawodach LPK, a już wiemy, że do Hinterzarten się wybiera, być może w taki sposób jednak Słoweńcy będą mogli na inaugurację PŚ pojechać w piątkę. Skoro członek kadry A Žiga Jančar nie jest w stanie wywalczyć tego w kiepsko obsadzonych zawodach LGP, sprawy w swoje ręce musi wziąć lider kadry.
Polska młodzież w natarciu
Coraz więcej powodów do radości mają przyzwyczajeni już do miernych wyników polscy kibice. FIS Cup w Szczyrku był prawdziwym pokazem mocy polskiej młodzieży, która na podium nie wpuściła żadnego przedstawiciela innej reprezentacji.
Co prawda w kolejnych zawodach już tak kolorowo nie było, ale w tych trudnych czasach należy cieszyć się tym, co mamy. W LPK w Stams dobrze radził sobie chociażby 19-letni Łukasz Łukaszczyk. To dalej nie są spektakularne rezultaty, ale fakt, że mamy młodych skoczków takich jak Tymoteusz Amilkiewicz, Szymon Sarniak czy wspomniany Łukaszczyk, którzy wciąż się rozwijają i mają niewątpliwie duży potencjał, jest pocieszający.
Gorzej wyglada to jednak w przypadku starszych zawodników. Słabe lato ma chociażby Aleksander Zniszczoł, nic specjalnego nie pokazuje Dawid Kubacki. Honor Pawła Wąska uratowało podium w Rasnovie, ale patrząc na całokształt, również nie ma powodów do zachwytu. Nie zanosi się na to, by w przyszłym poziomie polska kadra A miała robić furorę w Pucharze Świata. Tym większa powinna być radość z tego, że mamy wielu młodych skoczków, którzy mają ogromną szansę stanowić w przyszłości o sile naszej kadry. Oby trafili na dobrych trenerów, którzy nie zmarnują ich talentu.

Polskie podium FC w Szczyrku, fot. Paweł Meryk Fotografia
Objawienia i rozczarowania
Na koniec zostawiam sobie ogólne zestawienie zawodników, którzy zaskoczyli pozytywnie lub rozczarowali. O wielu wspomniałam już wcześniej, więc odpuszczę powtarzanie. Zacznę od zawodników, którzy spisali się poniżej oczekiwań i tu od razu należy wymienić Norwegów – Johanna André Forfanga i przede wszystkim Halvora Egnera Graneruda.
Pierwszy z nich w Courchevel zajmował miejsca pod koniec drugiej dziesiątki, a drugi w jednych z zawodów we Francji odpadł po pierwszej serii, a podczas Mistrzostw Norwegii na normalnej skoczni wylądował w czwartej dziesiątce. Od kilku lat zdobywca 2 Kryształowych Kul skacze coraz gorzej, ale tego lata wyglądało to wyjątkowo fatalnie i nic nie wskazuje na to, by miał się wygrzebać z dołka.
Wspomniałam o Aigro, który w Courchevel prezentował się doprawdy fatalnie – w porównaniu z młodszym kolegą Vagulem wypada mizernie i jest to o tyle niepokojące, że poprzednie letnie sezony w jego wykonaniu były zdecydowanie solidniejsze. Być może Klingenthal to odmieni, już w zeszłym roku początek lata miał średni, a w finale LGP zamknął TOP10. Na razie jednak nic nie zapowiada spektakularnej formy Estończyka, który na krajowych mistrzostwach był dopiero trzeci.
Jeśli chodzi o objawienia, moją uwagę zwraca szczególnie Juri Kesseli – Szwajcar, który w życiu zdobył łącznie 11 punktów PŚ, tego lata prezentuje się niezwykle solidnie i zgromadził już 121 „oczek”, co daje mu lokatę w TOP10 generalki. Już poprzednie lato miał naprawdę dobre, teraz staje przed szansa przełożenia tych rezultatów na zimę. Więcej pozytywnych postaci wymieniłam, już wcześniej, więc myślę że na razie wystarczy.
Odpuszczę sobie wyciąganie wniosków, kto zdobędzie Kryształową Kulę w przyszłym sezonie i jak moim zdaniem będzie wyglądać czołówka. Mam już swoje typy, ale na nie przyjdzie jeszcze czas. Na razie po wszystkich dotychczasowych letnich zawodach można zauważyć pewne prawidłowości, które opisałam w tym tekście. Jeszcze raz jednak podkreślę, że ciągle zostały jeszcze 2 miesiące do początku zimowego sezonu, więc wiele jeszcze może się zmienić. Niemniej rezultaty letnich zawodów zawsze mają mniejsze lub większe przełożenie na zimę, więc warto je śledzić.









