Subiektywnie o skokach

Bądź na bieżąco ze światem skoków

Zmiana barw jedynym ratunkiem dla Austriaków z FIS Cupu?

Timon-Pascal Kahofer fot. Agnieszka Krajewska (skijumpingphotos_)

Konkurencja w austriackiej kadrze już jest kosmiczna, a i tak wciąż rośnie. W ostatnich latach mieliśmy kilka sytuacji w skokach, gdzie reprezentanci Austrii zmieniali narodowe barwy. Jak te zmiany wpłynęły na kariery i czy w takich okolicznościach możemy się spodziewać, że zobaczymy ich więcej? 

Sophie Sorschag

Pierwsza taka zmiana na przestrzeni ostatnich kilku lat to transfer do Kosowa, a jego „bohaterką” została Sophie Sorschag, która zmieniła barwy ze względu na konflikt z rodzimą federacją.

Kiedy Sorschag zmieniała reprezentację, absolutnie nie była już zawodniczką anonimową. W barwach Austrii dwukrotnie stała na podium klasyfikacji generalnej Pucharu Kontynentalnego (2. w sezonie 19/20 i 3. w sezonie 21/22), zajęła 12. miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata 20/21, wystąpiła na Igrzyskach Olimpijskich w Zhangjiakou w 2022, a jej największym osiągnięciem jest złoty medal mistrzostw świata w Oberstdorfie w 2021 w konkursie drużynowym.

Późniejsze wykluczenie z kadry sprawiło, że zawodniczka zaczęła starać się o zmianę reprezentacji. W 2023 roku dostała zielone światło od FIS. Sezon 23/24 był jednak dla Sorschag fatalny. Zawodniczka wystartowała w 10 kwalifikacjach do konkursów, zaliczyła je jedynie dwukrotnie, w Lillehammer i Engelbergu, ani razu nie zdobywając punktów. W samym środku kampanii dała sobie spokój i zakończyła karierę.

Louis Obersteiner

Louis Obersteiner jako junior zapowiadał się świetnie. Zdobywał złote medale w drużynie na Olimpijskim Festiwalu Młodzieży (2022) i Mistrzostwach Świata Juniorów (2023) u boku takich zawodników jak Stephan Embacher czy Jonas Schuster, a także zajął 3. miejsce w klasyfikacji Alpen Cup 22/23. Niestety, nie potrafił przebić się wyżej w austriackiej hierarchii tak jak koledzy z drużyny. Był skazany na skakanie w zawodach FIS Cup.

Po sezonie 24/25 zmienił reprezentację na Francję, na co zgodę wyraził austriacki związek i FIS. W nowych barwach jego kariera jednak nie wystrzeliła – i to jest dobry przykład tego, że zmiana barw w przypadku Austriaków wcale nie musi być decyzją tak logiczną, jak mogłoby się wydawać.

Obersteiner momentalnie zgasł. Latem zdobył jeden punkt Letniego Pucharu Kontynentalnego i dwukrotnie zakończył konkurs w TOP 10 w FIS Cup, ale jeszcze w marcu wygrywał nieźle obsadzony trzecioligowy konkurs w Zakopanem. Zima również była rozczarowująca, tylko raz przebrnął kwalifikacje Pucharu Świata, na Mistrzostwach Świata w Lotach odpadł w kwalifikacjach i zdobył zaledwie 11 punktów w Pucharze Kontynentalnym, a dużą część sezonu ponownie spędził w trzeciej lidze. Z taką różnicą, że stał się już średniakiem, a finał w Zakopanem zamiast na 2. i 1. pozycji, zakończył na 26. i 35. miejscu.

A Francja to nie jest przecież głęboka egzotyka, tylko nacja, która wyprodukowała w ostatnich latach kilku dobrze rokujących zawodników – i jednego, który realnie walczył na ostatnich igrzyskach o indywidualny medal.

Timon-Pascal Kahofer

W barwach Austrii regularnie skakał w zawodach FIS Cup od 2019 roku. W sezonie 20/21 zadebiutował w Pucharze Świata wskutek wykluczenia pierwszej austriackiej kadry przez epidemię COVID 19. Zapunktował w Ruce, gdzie zajął 47. i 22. miejsce.

Z tego samego powodu udało mu się pojechać na Mistrzostwa Świata w Lotach w Planicy w 2020 r.. Indywidualnie zajął 34. miejsce, a w drużynie 6., oddając w jednym skoku pamiętną próbę na 129,5 metra. Po tej imprezie dostał jedynie dwie szanse w zawodach Pucharu Świata, a ostatnie dwa sezony spędził w trzeciej lidze. Po sezonie 25/26 zdecydował się na zmianę reprezentacji na Niemcy.

Latem 2026 startował we wszystkich zawodach Pucharu Kontynentalnego, ale zapunktował tylko w dwóch. Wyglądał mało przekonująco na tle niemieckiego zaplecza, choć trudno mówić tu o jakimś spektakularnym regresie – Kahofer już w poprzednim sezonie najczęściej plasował się w drugiej dziesiątce trzecioligowych konkursów, a większość punktów zdobył przez dwie wygrane w Szczyrku.

Rozczarowujące skutki zmiany reprezentacji

Ostatnio słyszy się coraz więcej zdziwienia, dlaczego zawodnicy tacy jak Clemens Aigner – dominujący w Pucharze Kontynentalnym, a i tak uwięzieni w drugiej lidze – nie poszukają szczęścia pod inną flagą, skoro w niemal każdej innej kadrze mieliby pewne miejsce w Pucharze Świata. Przykłady Sorschag, czy Obersteinera pokazują jednak, że zmiana paszportu niekoniecznie rozwiązuje wszystkie problemy.

Przeskok z austriackiego systemu do mniejszego związku bywa dla zawodnika bolesnym zderzeniem z rzeczywistością, szczególnie gdy nie jest on w stanie od razu regularnie punktować w Pucharze Świata. W niszowych federacjach, jeśli zawodnik nie jest w stanie natychmiast dowieźć wyników gwarantujących poważne przychody, skakanie szybko staje się po prostu nieopłacalne. Najlepiej pokazał to przypadek Sophie Sorschag, która sama przyznawała, że koszty startów i podróży w dużej mierze musiała pokrywać z własnej kieszeni, a przecież w tym samym czasie nie przechodziła nawet kwalifikacji.

Do tego dochodzi kwestia zaplecza technologicznego i szkoleniowego. Austriacki związek operuje budżetami i możliwościami, o jakich większość federacji może jedynie pomarzyć. Przejście do mniejszej kadry daje wprawdzie gwarancję startów w zawodach wyższej rangi, ale jednocześnie zabiera środowisko, które gwarantowało niedostępne nigdzie indziej możliwości rozwoju.

Czy będzie takich zmian więcej?

Mimo wszystko, wiele wskazuje na to, że tak. Dla skoczków, którzy dobijają do 25-27 lat i wciąż tkwią w FIS Cupie, szukanie drugiego paszportu staje się jedyną racjonalną próbą ratowania marzeń o startowaniu w Pucharze Świata. To jednak powinno dotyczyć przede wszystkim zawodników, którzy jak Obersteiner – skończyli wiek juniora i zderzyli się ze ścianą będąc daleko choćby od regularnych startów w Pucharze Kontynentalnym, gdy jest grono młodszych, bardziej perspektywicznych zawondników.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów