Dotychczas życiowy sukces Henry’ego Lohera to nie jest przypadek. To proces, który zachodził od dłuższego czasu, ale w zasadzie jak doszło do tego, że po prawie dekadzie Amerykanin znowu wygrał międzynarodowe zawody pod egidą FIS? Przeanalizujmy to dzisiaj wspólnie cofając się lekko w przeszłość i przechodząc do przyszłości jaka może czekać USA w następnych sezonach.
Wprowadzenie do tematu
Sukces Henry’ego Lohera doskonale pokazuje w jakim kierunku poszły amerykańskie skoki, ale i światowy trend w rozwoju zawodników, nawet z egzotycznych państw. Pierwsze co mi osobiście przychodziło na myśl jeszcze kilka lat temu w kontekście skojarzeń z amerykańskimi skokami to bezwątpienia – „kadra fajna, z dużym potencjałem, ale czegoś tu brakuje. No nie wiem, młodości? Hmm… nie! Młodzi są, może potencjału? No może trochę, ale to wciąż zły trop”.
Z perspektywy czasu okazuje się, że brakowało wiele, ale nie w kontekście czysto sportowym, a w kwestii ogólnej restrukturyzacji modelu pracy i funkcjonowania kadry. Mimo, że w USA skoki są popularne i nawet zawody lokalne potrafią przyciągać tysiące kibiców przy okazji konkursów, to brakowało pełnego profesjonalizmu i połączenia ze światem wielkich skoków. Trenerem kadry był Bine Norčič 🇸🇮 (obecnie główny trener reprezentacji 🇨🇭 Szwajcarii), a jego kadra często stacjonowała w europejskiej bazie treningowej, która była krótko mówiąc Słowenia. Problem jednak był zasadniczy. Zawodnicy ciągle byli w rozjazdach, bo nie mieszkali na stałe (tzn. na okres przygotowań) w bazie, a ich główne treningi odbywały się właśnie w Słowenii. W samych kontynentalnych Stanach Zjednoczonych rozpoczynali sezon od mało obciążających treningów. To dopiero w Słowenii wchodzili na wyższe obroty i skupiali się na budowaniu całej techniki, tylko że bardzo często brakowało już czasu na szlify, bo lada moment trzeba było wyjeżdżać. Nie był to błąd, ale z perspektywy czasu okazuję się, że to zawodników zamęczało, ponieważ nie mieszkali oni na stałe w Słowenii, a nie mieli tam długoterminowego najmu mieszkań bądź apartamentów.
Doszło jednak do diametralnych zmian, które dzisiaj rzutują na rozwój tej kadry w skokach. To przekłada się na sytuację, która pozwala zaistnieć obecnie w skokach. Swoje przygotowania należy oprzeć o Europę i kadry europejskie, z którym można się porównywać, ale i ściśle współpracować. Te przecież dominują w kwestii sprzętu, zaplecza technologicznego i wiedzy czysto teoretycznej połączonej z praktyką.
Krótko i na temat przeszłości
Skupmy się, póki co na samych Stanach Zjednoczonych i tym jak ta reprezentacja wyglądała jeszcze do niedawna. Reprezentacja „50 gwiazd” zdobyła w czasach „glasderowych” (tzn. w sezonach 15/16 – 21/22) 159 punktów indywidualnie oraz 150 punktów drużynowo. Na wyniki ten na przestrzeni 7 sezonów złożyło się 5 zawodników, kolejno: Kevin Bickner (133 pkt), William Rhoads (12 pkt), Decker Dean (8 pkt), oraz duet Michael Glasder i Casey Larson (po 3 pkt). Tych zawodników fani skoków kojarzą pewnie doskonale, nie bez powodu, w końcu byli to etatowi uczestnicy cyklu Pucharu Świata. Mimo, że dało się tych zawodników polubić za charyzmę i to jakimi są ludźmi, to jednak nie szło to do pary z wynikami sportowymi. Kevin Bickner jako jedyny był w tym gronie postrzegany jako nie pasujący element, bo tak dobry zawodnik jak na tamte okres znacząco się wybijał ponad zawodników mających swój szczyt umiejętności na poziomie punktu konstrukcyjnego.
Sam Bickner próbował ile mógł ciągnąć za uszy skoki w swoim kraju. Ustanowił obowiązujący do dziś rekord Stanów Zjednoczonych w długości skoku narciarskiego (244,5 metra z Vikersund z 2017 roku), regularnie od sezonu 15/16 do 19/20 był klasyfikowany w „generalce” cyklu Pucharu Świata, co wcale nie było wtedy takie oczywiste. W międzyczasie rozwijały się talenty amerykańskich skoków jak Decker Dean czy Andrew Urlaub. Faktem jest jednak to, że w skali światowej ciężko było ich nazwać talentami, ale mimo to dla amerykańskiej hierarchii byli to zawodnicy cenni w obliczu niemiłosiernego klepania buli przez Glasdera, Larsona czy Rhoadsa.
Z biegiem czasu nawet i talent Kevina Bicknera jak gdyby się wypalił. Frajda i radość jaką jeszcze do niedawna wydawałoby się czerpał orzeł z Wauconda wypaliła się. W sezonie 2019/20 zdobył raptem 14 punktów, choć nie o punkty tu nawet chodzi. Bickner szybko zlał się z tłem i zawodnikami, którzy uzupełniali kwotę z poziomu Pucharu Kontynentalnego. Brzemię lidera amerykańskich skoków zaczynało mocno dociska tym bardziej w czasach, kiedy obowiązywały stare (red. wyższe) kwoty, a zawodnicy spoza BIG6 (tj. Austrii, Japonii, Niemiec, Norwegii, Polski, Słowenii) mieli bardzo ciężko nawet w kwestii łapania mały punktów, choć byli i tacy zawodnicy, którzy nawet wchodzili do TOP10 pojedynczych zawodów Pucharu Świata.
Tak wysoko wywieszonej poprzeczki nie mógł, jednak przeskoczyć Bickner co poskutkowało ogłoszeniem przerwy od skoków tuż przed zimowym sezonem 2020/21. Tłumaczył wówczas, że potrzebuje spędzić czas z rodziną odpocząć o całego zgiełku zwanym Pucharem Świata i chce cieszyć się zwykłym życiem. Było to zrozumiałe, bo przypomnijmy, że wówczas trwała światowa pandemia COVID-19, która znacząco utrudniała przemieszczanie się w szczególności między kontynentami, ale również mocno podniosła koszta transportu nawet w obrębie mniejszych podróży. Można odnieść wrażenie, że okoliczności te wpłynęły na Bicknera pozytywnie, a on sam wykorzystał sytuację do cieszenia się życiem w czasach kiedy życie i zdrowie znaczyło pokilkakroć razy więcej niż normalnie. Wrócił zimą 2021/22, ale ta była katastrofalna, bowiem nie punktował w Pucharze Świata ani razu. Co więcej przebrnął kwalifikacje tylko dwa razy i zakończył konkursy ów konkursy na 46. pozycji. Taki obrót sprawy dał jasny sygnał zawodnikowi „jest gorzej niż było”. No i stało się po raz drugi: Kevin Bickner zawiesił swoją karierę sportową na sezon 2022/23 Pucharu Świata, lecz teraz już poważnie wisiało nad jego osobą widmo zakończenia profesjonalnej kariery.
Zmiany, które przebudziły smoka
Kiedy Bickner przeżywał spory kryzys jako zawodnik, w amerykańskich skokach doszło do poważnych zmian. Po 8 latach pracy odszedł z posady głównego trenera Słoweniec 🇸🇮 – Bine Norčič. Nowym szkoleniowcem amerykańskiej kadry został Norweg 🇳🇴 Tore Sneli. Dotychczas pracował, blisko 16 lat jako trener-nauczyciel w elitarnej szkole średniej NTG Lillehammer, która rozwijała najwybitniejszych sportowców takich jak: Robert Johansson, Kenneth Gangnes, Sigurd Pettersen czy Maren Lundby. To właśnie ta na pozór mała zmiana dokonała wyżej wspomnianej przeze mnie restrukturyzacji kadry Stanów Zjednoczonych. W maju 2022 roku Stifel U.S. Ski Jumping Team (bo to właśnie on zasadniczo odpowiada za skoki w USA, a nie Amerykański Związek Narciarski, który jedynie zatwierdza składy na zawody) ogłosił, że amerykańska kadra nawiązała współpracę z Norwegami, a tym samym kadry obu reprezentacji będą działać na bliskie stopie strategicznej. To ta zmiana w połączeniu z zmiana bazy treningowej z Słowenii na Norwegię oraz pozyskaniu jednego z lepszych trenerów na rynku (w dodatku z samego serca norweskiego szkolenia) zaowocowała przejściem na wyższy poziom o czym mogli pomarzyć kibice USA.
Owoce tych zmian było widać jak na dłoni. Po raz pierwszy od sezonu 1985/86 Stany Zjednoczone miały sklasyfikowanych przynajmniej 4 zawodników w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Wówczas dokonali tego: Rick Mewborn (25 pkt), Mike Holland (24 pkt), Zane Palmer (13 pkt) oraz Mark John Konopacke (4 pkt), zaś przełomu w sezonie 2022/23 Pucharu Świata dokonali: Erik Belshaw (17 pkt), Casey Larson (13 pkt), Decker Dean (6 pkt) oraz Andrew Urlaub (5 pkt). W międzyczasie kiełkował talent młodego kombinatora norweskiego (wówczas) Tate Frantza, który przeprowadził się latem 2021 do Norwegii i uczył się w liceum NTG z Lillehammer. Tej samej z którego pozyskano później Torę Sneliego. Bardzo szybko okazało się, że Tate Frantz to spory talent notując fantastyczne wyniki wśród kombinatorów norweskich, wyróżniał się fantastycznym darem do skakania. Nawet gdy startował w Norges Cup jego wyniki były po prostu dobre na tle zawodników uprawiających wyłącznie skoki.
Amerykańska kadra juniorska podchodziła, zatem do Mistrzostw Świata Juniorów 2023, które były rozgrywane w Whistler 🇨🇦 (HS104) z zgoła odmienionym nastawieniem. Erik Belshaw był postrzegany jako, może nie tyle faworyt do medalu, ale jednak mocny rywal dla Vilho Palosaariego, Jana Habdasa czy Kacpra Tomasiaka. Ostatecznie zakończył zawody na 11. miejscu, a amerykańska drużyna dwa dni później przegrała z Kazachstanem i zamykając listę zawodów (choć wówczas DSQ dostał Maxim Glyvka i tym samym liczone były tylko wyniki 3 zawodników) to jednak pozostawiło spory niedosyt. Sprawy jednak zaczynały mocno nabierać rozpędu.
Powrót Bicknera
Latem 2023 karierę wznowił Kevin Bickner, który przeprowadził się na dłuższy czas do Norwegii i tam zaczął odbudować swoją formę sportową w krajowych zawodach. Głównie startował w Norges Cup niejednokrotnie z kolegami z zespołu na których tle wypadał raz lepiej, raz gorzej, ale było widać pozytywny trend powrotu tego zawodnika z peryferii skoków narciarskich tak jak niegdyś dokonał tego Andreas Wellinger.
USA budowały zaplecze kadry, którego od dłuższego czasu nie było praktycznie wcale. Jesienią 17-letni Jason Colby zadebiutował w zawodach rangi FIS Cup, notując weekend życia. Zajął 5. i 3. miejsce w Rasnovie 🇷🇴 (HS97). Faktem jest, że zawody były słabo obsadzone, ale mimo tego startowało tam kilku lepiej renomowanych zawodników jak Francisco Mörth 🇦🇹 czy Stefan Rainer 🇦🇹, którzy dwukrotnie zajęli kolejno 1. i 2. miejsce. Był to duży szok, ale i dowód, że w amerykańskich skokach zaczynają zachodzić poważne zmiany.
Następnie Colby wystartował, dopiero w lutym w Zimowych Igrzyskach Olimpijskich Młodzieży w Pyeongchangu 🇰🇷 (tam zajął indywidualnie 17. miejsce) po których przyszedł czas na debiut w Pucharze Kontynentalnym w Lillehammer zdobywając pierwsze punkty i tym samym uzyskując prawo startu w Pucharze Świata. Zadebiutował stosunkowo szybko, bo kilka dni później w Sapporo 🇯🇵 (HS137), gdzie przeszedł od razu kwalifikacje i był w konkursie, ale zakończył go dopiero na 48. miejscu. Na pierwsze punkty elit czekał do jesieni. Gdzie na skoczni w Rasnovie (szczęśliwym dla siebie) zdobył punkty Letniego Grand Prix 2024. Następnie zaczął sezon zimowy 2024/25 w Pucharze Świata w świetnym stylu zdobywając 3 punkty w Ruce 🇫🇮 (HS142).
Wracając jednak do jeszcze na chwilę do sezonu 2023/24 Pucharu Świata, to spory sukces odnotowali Tate Frantz i Erik Belshaw. Ten pierwszy zdobył 71 punktów, zaś Belshaw 134 punkty, drobne 4 punkty dorzucił jeszcze Urlaub. Był to moment przełomowy w którym to uwierzono, że rozwój oparty o przetoczenie zawodnika przez Norwegię może dać wymierne efekty. Tak też było, bo trenująca kadra USA w Norwegii zyskiwała na każdym możliwym gruncie sportowym, sprzętowym, mentalnym. Warto też pamiętać, że nie byli to jedyni zawodnicy tam trenujący. Również Bryce Kloc miał swój epizod w Norwegii w tamtym czasie, a wspomniany Jason Colby na krótki okres przed wystrzałem formy, również trenował w Norwegii.
Szybko stało się jasne, że przepuszczenie uzdolnionego skoczka przez norweskie sito może dać dużo dobrego dla zawodnika i w następnych latach kontynuowano ten trend. Dlatego przejdźmy teraz do najważniejsze puenty w całej tej historii – industrializacji amerykańskiego systemu szkoleniowego. Praktycznie co roku Amerykanie mają jakiegoś juniora, który kończąc wiek juniorski zdobywa medal MŚJ i tym samym ma przepustkę do pewnego skakania na poziomie Pucharu Świata niezależnie od kwoty.
Rozwój niczym w XX w. z manufaktury do taśmociągu
Sezon 2023/24 okazał się zasadniczo najważniejszym w kontekście rozwoju współczesnych skoków narciarskich. FIS (Międzynarodowa Federacja Narciarska) ogłosiła szereg reform w tym najważniejszych dla całej analizy, czyli zmniejszenie kwot startowych w Pucharze Świata dla najlepszych reprezentacji z 7 na 6 oraz na Igrzyskach Olimpijskich z 65 zawodników do 50. Ponadto wprowadzono inną bardzo ważną zmianę dot. kwot. Powiększenie kwoty startowej w Pucharze Świata o medalistów Mistrzostw Świata Juniorów. Choć warto też wspomnieć o wprowadzonych konkursach Super Team (Duetów) sezon wcześniej, które również dużo przyniosło Amerykanom pod kątem zbierania punktów do Pucharu Narodów.
Wracając do MŚJ to począwszy od sezonu 2023/24 zaczęły obowiązywać powiększone kwoty o medalistów MŚJ. Nawet jeśli spojrzymy na sam fakt, że w ciągu tych 3 lat, 4 medale zrobiła Austria🇦🇹, 3 Stany Zjednoczone 🇺🇸 oraz po jednym Polska 🇵🇱 i Niemcy 🇩🇪 to widzimy jak na dłoni jak mocną kuźnią stały się Stany Zjednoczone. Efekt ten potęguje, fakt, że dla Austri 3 medale z rzędu zrobił jeden skoczył Stephan Embacher, a więc diament współcznesnych skoków narciarskich, kiedy to dla USA medale zdobywało 3 różnych zawodników. Oczywiście to jak obecnie wygląda kariera Erika Belshawa czy Tate Frantza po zimie 2025/26 to jest kwestia na osobny artykuł, natomiast warto wziąć pod uwagę, że dzisiaj są to zawodnicy wciąż młodzi i przede wszystkim mający wsparcie ze strony Stifel U.S. Ski Jumping Team.
| Medaliści Mistrzostw Świata Juniorów od sezonu 2023/24 | |||
|---|---|---|---|
| Sezon / Obiekt | 🥇 1. miejsce | 🥈 2. miejsce | 🥉 3. miejsce |
| 2023/24 – Planica 🇸🇮 (HS102) | Stephan EMBACHER 🇦🇹 | Erik BELSHAW 🇺🇸 | Adrian TITTEL 🇩🇪 |
| 2024/25 – Lake Placid 🇺🇸 (HS100) | Stephan EMBACHER 🇦🇹 | Tate FRANTZ 🇺🇸 | Simon STEINBERGER 🇦🇹 |
| 2025/26 – Lillehammer 🇳🇴 (HS98) | Stephan EMBACHER 🇦🇹 | Kacper TOMASIAK 🇵🇱 | Jason COLBY 🇺🇸 |
Co bystrzejsze oko zauważy, że dotychczasowe lokalizacje MŚJ mocno sprzyjały amerykańskim medalom. Można wręcz rzecz, że poniekąd zawodnicy skakali u siebie przez 3 lata z rzędu, a obiekty na których rywalizowano znali dobrze, stąd może wynikać pewien handicap. Możliwe, że tak też było, ale jednak faktem jest też to, że na przestrzeni lat skoczkowie z USA zaliczy duży progres, a dowodzić tego może kwestia punktowania w Pucharze Świata:
| Amerykanie na poziomie Pucharu Świata za kadencji Bine Norčiča | ||||||||
|---|---|---|---|---|---|---|---|---|
| Zawodnik / Kategoria | 15/16 | 16/17 | 17/18 | 18/19 | 19/20 | 20/21 | 21/22 | ŁĄCZNIE |
| DRUŻYNOWO | 50 | 100 | 0 | 0 | 0 | 0 | 0 | 150 pkt |
| Kevin BICKNER | 1 | 50 | 50 | 18 | 14 | *Przerwa | 0 | 133 pkt |
| Michael GLASDER | 0 | 3 | 0 | 0 | 0 | 0 | 0 | 3 pkt |
| William RHOADS | 0 | 0 | 12 | 0 | 0 | 0 | 0 | 12 pkt |
| Casey LARSON | 0 | 0 | 0 | 0 | 0 | 3 | 0 | 3 pkt |
| Decker DEAN | 0 | 0 | 0 | 0 | 0 | 0 | 8 | 8 pkt |
| ŁĄCZNIE INDYWIDUALNIE | 1 pkt | 53 pkt | 62 pkt | 18 pkt | 14 pkt | 3 pkt | 8 pkt | — |
| Amerykanie na poziomie Pucharu Świata za kadencji Tore Sneliego | |||||
|---|---|---|---|---|---|
| Zawodnik / Kategoria | 22/23 | 23/24 | 24/25 | 25/26 | ŁĄCZNIE |
| DRUŻYNOWO | 315 | 300 | 400 | 90 | 1105 pkt |
| Erik BELSHAW | 17 | 137 | 26 | 0 | 180 pkt |
| Casey LARSON | 13 | 0 | 0 | 0 | 13 pkt |
| Decker DEAN | 6 | 0 | 0 | 0 | 6 pkt |
| Andrew URLAUB | 5 | 4 | 1 | 5 | 15 pkt |
| Tate FRANTZ | 0 | 71 | 266 | 66 | 403 pkt |
| Kevin BICKNER | *Przerwa | 0 | 171 | 128 | 299 pkt |
| Jason COLBY | 0 | 0 | 11 | 147 | 158 pkt |
| ŁĄCZNIE INDYWIDUALNIE | 41 pkt | 212 pkt | 475 pkt | 346 pkt | — |
Co ciekawe Erik Belshaw na sezon 2026/27 był pierwotnie powołany do kadry B, natomiast po zakończeniu kariery przez Andrew Urlauba w lipcu stwierdzono, że nie ma sensu utrzymywać jedno osobowej kadry B i włączono go do kadry narodowej w której trenował u boku Kevina Bicknera, Tate Frantza i Jasona Colby’ego.
W Ameryce doszło do znaczących zmian w kadrze. Dzisiaj znowu jest problem z zapleczem, które jest relatywnie ubogie i opiera się głównie na zawodnikach trenujących poza kadrami jak Bryce Kloc czy zawodnicy z kontynentalnych Stanów Zjednoczonych, a to pokłosie zakończeń karier przez starą gwardie amerykańskiej kadry. Wspomniany już Andrew Urlaub, ale również w kwietniu karierę zakończył Decker Dean, a jeszcze wcześniej, bo przed startem zimy 2025/26 karierę zakończył Casey Larson.
W pewnym sensie historia zatacza koło, bo znowu z braku rywalizacji na zapleczu wyrosnąć może każdy, ale może to lepiej, bo dzięki temu skorzystać mogą zawodnicy tacy jak Henry Loher. Zawodnik urodzony w 2008 roku trenujący na co dzień w Lake Placid w klubie z Nowego Jorku jest objawieniem jesieni. W zawodach FIS Cup w Einsiedeln (12-13 września 2026 r.) zaskoczył wysoką dyspozycją i zakończył pierwszy konkurs na 10. miejscu, zaś drugiego dnia odniósł historyczny triumf wygrywając zawody z mocno obsadzonymi Austriakami, Polakami czy Niemcami. Sztuka ta nie powiodła się nawet Jasonowi Colby’emu w 2024 roku. Jest to co ciekawe pierwsze zwycięstwo Amerykanina w zawodach FIS od ponad 10 lat! Ostatni raz dokonał tego Michael Glasder wygrywając zawody Pucharu Kontynentalnego zimą w Iron Mountain 🇺🇸 (HS133) 20 lutego 2016 r.
Sam Henry Loher to rzecz jasna bardzo utalentowany zawodnik. Już od przełomu maja i czerwca chwalił się w mediach społecznościowych licznymi skokami za rozmiar skoczni czy to w Lake Placid czy to w Park City, więc jego wysoka forma generalnie rzecz biorąc dziwić nie może. Ciężko jednak ukryć, że zwycięstwo zawodów FIS Cup nie było i wciąż nie należy do łatwych zadań w czasach dominacji austriackich skoczków, czy nawet ostatnio dobrego trendu polskich zawodników.
Jaka jest, zatem przyszłość amerykańskich skoków?
Przyszłość piszę się w pozytywnych barwach, ale czy USA kolejny rok z rzędu będzie miało swojego medalistę MŚJ? Ciężko na ten moment powiedzieć, ale z pewnością Henry Loher zbudował optymizm, którego jeszcze do ostatniego tygodnia mogłoby nie być.
Jeśli chodzi o głębi amerykańskiego podwórka przy degradacji znaczenia kombinacji norweskiej jako sportu olimpijskiego i wykreśleniu tejże dyscypliny z programu Igrzysk Olimpijskich, należy zwrócić uwagę m.in. właśnie na USA, gdzie jest wielu utalentowanych zawodników, którzy obecnie uprawiają kombinację norweską, a już niedługo mogą być przebranżowić się na trenowanie samych skoków. Tego lata ostateczną decyzję o przejściu z kombinacji do skoków podjął duży talent w amerykańskim środowisku Arthur Tirone (ur. 2008), jeszcze do niedawna uprawiający wyłącznie kombinacje norweską.
Już w sezonie 2025/26 Tirone brał udział w MŚJ w Lake Placid, a niespełna 2 tygodnie później zaliczył debiut w zawodach FIS Cup w Zakopanem. Ponadto jest też Ethan Maines (ur. 2009), którzy uprawia kombinację norweską, a już skaczą na bardzo dobrym poziomie w kraju. Choć wśród skoczków też są talenty jak m.in. Nico Bowdre (ur. 2010) czy młodszy, a już posiadający prawo startu w Pucharze Kontynentalnym Sawyer Graves (ur. 2008). Co ciekawe Graves również zimą stacjonuje w Lillehammer, a najbliższa zimą będzie jedną z najważniejszych w jego karierze. Ponadto niedawno udział w zgrupowaniu we Włoszech wzięły talenty z klubu ze Steamboat Springs. Młodzi adepci oddawali swoje próby na świeżo upieczonym obiekcie olimpijski w Predazzo 🇮🇹 (HS107). Co ciekawe zawodnicy skakali z belek olimpijskich, ale wyniki co to dużo mówić kończyły się w okolicach 60 metrów i generalnie pojmowanej „buli”. Również zaliczyli pobyt w tunelu aerodynamicznym w słoweńskiej 🇸🇮 Žirovnicy.
Takie okoliczności, zaangażowanie lokalnych trenerów oraz połączenie z światem poważnych skoków, sprawia, że USA nie stają się biernym obserwatorem tego co dzieje się w najważniejszym okresie przygotowań, ale również kreuje nowe trendy. W odniesieniu do chęci budowania swojej potęgi w skokach narciarskich w Chinach, które mają to wszystko pod nosem i nowoczesne pozostaję, zatem pytanie, czemu tam to tak nie działa? Najpewniej, dlatego, że tak jak przekonano się w USA nie należy izolować się i budować formy przy braku odpowiedniego odniesienia do światowej czołówki, bo właśnie dzięki porównywaniu się i pracy z innym ekipami, dopiero można zacząć się rozwijać. I to właśnie ta na pozór mała zmiana jak otworzenie się na Europę i mocniejsze zakotwiczenie tutaj wpłynęło pozytywnie na rozwój tej kadry.









