Subiektywnie o skokach

Bądź na bieżąco ze światem skoków

Ekskluzywny klub obrońców Pucharu Świata. Pół wieku historii i zaledwie siedem nazwisk

fot. Kai Taller/Arena Akcji

Obrazem tego, jak trudno jest obronić Kryształową Kulę niech będzie fakt, że w niemal 50-letniej historii Pucharu Świata, ta sztuka udała się zaledwie 7 skoczkom. Dziś przypomnę te postacie, które tytuł najlepszego skoczka globu potrafiły dzierżyć przez co najmniej dwa lata z rzędu i zastanowię się, czy do ich grona może ktoś w najbliższym czasie dołączyć.

Armin Kogler

Na pierwszego obrońcę Kryształowej Kuli nie trzeba było długo czekać. Armin Kogler był zdecydowanie jednym z najlepszych zawodników na początku historii Pucharu Świata.

W premierowym sezonie 1979/80 Austriak uległ jedynie swojemu rodakowi, Hubertowi Neuperowi, lecz już następnej zimy nie miał sobie równych. Przewaga nad Rogerem Ruudem była jednak minimalna, gdyż były to zaledwie 4 punkty. Warto jednak wspomnieć, że wówczas obowiązywał zupełnie inny niż dziś system punktacji, punkty zdobywało zaledwie 15 zawodników, a zwycięzca konkursu otrzymywał ich 25.

Niemniej w żadnym przypadku nie można tu mówić o dominacji Koglera, który wygrał zaledwie 3 konkursy. Wielokrotnie stawał na podium i notował świetne rezultaty, tylko raz wypadając z TOP10, ale raczej nie sprawiał wrażenia zawodnika, którego nikt nie zdoła pokonać w następnym sezonie.

Kogler jednak nie zatrzymał się i zima 1981/82 ponownie należała do niego. Znów nie można było mówić o dominacji – 15 punktów przewagi (tyle przyznawano wówczas za 3. lokatę) oraz dwa zwycięstwa nie prezentują się specjalnie imponująco. I tym razem największym atutem Austriaka była konsekwencja, bowiem zaliczył serię 18 konkursów w czołowej dziesiątce.

Wiadomo jednak, że wyniki sprzed ponad 40 lat trudno porównywać z dzisiejszymi. Obowiązywały zupełnie inne zasady, które dziś nie miałyby prawa bytu. Armin Kogler nie zdominował żadnego sezonu, ale wystarczyły regularne dobre rezultaty, by został pierwszym w historii obrońcą Kryształowej Kuli.

Matti Nykanen

Tego zawodnika żadnemu fanowi skoków nie trzeba przedstawiać – Matti Nykanen to jedna z najwiekszych legend tego sportu, przez wielu jest uważany za najlepszego skoczka w historii. Nie bez powodu, w końcu ma na koncie 4 Kryształowe Kule, niezliczone medale i trofea oraz komplet wszystkich najważniejszych osiągnięć w skokach, czego oprócz niego zdołał dokonać – i to dopiero w tym roku – jedynie Domen Prevc. Z tym, że Słoweniec wszystko wygrywał pojedynczo, a Fin był chociażby potrójnym mistrzem olimpijskim. Ale wróćmy do rzeczy.

Nykanen po swoje pierwsze trofeum za zwycięstwo w cyklu PŚ odebrał jeszcze przed 20. urodzinami, w sezonie 1982/83. Wówczas zdołał zwyciężyć 9 konkursów i o 17 punktów wyprzedził Horsta Bulau. Następnej zimy uległ Jensowi Weissflogowi, ale w dwóch kolejnych edycjach nie było na niego mocnych. 10 lokat na podium w 21 konkursach przyniosły mu pewny triumf nad Andreasem Felderem. Do tego Fin dołożył złoto Mistrzostw Świata w lotach w Planicy.

Nie była to jeszcze dominacja, ale widać było, że Nykanen to ogromny talent i po trzecim z rzędu sezonie ukończonym w TOP3 generalki będzie się liczył w walce o kolejne trofea. Tak też się stało. Choć początek sezonu nie był w jego wykonaniu rewelacyjny, a w kilku konkursach nawet nie wziął udziału, od zawodów w Harrachovie przejął inicjatywę. Od tego czasu zaliczył 13 podiów w 16 startach, co pozwoliło mu na obronę Kryształowej Kuli, która była już trzecią w jego kolekcji, i jak się miało okazać, wcale nie ostatnią. W następnym sezonie jednak Fin nie znalazł się nawet na podium generalki, a na szczyt powrócił zimą 1987/88.

Andreas Goldberger

W dalszym ciągu nie opuszczamy XX wieku i przenosimy się do pierwszej polowy lat dziewięćdzięsiątych, w których to czasach dosyć wyraźnie swoja obecność zaznaczał właśnie Goldberger.

W sezonie 1992/93 zdobył pierwszą Kryształową Kulę, a następnej zimy był w klasyfikacji trzeci. Edycja 1994/95 była już prawdziwym popisem Austriaka. Zaliczył 15 miejsc na podium w 20 konkursach, 10 razy wygrał, w skład czego weszła imponująca seria triumfów w 5 ostatnich konkursach sezonu.

Wówczas obowiązywał już obecny system punktacji, a Goldberger drugiego w klasyfikacji Roberta Cecona wyprzedził o ponad 500 punktów. Myślę, że to już spokojnie można nazwać dominacją. Austriak był też najlepszy w Turnieju Czterech Skoczni i Pucharze Świata w Lotach, wywalczył też tytuł wicemistrza świata w Thunder Bay. Kilka sezonów z rzędu w ścisłej czołówce i zdominowana zima jak najbardziej mogły zwiastować kolejny rok Goldbergera na szczycie.

Tym razem jednak nie było już tak efektownie. Austriak dziesięciokrotnie stawał na podium, w tym 6 razy wygrał, jednak zdarzyły mu się dwa konkursy bez punktów. Kilkakrotnie notował też rezultaty w drugiej, a nawet trzeciej dziesiątce, ale mimo tego zdołał obronić Kryształową Kulę, choć jego przewaga nad drugim miejscem była znacznie mniej okazała niż rok wcześniej, gdyż wyniosła zaledwie 32 punkty. Był to ostatni sezon Goldbergera w TOP3 Pucharu Świata, w kolejnych latach plasował się zazwyczaj w drugiej dziesiątce tej klasyfikacji.

Primoz Peterka

Gdy Goldberger osłabł, swój moment – trwający dwa lata – miał Primoz Peterka. Pierwszy w historii słoweński triumfator cyklu Pucharu Świata na początku sezonu 1996/97 miał zaledwie 17 lat, a na koncie nie tylko kilka sukcesów juniorskich, ale również premierowe zwycięstwo w PŚ.

Jego kariera rozwijała się niezwykle szybko i już w czwartym konkursie zimy odniósł pierwszy triumf. Następnie zanotował serię występów w TOP10, sygnalizując, że będzie się liczył w walce o najwyższe cele. W drugiej połowie sezonu różnie mu się wiodło, ale łącznie 7 zwycięstw i 14 podiów wystarczyło, aby Peterka mógł się cieszyć nie tylko pierwszą Kryształową Kulą w karierze, ale i pierwszym takim osiągnięciem w historii reprezentacji Słowenii w skokach narciarskich. Jego przewaga nad Dieterem Thomą wyniosła 194 punkty.

Następny sezon w wykonaniu młodego Słoweńca nie był szczególnie spektakularny, ale mimo to Peterce udało sie obronić Kryształową Kulę. Tym razem wygrywał cztery razy i zaliczył parę wpadek w postaci braku awansu do drugiej serii. Mimo to zachował 19 punktów przewagi nad Kazuyoshim Funakim i do dziś pozostaje jedynym wśród słoweńskich skoczków, który Kryształową Kulę zdobywał więcej niż raz. Miał w tym trochę szczęścia, gdyż sezon 1997/98 w jego wykonaniu nie był idealny, ale nie znalazł się mimo tego żaden zawodnik, który zdołał go wyprzedzić.

Niestety, kariera Peterki szybko się załamała. Młody skoczek nie umiał poradzić sobie z presją, pojawił się alkohol, a jego wyniki szybko się pogarszały. Przygodę ze skokami kończył jako zawodnik zupełnie przeciętny o ogromnym, nie do końca wykorzystanym potencjale.

Martin Schmitt

Primoz Peterka rozpoczął serię obron Kryształowej Kuli – w latach 1996-2005 wszyscy triumfatorzy Pucharu Świata wygrywali ten cykl co najmniej dwa razy z rzędu. Kolejnym po Słoweńcu takim zawodnikiem był Martin Schmitt. Dwa pierwsze sezony były w jego wykonaniu słabe, ale zima 1998/99 to 10 zwycięstw i 15 miejsc na podium dały mu ponad 150 punktów przewagi w klasyfikacji generalnej. Do tego dołożył indywidualny i drużynowy tytuł mistrza świata z Ramsau.

Jeszcze lepszy był następny sezon. Schmitt tylko 4 razy wypadał z TOP10, zwyciężał 11-krotnie i 17 razy stawał na podium, mając do dyspozycji 26 konkursów. Myślę, że tu tak jak w przypadku Goldbergera można mówić o dominacji, zwłaszcza że jego przewaga nad drugim Andreasem Widholzlem wyniosła już blisko 400 punktów.

Niemiec niezaprzeczalnie wykazywał potencjał na wiele lat sukcesów, zwłaszcza że okazał się najlepszy w inauguracyjnym konkursie kolejnego sezonu 2000/01. Tym razem znalazł się jeden zawodnik, który nie tylko przeszkodził mu w wywalczeniu trzeciej z rzędu Kryształowej Kuli, ale również zaprezentował jedną z największych dominacji w historii.

Adam Małysz

Adam Małysz wśród obrońców Kryształowej Kuli zajmuje miejsce szczególne, gdyż jest jedynym zawodnikiem w historii, któremu ta sztuka udała się dwukrotnie. Sezon 2000/01 był w jego wykonaniu spektakularny. Na 21 konkursów Polak wygrał aż 11, czyli ponad połowę. Oprócz niego jedynym który dokonał tej sztuki był Peter Prevc, triumfator 15 z 29 konkursow sezonu 2015/16.

Małysz zabłysnął przy okazji Turnieju Czterech Skoczni – w Innsbrucku triumfował z niewiarygodną przewagą wynoszącą 44,9 punktu, a w całym turnieju jego zaliczka była historycznie wysoka. Do tego Polak dołożył tytuł mistrza świata ze skoczni normalnej z Lahti, a w klasyfikacji generalnej pokonał drugiego Martina Schmitta o 358 punktów, co przy 21 konkursach prezentuje się naprawdę imponująco.

Po tak udanym sezonie można było zakładać, że Małysz się nie zatrzyma i powalczy o obronę trofeum za triumf w najważniejszej klasyfikacji w skokach. I tym razem nie miał zbyt wielu okazji, by się wykazać, bo konkursów rozegrano 22, z czego w dwóch Polak nie wystąpił. Może nie dominował tak spektakularnie jak poprzedniej zimy, ale fakt, że ani razu nie wypadł z czołowej dziesiątki i tylko dwa razy znalazł się poza TOP5, robi ogromne wrażenie. Tym razem nie udało się jednak wygrać TCS, a z Igrzysk w Salt Lake City legenda polskich skoków powróciła ze srebrem i brązem. Svena Hannawalda pokonał w klasyfikacji generalnej o ponad 200 punktów, pokazując, że nie słabnie, a jego forma jest wysoka i stabilna.

I tak oto Adam Małysz stanął przed szansą na historyczny wyczyn – wielu próbowało, lecz żaden tego nie dokonał. Nykanen był o krok od zdobycia nawet czterech Kryształowych Kul z rzędu, ale skończyło się na jednej drugiej lokacie przedzielającej tę serię. Choć Małysz wygrał tylko 3 konkursy w sezonie 2002/03, regularność i stabilność na wysokim poziomie pozwoliły mu odeprzeć ataki Svena Hannawalda i zasłynąć jako jedyny człowiek, który był najlepszy w Pucharze Świata przez 3 lata z rzędu. W 2003 roku Polak został także podwójnym mistrzem świata.

Nie był to koniec sukcesów Małysza, który po swoją czwartą Kryształową Kulę sięgnął 4 lata później, a medale kolekcjonował aż do 2011 roku.

Janne Ahonen

Jeden z najbardziej charakterystycznych fińskich skoczków był człowiekiem, który przerwał trzy lata królowania Małysza na skoczniach świata. Ahonen po przeciętnej zimie 2002/03 nie był raczej wymieniany wśród kandydatów do zgarnięcia Kryształowej Kuli w następnych sezonie, ale w skokach wielu rzeczy nie da się przewidzieć. Niemniej walka między Ahonenem a Roarem Ljokelsoeyem była niezwykle wyrównana. Fin pokonał Norwega o zaledwie 10 punktów, po słabym starcie sezonu notując łącznie 13 podiów, przy 10 Ljokelsoeya. Ten sezon zdecydowanie nie miał dominatora, co mogło zwiastować ciekawą walkę o triumf w kolejnym. Tak się jednak nie stało.

Następna zima w wykonaniu legendarnego Fina była zdecydowanie bardziej efektowna. Ahonen zaliczył wręcz piorunujący początek sezonu, ustanawiając od pierwszych zawodów rekordową serię miejsc na podium, których było 13. Po takim wstępie rywale mogli już stracić nadzieję na to, że zdołają zbliżyć się do lidera Pucharu Świata. Po tym wyczynie Ahonen stanął na podium jeszcze tylko dwa razy i wyraźnie osłabł w końcówce, ale zaliczka jaką zdołał wypracować była już niemożliwa do roztrwonienia. Tym razem Ljokelsoeya w generalce wyprzedził o 275 punktów. Nie zdominował całego sezonu, ale początek tej zimy był w jego wykonaniu iście nieziemski. Była to jednak ostatnia edycja wygrana przez Fina, któremu w następnych latach już różnie wiodło się na skoczniach świata. I chociaż minęło już ponad 20 lat, jest to wciąż ostatni jak dotąd przypadek obrony Kryształowej Kuli.

*Peter Prevc

Postanowiłam przytoczyć szczególny dla tej historii przypadek, w którym skoczek co prawda Kryształowej Kuli nie obronił, ale wygrywał klasyfikację generalną przez dwa lata z rzędu.

Zacznijmy od tego, że Peter Prevc zaznaczył swoją obecność w światowej czołówce bardzo wyraźnie w sezonie 2013/14, gdy wywalczył pierwsze zwycięstwo w karierze, rzucał wyzwania Kamilowi Stochowi na Igrzyskach w Soczi, a w klasyfikacji generalnej wylądował tuż za Polakiem. W wieku 22 lat miał na koncie medale Igrzysk, Mistrzostw Świata oraz Mistrzostw Świata w lotach, a także Małą Kryształową Kulę.

W kolejnym sezonie był tak blisko Kryształowej Kuli, jak nikt inny. Zgromadził dokładnie tyle samo punktów co Severin Freund, ale ponieważ Niemiec wygrał więcej konkursów, to on cieszył się z cennego trofeum. Peterowi zabrakło dosłownie jednego punktu, by zdobyć Kryształową Kulę. Formalnie jednak jest współzwycięzcą tego sezonu, gdyż w punktacji był z Niemcem na równi.

Następnej zimy nie było już wątpliwości, kto zasługuje na tytuł najlepszego skoczka zimy. Peter zwyciężył 15 konkursów, 22 razy stanął na podium, a w klasyfikacji zgromadził rekordowe 2303 punkty, o ponad 700 „oczek” pokonując tego, któremu uległ rok wcześniej. Do tego dołożył triumf w TCS, MŚwL oraz PŚwL. Wygrał dwa sezony z rzędu, ale zasady, które każą przyznawać Kryształową Kulę tylko jednemu zawodnikowi sprawiły, że nie może być nazywany skoczkiem, który to trofeum obronił. Niemniej uważam, że zasługuje na swoje miejsce w tej historii.

Słowo końcowe

Już ponad 21 lat czekamy, aż na horyzoncie pojawi się ktoś, kto obroni trofeum za zwycięstwo w cyklu Pucharu Świata. Historia pokazała, że są do tego zdolni zarówno dominatorzy, jak i skoczkowie, którzy z niewielką przewagą pokonywali swoich przeciwników.

Czy w niedalekiej przyszłości doczekamy się ósmego zawodnika, który powiększy tę listę? Mocno wierzę w Domena Prevca, który może teraz nie być w topowej formie, ale jeśli będzie się utrzymywał w czołówce, myślę, że ma szanse większe niż wielu przed nim, by to osiągnąć. Również dlatego, że może być trudno o rywali, którzy mu w tym skutecznie przeszkodzą, jak pokazał poprzedni sezon. Niemniej w skokach nie ma nic niemożliwego – być może w marcu Kryształową Kulę odbierze zawodnik, po którym teraz kompletnie się tego nie spodziewamy.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów