Fot. Kai Taller/Arena Akcji
Sandro Pertile jest dyrektorem Pucharu Świata w skokach narciarskich od 2020 roku. W tym czasie miało miejsce naprawdę wiele nietypowych lub absurdalnych sytuacji, które kibiców i zawodników wprawiały w konsternację, a niekiedy złość. Wybrałam 10 takich przypadków, które moim zdaniem były najciekawsze i ułożyłam z nich ranking.
Tytułem wstępu należy dodać, że dyrektor Pucharu Świata w wielu przypadkach nie miał wpływu na absurdalne sytuacje, które miały miejsce. Samo przejęcie funkcji przez Włocha było już całkowicie nietypowe – sezon 2019/20 z powodu pandemii COVID-19 zakończył się na półtora tygodnia przed planowanym terminem, co spowodowało wcześniejsze ustąpienie ze stanowiska Waltera Hofera. Przed nowym dyrektorem stanęło wiele wyzwań, ale też i nowych możliwości. Przyjrzyjmy się, z jakimi absurdalnymi i niezwykłymi przypadkami musieli się w czasie dotychczasowej kadencji Pertile mierzyć działacze, skoczkowie oraz kibice.
10. Dziurawy pierwszy period sezonu 2022/23
Początek edycji 2022/23 był naprawdę trudny do ogarnięcia dla przeciętnego kibica. Pierwotny plan zakładał klasyczne 4 weekendy ze skokami narciarskimi z rzędu, a następnie Turniej Czterech Skoczni. Jednak ze względu na nowatorskie rozwiązanie, jakim było przeprowadzenie eksperymentalnej inauguracji w Wiśle w formie hybrydowej, pierwszy period został porozdzielany na kawałki, tak że łatwo można się było w nim pogubić. Pierwsze konkursy odbyły się już na początku listopada, a na kolejne trzeba było czekać aż trzy tygodnie. W dodatku zawody w Ruce ze względu na rozgrywane wówczas Mistrzostwa Świata w piłce nożnej odbywały się rano (i dzięki temu były jednymi z najlepszych ostatnich lat), co dla tej lokalizacji jest rozwiązaniem nietypowym. Żeby tego jeszcze było mało, po fińskim weekendzie czekały nas kolejne 2 tygodnie przerwy, gdyż zaraz po nim miała być Wisła – która została przeniesiona ze względu na hybrydową inaugurację. Gdy doczekaliśmy się Titisee-Neustadt, w pakiecie dostaliśmy zaraz po nim Engelberg i przerwę świąteczną. Kombinacje z hybrydowymi zawodami spowodowały rozciągnięcie weekendów w czterech lokalizacjach na półtora miesiąca i zaburzyły ciągłość rywalizacji.
9. „Puchar Kontynentalny Premium” w Rasnovie w 2023
Każdy fan skoków, widząc w kalendarzu jeden konkurs indywidualny w Rasnovie tuż przed Mistrzostwami Świata, był w stanie przewidzieć, że obsada tych zawodów będzie, delikatnie mówiąc, nie najmocniejsza. Rzeczywistość jednak przerosła najśmielsze oczekiwania. Na liście znalazło się zaledwie 47 zawodników, w tym ledwie dziewięciu sklasyfikowanych w TOP30 w Pucharze Świata. O wystawienie najsilniejszego składu z liczących ekip pokusili się jedynie Niemcy. Zawody te były pierwszymi w życiu takich zawodników jak Jonas Schuster, Andre Fussenegger, Maksim Bartolj czy Weijie Zhen. Listę startową zamykał siódmy w generalce Andreas Wellinger.
W takich okolicznościach nietrudno było o niecodzienne rozstrzygnięcia. Pierwsze punkty dla Rumunii w historii wywalczył Daniel Andrei Cacina, w TOP10 znaleźli się m.in. Jonas Schuster, Dominik Peter czy Alex Insam, a w TOP20 – Tomasz Pilch, Kacper Juroszek i Maksim Bartolj. Jedyny w życiu punkt PŚ wpadł na konto Radka Rydla. Taka obsada i rezultaty pasowałyby bardziej do Pucharu Kontynentalnego, choć w tym wypadku stały się okazją do wywalczenia dożywotniego prawa startu w Pucharze Świata dla słabszych skoczków i w dużej mierze przyczyniły się do rekordowej liczby zawodników sklasyfikowanych w generalce PŚ, których w sezonie 2022/23 było aż 87. Warto wspomnieć, że następnego dnia odbyły się zawody duetów, które wygrali oczywiście Niemcy, a drugie miejsce przypadło w udziale Słoweńcom, w których składzie znalazł się wspomniany już Bartolj. Zawodnik, który w życiu zebrał kilkanaście punktów PŚ (z czego pierwszych 11 dzień wcześniej) ma na koncie podium PŚ. Co prawda tylko drużynowe, ale nadal wiele to mówi o poziomie zawodów w Rasnovie.
8. Niespodzianki na inaugurację sezonu 2024/25
Zima 2024/25 zaczęła się od mikstu, i choć nie uznaję tego za dobre otwarcie, nie był to konkurs, w którym można się było do czegoś specjalnie przyczepić. Zupełnie inaczej wyglądało to w pierwszych kwalifikacjach mężczyzn, w których miały miejsce dwie absolutnie nietypowe sytuacje, jakich w skokach narciarskich jeszcze nie widzieliśmy. Najpierw Kristoffer Eriksen Sundal został zepchnięty z belki przez zjeżdżającą platformę reklamową. Na szczęście Norweg zachował zimną krew i zdołał oddać niezły skok, ale nie pozwolono mu powtórzyć próby (na szczęście nie został zdyskwalifikowany za start przy żółtym świetle). Następnie Domen Prevc zaliczył upadek z powietrza na 65. Metrze, w czasie którego złapał w locie odpinającą się nartę, wykazując się niesamowitym refleksem. Dzięki temu oryginalnemu manewrowi wywrotka okazała się zupełnie niegroźna, a sam skoczek tylko trochę się poobijał. Niestety, o awansie do konkursu nie mogło być mowy, a następnego dnia Słoweniec oberwał dyskwalifikację, zaliczając niezwykle pechową inaugurację.

Fot. Kai Taller/Arena Akcji
7. „Niesportowe zachowanie” Giovanniego Bresadoli i inne nietypowe dyskwalifikacje
Konkurs duetów w Wiśle w 2024 jest moim ulubionym z tamtego roku. Padły dwa rekordy skoczni, w tym niesamowite 144,5 metra Andreasa Wellingera, a walka o zwycięstwo była fascynująca. Jednak ten konkurs zapamiętałam także z innego powodu – w pewnym momencie pojawiła się informacja, że reprezentant Włoch, Giovanni Bresadola, otrzymał dyskwalifikację za „niesportowe zachowanie”. Trudno było zrozumieć, o co dokładnie chodziło. Zdaniem działaczy FIS zawodnik wszedł do szatni, co miało być niedozwolone w trakcie trwania tego typu konkursu. Choć w rzeczywistości trudno znaleźć określające takie sprawy przepisy, Włoch musiał pogodzić się z utratą szansy na występ swojej drużyny w trzeciej serii, na co zareagował frustracją.
Ta sytuacja nie była jedyną nietypową dyskwalifikacją za czasów Sandro Pertile. W pierwszym sezonie pod jego rządami miały miejsce dwie inne. Jan Hoerl został wykluczony za zbyt późną rekację na zielone światło, a niedługo później Johann Andre Forfang otrzymał dyskwalifikację za start przy żółtym świetle (okazało się, że zdenerwowany upadkiem Daniela Andre Tande Alexander Stoeckl zbyt wcześnie dał mu sygnał do rozpoczęcia skoku). Warto wspomnieć także o dwóch przypadkach dyskwalifikacji zwycięzców – przytrafiło się to Halvorowi Egnerowi Granerudowi w Rasnovie w 2021 oraz Domenowi Prevcowi w Lahti w 2026. Co ciekawe, temu ostatniemu odebrało to historyczną, siódmą wygraną z rzędu, ale nie przeszkodziło w zapewnieniu sobie triumfu w klasyfikacji generalnej.
6. Afera sprzętowa z Timim Zajcem w roli głównej – Willingen 2025
Trzeba przyznać, że miksty w Willingen to temat, o którym można by spokojnie napisać osobny tekst. Zazwyczaj pod kątem sportowym niezbyt interesujące, ale wokół nich często dzieją się różne kontrowersje. Nie inaczej było w 2025, kiedy to Timi Zajc w pierwszej serii otrzymał dyskwalifikację po świetnym skoku w okolicach rozmiaru skoczni. Nieprzepisowy okazał się być kombinezon Słoweńca, o 1 cm za duży. Co ciekawe, Zajc wystartował w tym samym stroju w drugiej rundzie, a tam okazał się już być całkowicie zgodny z przepisami. Po finałowym skoku 24-latek demonstracyjnie ponaciągał kombinezon, demonstrując tym samym nieskuteczność kontroli sprzętu. Słoweńcy zagrozili nawet FIS-owi pozwem, twierdząc, że ich zawodnicy dyskwalifikowani są niesłusznie. Sam Zajc ironicznie wypowiadał się po konkursie stwierdzając m.in., że w drugiej serii dzięki temu że „ucieszył się” ze skoku, kombinezon został ułożony w odpowiedni sposób i przeszedł kontrolę, a także zasugerował, że kontrolerzy zaczęli dyskwalifikować Słoweńców, bo od lotów w Oberstdorfie lepiej skaczą. Potencjalny skandal ucichł jednak w zarodku, gdy 24-latek przeprosił za swoje zachowanie, a Słoweńcy zrezygnowali z podjęcia kroków prawnych.

Fot. Kai Taller/Arena Akcji
5. „Bezpieczny” mikst w Willingen w 2023
Kolejny odcinek kontrowersyjnych mikstów w Willingen z Timim Zajcem w roli głównej. Loteryjnych i wietrznych konkursów na początku 2023 było bez liku, ale zawody drużyn mieszanych na największej skoczni dużej świata zdecydowanie wyróżniły się w tym gronie. Nie tylko ze względu na spektakularne różnice w odległościach czy ekstremalnie silne podmuchy pod narty, ale także przez postawę dyrektora PŚ po tej parodii skoków narciarskich. Ale po kolei. Dość powiedzieć, że jedna seria, na którą składały się próby zaledwie 32 zawodników, trwała półtorej godziny. Już w pierwszej grupie Yuki Ito uderzyła plecami w zeskok na odległości 154,5 m. W tej samej grupie Nika Kriznar (obecnie Vodan) sklepała bulę na 82. metrze.
Prawdziwe show odbyło się natomiast w ostatniej kolejce. Timi Zajc, choć ruszał z niskiej belki, otrzymał tak silne podmuchy po narty, że osiągnął niesamowity pułap lotu i pomimo iż zaczął hamować w okolicach punktu K, doleciał na aż 161,5 metra, zaliczając przy tym bolesny upadek. Ani ta sytuacja, ani fakt że wiatr zrywał banery reklamowe, nie przekonywały działaczy FIS, którzy nadal planowali po tych zawodach rozegrać kwalifikacje mężczyzn. Na szczęście finalnie zrezygnowali z tego pomysłu. Sandro Pertile jednak pokusił się o – jak się zdaje – „nieco” kontrowersyjne stwierdzenie, że na skoczni tego dnia było bezpiecznie. Cóż, obawiam się, że Timi Zajc, który był o krok od poważnej kontuzji, mógł mieć nieco inne zdanie na ten temat.
4. Medale dla Kanady i Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego w Pekinie
Absurdalne wyniki pierwszego w historii olimpijskiego mikstu nie były w żadnej mierze zasługą Sandro Pertile, a nawet któregokolwiek z działaczy odpowiedzialnych za skoki mężczyzn, ale że panowie również brali udział w rywalizacji, a cała afera zdarzyła się za kadencji Włocha, postanowiłam umieścić ją w tym zestawieniu, bo niewątpliwie na to zasłużyła. Konkursy drużyn mieszanych to format, którego zwolenników wśród kibiców próżno szukać, jednak zawsze dodatkowa okazja do zdobycia medali olimpijskich jest w jakimś stopniu atrakcyjna. W Pekinie po raz pierwszy zdecydowano się przeprowadzić takie zawody, i od początku było wiadomo, że wyraźnym faworytem do zwycięstwa będzie reprezentacja Słowenii, która już w Willingen rozniosła konkurencję. I rzeczywiście – Ursa Bogataj, Nika Kriznar, Peter Prevc i Timi Zajc przez cały konkurs skakali wyśmienicie i nie mieli problemów ze zdobyciem złota. Zwłaszcza, że z całą ich konkurencją uporała się kontrolerka sprzętu kobiet, Agnieszka Baczkowska.
To ona wlepiła dyskwalifikację pięciu przedstawicielkom czołowych ekip, które miały się bić o medale. W ten sposób Niemcy swój udział w konkursie zakończyli na pierwszej serii, a Norwegowie zajęli ostatnią pozycję w drugiej (tutaj zdyskwalifikowano obie zawodniczki). Do ostatniego momentu walczyli Austriacy i – przede wszystkim – Japończycy, którym pomimo zaliczonych siedmiu skoków finalnie niewiele zabrakło do medalu. Na nieszczęściu mocniejszych rywali skorzystali przedstawiciele reprezentacji, których na podium nikt się nie spodziewał, a więc Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego oraz Kanady. W składzie tych ostatnich znalazł się Matthew Soukup, który w życiu zdobył zaledwie 1 punkt PŚ. Dokładnie tyle samo ma w swojej kolekcji medali olimpijskich. Słoweńcy spokojnie wyprzedzili resztę świata o ponad 100 punktów, a po zawodach rozpoczęła się nie pierwsza i nie ostatnia debata na temat poprawności kontroli sprzętu w skokach. Bądź co bądź masowe dyskwalifikacje czołowych zawodniczek na wydarzeniu czterolecia to niecodzienna sytuacja, zwłaszcza, że startowały one w tych samych strojach, co w zawodach indywidualnych, gdzie przeszły kontrolę.
3. Słoweńskie trzęsienie ziemi na Mistrzostwach Świata w Planicy w 2020
Cały sezon 2020/21 był wyjątkowo szalony i męczący. Pandemia COVID-19 sprawiła, że na trybunach brakowało kibiców, a na zawodach – skoczków, wskutek czego kwalifikacje nieraz zastępowano prologiem. Do tego afery z testami, w tym fałszywie pozytywny wynik Klemensa Murańki w Oberstdorfie, który doprowadził początkowo do wykluczenia całej polskiej kadry. Na szczęście sytuacja została wyjaśniona, Polacy wystartowali, a Kamil Stoch wywalczył Złotego Orła. Koronawirus był również powodem, dla którego Mistrzostwa Świata w lotach w Planicy odbyły się w grudniu, po raz pierwszy w historii przy sztucznym oświetleniu.
Już to samo w sobie było sytuacją kompletnie nietypową, ale oliwy do ognia dołożył Timi Zajc. 20-latek, który poprzednią zimę ukończył na 2. Miejscu w klasyfikacji lotów, po pierwszym dniu rywalizacji zajmował dopiero 27. Lokatę. Swoją frustrację wylał w mediach społecznościowych, co zdenerwowało trenera Bertoncelja, który zdecydował o wykluczeniu Zajca z kadry słoweńskiej. Paradoksalnie dzień później niejako przyznał mu rację, ustępując ze stanowiska. Zawieszenie Zajca i zwolnienie się trenera stawiało gospodarzy w ekstremalnie trudnej sytuacji – nie mieli oni czwórki na drużynówkę, gdyż rezerwowi zostali już zgłoszeni jako przedskoczkowie. FIS jednak zgodziła się na start Petera Prevca, a Słoweńcy w zawodach zespołów zajęli niezłą czwartą pozycję. Stery nad kadrą objął – początkowo tymczasowo – asystent Bertoncelja, Robert Hrgota, który okazał się najlepszym trenerem słoweńskiej drużyny w historii. Timi Zajc do rywalizacji powrócił pod koniec stycznia, jednak formę odbudowywał przez kolejne miesiące. Przeszedł też do historii jako pierwszy skoczek, który doprowadził do zwolnienia trenera za pomocą posta na Instagramie.
2. Domen Prevc kontra FIS – Mistrzostwa Świata w lotach 2026
Trzeba przyznać, że aż do MŚ w lotach w Oberstdorfie sezon 2025/26 (może nie licząc Zakopanego) był znośny. Niestety, jedna z imprez docelowych sezonu zamiast przynieść kibicom i skoczkom radość ze wspaniałych lotów, pozostawiła po sobie niesmak i wiele słów krytyki. Bez wątpienia najbardziej wyrazistą postacią czempionatu był Domen Prevc, nie tylko ze względu na świetne skoki i złoto z niemal 60-punktową przewagą nad drugim miejscem. Najlepszy skoczek poprzedniej zimy musiał przez cały czas mierzyć się z kłodami rzucanymi mu pod nogi przez działaczy FIS, którzy przed każdym jego skokiem obniżali belkę tylko dla niego. Tego w skokach narciarskich jeszcze nie było, w końcu zmiana długości najazdu dla jednego zawodnika powinna być tylko i wyłącznie decyzją trenera. W pierwszej serii nawet była – Hrgota poprosił o skrócenie rozbiegu dla lidera PŚ o 1 stopień, ale za to delegat techniczny zdążył już go skrócić o dodatkowe 4. Domenator był zmuszony radzić sobie z ekstremalnie krótkim względem pozostałych najazdem, co poskutkowało próbą ledwie za punkt K.
Choć ten proceder praktykowany był na lotach już do końca sezonu, nie był to koniec zmagań Słoweńca z działaczami FIS. W konkursie drużynowym w bliżej niewyjaśnionych okolicznościach narty Prevca zsunęły się w dół rozbiegu, a jedna odbiła się od progu i zjechała po zeskoku. Według oficjalnej wersji Domen miał odłożyć sprzęt w niewłaściwym miejscu, a ktoś z obsługi go potrącił. Jak dokładnie było, nigdy się nie dowiemy, niemniej pomimo iż Słoweniec otrzymał zapasowe narty, okazało się, że jest już za późno na jego skok. Działacz FIS Hubert Mathis jasno zakomunikował to reprezentantowi obrońców złota z Kulm, wielokrotnie powtarzając słowo „Nein”. Smutny i nieprofesjonalny obrazek, który pozostał symbolem jednych z najgorszych pod kątem poziomu rywalizacji i organizacji Mistrzostw ostatnich lat.

Fot. Kai Taller/Arena Akcji
1. Norweskie manipulacje na Mistrzostwach Świata w Trondheim
Nie jest żadnym zaskoczeniem, że na pierwszym miejscu w moim rankingu znalazł się jeden z najgłośniejszych skandali w tym sporcie. Wiadomo, że w skokach narciarskich sprzęt odgrywa kluczową rolę, a różne ekipy prześcigają się pod kątem nowinek i ulepszeń. Jednak to, co zrobili Norwegowie podczas domowych Mistrzostw Świata, zaszokowało cały świat skoków narciarskich. Marius Lindvik od początku czempionatu spisywał się wyjątkowo dobrze. Zdobył złoto na normalnej skoczni, brylował też na dużym obiekcie, chociaż przez ostatnie 3 lata nie wygrał żadnych zawodów Pucharu Świata.
W dniu rywalizacji na skoczni HS138 Internet obiegło nagranie, na którym członkowie norweskiego sztabu przeszywali chipy w kombinezonach. Już takie zachowanie było podejrzane. Członkowie kilku ekip złożyli protest, wskutek czego kontrolerzy FIS już po konkursie zdecydowali się zajrzeć do strojów Norwegów. Okazało się, że Marius Lindvik, pierwotny zdobywca srebrnego medalu, oraz Johann Andre Forfang, mieli zainstalowane w kombinezonach specjalne tasiemki tudzież sznureczki, które miały zwiększać ich właściwości lotne. Po tym wydarzeniu otworzyła się istna puszka Pandory. Zaczęto podważać prawidłowość kontroli sprzętu, kolejni skoczkowie i trenerzy otrzymywali kary, a niektórzy, np. Fredrik Bjerkeengen, zaczęli przyznawać się do manipulacji w poprzednich latach. Nastroje zaostrzały stanowiska Forfanga i Lindvika, którzy twierdzili, że o całym procederze nie mieli pojęcia, podczas gdy autorytety świata skoków jednoznacznie twierdziły, że nie jest możliwe nie odczuć różnicy między zwykłym a zmanipulowanym sprzętem.
Norwegowie do końca sezonu musieli skakać rezerwowym składem, a w Oslo żaden z nich – po raz pierwszy w historii PŚ – nie awansował do drugiej serii. Po sezonie z funkcji kontrolera FIS zrezygnował krytykowany za swoją pracę Christian Kathol. Oficjalnym powodem były względy rodzinne, lecz wiele osób tę decyzję wiązało właśnie ze skandalem w Trondheim. Po tym wydarzeniu FIS podjęła kroki w celu usprawnienia systemu kontroli – zmniejszono limit kombinezonów na sezon czy wprowadzono żółte i czerwone kartki. Czy sprawiło to, że jest bardziej sprawiedliwie? Trudno stwierdzić, ale faktem jest, że norweskie manipulacje rzuciły cień na całe skoki narciarskie i podważyły zaufanie kibiców do zawodników. Ponadto w atmosferze skandali zaginęło osiągnięcie Domena Prevca, który na dużej skoczni w Trondheim pokonał wszystkich w pięknym stylu (po dyskwalifikacji Lindvika miał ponad 15 punktów przewagi nad drugim miejscem), co było początkiem jego drogi do wygrania wszystkiego.

Fot. Kai Taller/Arena Akcji
Cóż, nie da się ukryć, że w ciągu 6 lat sprawowania funkcji dyrektora PŚ przez Sandro Pertile wydarzyło się naprawdę dużo. Ja wybrałam subiektywnie dziesięć nietypowych sytuacji, ale było ich znacznie więcej. Skoki narciarskie są sportem podatnym na manipulacje czy warunki i pewnie niejeden jeszcze raz będziemy zszokowani tym, co się dzieje na skoczniach i poza nimi. Miejmy jednak nadzieję, że następne lata przyniosą więcej pozytywnych emocji niż złości, frustracji i zażenowania.











Dodaj komentarz