Mistrz Olimpijski i idol nastolatek — po tym opisie niemal każdy fan skoków narciarskich pomyśli o Andreasie Wellingerze — z okazji dzisiejszych urodzin niemieckiego sportowca, przypomnimy sobie warte wyróżnienia momenty w karierze 31-latka.
Wellinger, już w swoim pierwszym starcie w zimowych zawodach najwyższej rangi, dał się poznać kibicom z najlepszej możliwej strony — podczas inauguracji sezonu 2012/2013 w norweskim Lillehammer prowadził po 1 serii, za sprawą skoku na 103 m. 17-letni wówczas sportowiec ostatecznie zakończył zmagania na Lysgårdsbakken na dalej świetnej 5 pozycji.
Jeszcze w tym samym sezonie zanotował dwa miejsca na podium kolejno: 3 miejsce podczas próby przedolimpijskiej w Soczi (HS 106) oraz 2 lokata w Engelbergu (HS137).
Reprezentant naszych zachodnich sąsiadów zanotował jeszcze kilka udanych występów, kończąc debiutancki sezon na 20 pozycji w klasyfikacji generalnej z dorobkiem 393 punktów.
Kolejny sezon w wykonaniu Andreasa był jeszcze lepszy. Zanotował 3 miejsca na podium, a jednym z nich było premierowe w karierze zwycięstwo — na skoczni w Wiśle Wellinger pokonał drugiego Kamila Stocha, a podium uzupełnił Michael Hayboeck.
Na pewno wielu z was pamięta styl, w jakim Andreas Wellinger skakał u progu swojej kariery — Bardzo daleko od nart i mało agresywnie. Zapewne w dzisiejszych czasach takowy styl, nie pozwoliłby na sportowe laury, choć różnice sprzętowe w porównaniu z dzisiejszymi standardami, wpłynęły na sukcesywne skakanie w tamtym okresie. Jeszcze w tym samym sezonie Wellinger zadebiutował na Igrzyskach Olimpijskich — i to jak! W konkursie na skoczni normalnej zajął 6 miejsce po skokach na 96 i 101,5 metra. Duża skocznia nie okazała się na tyle łaskawa i zmagania na niej ukończył po 1 serii, natomiast 2 dni później podczas konkursu drużynowego zdobył Złoty medal Olimpijski, uzupełniając skład reprezentacji Niemiec, w który poza nim wchodzili Andreas Wank, Marinus Kraus i Severin Freund. Młody Niemiec niemal podwoił stan swoich punktów i sezon 2013/2014 zakończył na 9 miejscu w Generalce.
Przez następne dwa lata nie zbliżył się do poziomu z zimy 13/14, a w tym okresie zanotował jedno podium — podczas inauguracji sezonu 14/15 na Vogtland-Arena w Klinghental. Ówczesny sezon w większości stracił jednak przez kontuzję po upadku w Ruce.
Prawdziwy przełom nastąpił w sezonie 2016/17, który zaczął bardzo spokojnie — po 11 konkursach sezonu, które kończył głównie w 2 dziesiątce zajmował 20 miejsce w klasyfikacji generalnej ze 156 – punktowym dorobkiem. Od konkursu w Wiśle aż do końca sezonu w Planicy z podium wypadł jedynie 3 razy! Wzrok kibiców skierowany był jednak w większości na kogoś innego, ponieważ Wellinger aż 8 z 12 tamtejszych miejsc w TOP3 kończył na drugiej pozycji, często przegrywając ze zdobywcą Kryształowej Kuli — Stefanem Kraftem. W tamtym okresie zaczęło być to już małą tradycją. Ten rok przyniósł również odświeżenie w postaci turnieju Raw Air — Wellinger był bliski triumfu w premierowym cyklu, jednak prowadząc w ostatnim konkursie turnieju w Vikersund, całkowicie popsuł swoją próbę, ostatecznie kończąc konkurs na 18, a turniej na 3 miejscu.
Imprezą docelową sezonu 16/17 były Mistrzostwa Świata w narciarstwie Klasycznym w Lahti. Chyba nikogo nie zaskoczę, przypominając, że złoty dublet zaliczył wtedy Kraft, a oba indywidualne konkursy Wellinger zakończył na drugiej pozycji. Reprezentant klubu SC Ruhpolding finishował zimę na 4 miejscu ostatecznej klasyfikacji, zdobywając 1161 punktów.
Sezon 2017/2018 Wellinger przeskakał na poziomie czołowej 10, zajmując nawet 2 miejsce w 66 TCS, z lekką zadyszką u schyłku zimy. Impreza docelowa, jaką były igrzyska Olimpijskie w Pyeongchang, bez wątpienia była przewodnim celem Niemca na ten sezon. Bohater dzisiejszych rozważań wyjechał z imprezy 4 – lecia jako multimedalista – Zdobywając indywidualne złoto na skoczni normalnej (aby uniknąć traumy związanej z tym konkursem, pozwolę sobie zakończyć temat normalnej skoczni), srebro w zmaganiach na skoczni dużej, ulegając Kamilowi Stochowi oraz srebro drużynowe, przegrywając z reprezentacją Norwegii. Bez wątpienia Wellinger spełnił oczekiwania swoje, jak i kibiców, po sezonie mógł szczycić się czterema krążkami olimpijskimi, co było już niemałym osiągnięciem, mając na uwadze to, że dalej był młodym 23-letnim sportowcem.
Zima 18/19 była już zauważalnie słabsza, Wellinger zakończył ją na 18 miejscu w Tabeli, notując jedno podium, i poza tym raz plasując się w czołowej 10.
Nieszczęśliwy los trwał i w czerwcu 2019 roku doznał kontuzji więzadła krzyżowego, co wyeliminowało go w całości ze zmagań w 41 edycji Pucharu świata.
Wrócił na inaugurację sezonu 20/21 w Wiśle zajmując 39 miejsce. Następne przystanki pucharu świata, nie przyniosły poprawy
i utytułowany Niemiec w 7 konkursach notował wyniki w 4 i 5 dziesiątce, natomiast dwukrotnie przepadał w kwalifikacjach.
Degradacja do Pucharu Kontynentalnego nie przyniosła poprawy i w dwóch występach na Bergisel zajął 50 i 42 miejsce.
Sytuacja zrobiła się na tyle poważna, że w drugiej połowie stycznia 2021 r. Andreas Wellinger brał udział w zawodach 3 rangi!.
I tam, nie szło mu najlepiej — zaledwie 3 punkty w dwóch występach na polskiej ziemi nie napawały optymizmem.
W sieci dochodziło do wielu dyskusji na temat kariery Niemca. Z poziomu mistrza olimpijskiego do braku punktów na szczeblu FIS cup w zaledwie 3 lata. Po FIS-Cupowym epizodzie trener Stefan Horngacher zdecydował się wycofać swojego podopiecznego z dalszych startów w sezonie.
Sezon 2021/22 pokazał, że Andreas Wellinger nie zamierzał się poddawać i wciąż ma potencjał na wielkie rzeczy
Wówczas były to lokaty w 2 i 3 dziesiątce, jednak po wydarzeniach z poprzedniego roku, takie pozycje mogły napawać optymizmem. Mówi się, że Stefan Horngacher potrafi wyciągać nawet z największego doła. W tym przypadku miał do tego perfekcyjną, ale szalenie trudną okazję.
Dokonali niemożliwego — Wellinger w sezonie 2022/23 w 15 konkursach zakończonych w top 10, na podium stawał 3 – krotnie, wygrywając konkurs pucharu świata po 5-letniej przerwie!
Zimą 22/23 zdobył zauważalnie więcej punktów niż w 4 poprzednich edycjach razem wziętych! A udany powrót do elity skwitował srebrem z normalnej skoczni MŚ w Planicy.
Myślisz, że to koniec miłych rzeczy? Zapraszam więc do najlepszego sezonu Niemca w karierze.
Edycja 23/24 była niesamowicie udana w wykonaniu Wellingera — przebił on dorobek punktowy z sezonu 16/17 i uzupełnił podium w klasyfikacji generalnej. Szukamy analogii do sezonu 16/17? Na mistrzostwach świata w lotach na Kulm zdobył srebrny medal. Zwycięzcą okazał się nie kto inny jak Stefan Kraft, triumfując na własnej Ziemii.
Kończąc mój wywód, warto wspomnieć o sezonie 24/25, w którym to bohater wpisu zdobył niespełna 1000 pkt w klasyfikacji generalnej, lecz co ważniejsze, odbił sobie niepowodzenie z 2017 roku i zwyciężył w cyklu Raw Air.
Podsumowując, historia Andreasa Wellingera jest niezwykle zaskakująca, ucząca cierpliwości, a zarazem opanowania. Kariera Niemca pokazuję, że w bardzo młodym wieku, sportowiec może osiągnąć wiele stając się skoczkiem „kompletnym”, jednak utrzymanie topowej formy, przez lata udaje się nielicznym, a efektywny powrót po tak wielkim kryzysie, będzie najczęściej przypisywany właśnie niemu, dzisiejszemu jubilatowi — Andreasowi Wellingerowi.










