Subiektywnie o skokach

Bądź na bieżąco ze światem skoków

Centymetr wart złota. Ile naprawdę daje sprzęt w skokach?

fot. Kai Taller/Arena Akcji

Jeden centymetr w ostatecznym rozrachunku niewiele zmienia – tak na początku 2023 roku przekonywał Markus Eisenbichler, gdy po raz kolejny rozgorzała dyskusja o kombinezonach. Niecałe dwa lata później dyrektor Pucharu Świata Sandro Pertile mówił coś zupełnie odwrotnego: „liczy się każdy dodatkowy centymetr”. Przez lata był to spór na słowa, w którym każdy mógł mieć trochę racji. Dziś można go wreszcie rozstrzygnąć liczbami. Ile więc naprawdę znaczy sprzęt w skokach narciarskich i co dają kombinacje przy nim?

Ile metrów daje centymetr?

FIS zlecił zespołowi naukowców sprawdzenie tej kwestii. Badanie było podzielone na dwie części: laboratoryjną i terenową.

Pierwszą część opublikowano w październiku 2025 roku. Pomiary przeprowadzono w tunelu aerodynamicznym Audi w Ingolstadt na manekinie naturalnej wielkości, z ruchomymi stawami i przymocowanymi nartami. Sprawdzono trzy rozmiary: kombinezon o 2 cm większy od obwodu ciała, największy dozwolony, czyli o 4 cm większy oraz o 2 cm za duży względem przepisów, a więc o 6 cm większy od obwodu ciała. Zweryfikowano też dwa stroje w rozmiarze wzorcowym, ale z materiału o innej przepuszczalności. Manekina ustawiano w pozycjach odtworzonych na podstawie skoków najlepszych zawodników Pucharu Świata.

Każde dodatkowe 2 cm zwiększały siłę nośną o około 5%, a opór powietrza o około 4%. Ponieważ nośność rosła bardziej niż opór, większy kombinezon spowalniał opadanie i jednocześnie pomagał utrzymać prędkość w poziomie. Przy przepuszczalności różnice mieściły się w granicach błędu pomiaru. Według badania ma ona zatem znacznie mniejsze znaczenie niż sam rozmiar stroju.

Te wyniki badacze przenieśli do symulacji komputerowej skoku na Granåsen w Trondheim. Przy skoku na 130 m kombinezon większy o 2 cm dawał 6,5 m więcej, a mniejszy o 2 cm 4,7 m mniej, czyli średnio 2,8 m na każdy centymetr. Im krótszy skok, tym ta różnica była większa. Przy 110 m wynosiła ponad 11 m, a przy 140 m już niecałe 5 m.

Ciekawe jest też to, co wyszło przy okazji. Żeby w największym kombinezonie dolecieć na 130 m, wystarczyła belka niższa o cztery stopnie. Tyle że rekompensata za te cztery stopnie dawała więcej punktów, niż wynosiła realna przewaga kombinezonu. Autorzy szacują, że rekompensata za belkę może być lekko zawyżona, o około 0,7 punktu na stopień, a to w wielu konkursach mogłoby wpłynąć na wynik.

Druga część, opublikowana w lutym tego roku, to pierwsze badanie kombinezonów przeprowadzone w terenie. Wzięło w nim udział ośmiu anonimowych skoczków z poziomu Pucharu Świata i Pucharu Kontynentalnego: pięciu Norwegów, jeden Niemiec i dwóch Polaków. Każdy dostał trzy kombinezony: wzorcowy oraz z takimi samymi odchyleniami jak w pierwszym badaniu. Zawodnicy łącznie oddali 133 skoki na czterech skoczniach: w Trondheim, Oberstdorfie, Zakopanem i Wiśle.

Skoków oddanych w różnych warunkach nie da się porównać wprost, więc badacze przeliczyli je tak jak w zawodach, na punkty za odległość, wiatr i belkę, tylko bez not. Mniejszy kombinezon kosztował średnio 10,4 punktu, a większy dawał 12,6 punktu, czyli przeciętnie 11,5 punktu na każde 2 cm. W samych metrach zawodnicy skakali w większym kombinezonie średnio o 3,8 m dalej na każde 2 cm, i to mimo że ze względów bezpieczeństwa startowali z niższej belki. Po uwzględnieniu rekompensat punktowych przewaga odpowiadała około 3,2 m na każdy centymetr dodatkowego obwodu, a więc była zbliżona do wyniku z tunelu aerodynamicznego. Skoki Polaków nie weszły do głównej analizy, bo podczas nich nie mierzono wiatru.

Jednego zawodnika, Niemca, dodatkowo nagrywały kamery, a na jego nartach zamontowano czujniki. W największym kombinezonie trudniej mu było szybko przejść do optymalnej pozycji po wybiciu, a mimo to skakał w nim najdalej. Większy kombinezon mógł więc zrekompensować gorszą pozycję w locie.

Czy badanie miało luki?

Wyniki są przekonujące, ale dotyczą tylko obwodu kombinezonu. W praktyce sztaby kombinują nie tylko z rozmiarem.

W badaniach w ogóle nie zmieniano wysokości kroku, kroju i sztywności szwów, a moim zdaniem to właśnie okolice kroku są jednym z głównych pól do kombinowania. Obniżenie kroku było także celem Norwegów na mistrzostwach świata w Trondheim, o czym jeszcze za chwilę. Problem w tym, że nadal brakuje porównywalnych badań, które pokazywałyby, ile metrów można zyskać na takich konkretnych przeróbkach.

Ważną rolę pełnią także umiejętności konkretnego zawodnika. Norwegowie zyskiwali na każdym rozmiarze średnio około 4 m. Niemiec z poziomu Pucharu Kontynentalnego około 2,7 m, a Polacy około 2 m. Próba jest oczywiście dość mała, a skocznie i warunki różne, więc trzeba to traktować z dystansem. Wygląda jednak na to, że najwięcej zyskują na kombinezonie ci, którzy i tak skaczą najlepiej.

Warto również wspomnieć, że w badaniach brali udział tylko mężczyźni. W rywalizacji kobiet przepisy dotyczące sprzętu się nieco różnią. Możliwe, że w ich przypadku wpływ modyfikacji byłby inny.

Wyścig na centymetry

Środowisko wiedziało o tym oczywiście na długo przed badaniami. Janne Ahonen oceniał już w 2021 roku, że różnica między najbardziej bezczelnym kombinezonem a takim, który w pełni mieści się w przepisach, to na dużej skoczni około 15–20 m. Dodawał również, że żaden doping nie daje w skokach podobnego efektu. Czy była to przesada?

Badania sugerują, że niekoniecznie. Gdyby liczyć tylko obwód kombinezonu, różnica, o której mówił Ahonen, oznaczałaby nadwyżkę rzędu 5-6 cm. To dość dużo, ale takie przypadki się zdarzały. W Letnim Grand Prix 2025 w Hinzenbach Enej Faletič miał kombinezon za duży o 6 cm, a Kasperi Valto o 6,5 cm. Tych liczb nie da się jednak wprost porównać z badaniem. Przy kontroli podaje się przekroczenie w konkretnym miejscu, na przykład w talii czy w udzie, a w badaniu powiększono cały kombinezon. Obaj zostali jednak zdyskwalifikowani i nie byli wyjątkami. W sezonach 2023/24 i 2024/25 w Pucharze Świata zdyskwalifikowano 139 skoczków, w 93% przypadków za kombinezon, a w ubiegłym sezonie dyskwalifikacji było 38. Duże przekroczenia są więc wyłapywane. Jeśli Ahonen ma rację, przewagi, której nie widać przy kontroli, trzeba szukać gdzie indziej: w kroku, kroju i materiale. Zresztą sam Ahonen wskazywał krok jako najważniejsze miejsce do oszukiwania.

W ostatnim czasie najdalej (a przynajmniej najdalej z tych, których złapano) posunęli się Norwegowie na mistrzostwach świata w Trondheim w 2025 roku. Ich sztab wszył w nogawki kombinezonów wzmocnioną nić, która usztywniała materiał i pozwalała utrzymać krok niżej, powiększając powierzchnię nośną. Kombinezony przeszły kontrolę, a oszustwo wyszło na jaw dopiero po konkursie. Ile metrów dała ta nić, nie wiadomo, bo badania takich przeróbek nie objęły. Sztab uznał jednak, że warto było dla niej zaryzykować. Nikt nie ryzykuje skandalu na mistrzostwach świata dla kilku centymetrów, jeśli te nic nie dają.

Czy przepisy wystarczą?

Po Trondheim FIS mocno dokręcił śrubę. Skanery 3D i czipy w kombinezonach były już wcześniej, ale po aferze zadeklarowano, że pomiary zawodników w weekendy zawodów będą dokładniejsze. Dodatkowo precyzyjniej opisano krój nogawek i kroku, doszli dodatkowi kontrolerzy, a do tego żółte i czerwone kartki. Przepisy nie załatwiają jednak wszystkiego. Czip potwierdza, że to ten sam kombinezon, ale nie to, że nikt przy nim nie majstrował. Nie da się przecież kontrolować wszystkich na każdym kroku. Skoro centymetr materiału jest wart kilka metrów, a w skokach przecież decydują detale, pokusa kombinowania nie zniknie.

Większy znaczy bezpieczniejszy?

Wydawałoby się, że, aby ułatwić kontrolę, wystarczyłoby po prostu zmniejszać kombinezony. Tyle że w większym kombinezonie zawodnik może oddać ten sam skok z niższej belki. Opada on wolniej i ląduje z mniejszą prędkością, co oznacza mniejsze przeciążenia.

Latem 2025 roku podczas Letniego Grand Prix w Courchevel i Predazzo poważnych kontuzji kolan doznały Lara Malsiner, Eva Pinkelnig i Alexandria Loutitt. Myślę, że nie odpowiadały za nie wyłącznie przepisy sprzętowe, ponieważ wątpliwości budził także profil skoczni w Predazzo. FIS potraktował jednak problem bezpieczeństwa poważnie i zdecydował się dopuścić większy luz w kombinezonach kobiet między pachami a kolanami. W przepisach na sezon 2026/27 o centymetr większy luz w nogawkach dostali również mężczyźni. Tyle że im większy kombinezon, tym trudniej go skontrolować, bo więcej luźnego materiału to więcej miejsca na manipulacje, które trudno wychwycić. Każdy dodatkowy centymetr tolerancji to więc kolejne pole do nadużyć. Możliwe, że obcisły strój, jak u alpejczyków, skończyłby te spekulacje, ale wymagałby większych prędkości. Bezpieczeństwo i uczciwość nie idą tu niestety w parze.

Jak wyjść z tego błędnego koła?

Moim zdaniem FIS powinien skupić się na tym, żeby manipulowanie sprzętem było trudniejsze do ukrycia i po prostu przestało się opłacać. Widzę tu kilka możliwości.

  • Kombinezon pod kluczem. Po aferze w Trondheim FIS zresztą po to rozwiązanie sięgnął. Do końca sezonu 2024/25 kombinezony przechowywała federacja, a zawodnicy odbierali je około pół godziny przed skokiem i oddawali w ciągu pół godziny po nim. Dlaczego więc z tego zrezygnowano? Moim zdaniem warto przywrócić tę zasadę na stałe. Nie wyeliminuje ona każdego oszustwa, ale mocno utrudni przerabianie kombinezonów.
  • Pomiar w pozycji lotu. Dziś kombinezony kontroluje się w pozycji stojącej, choć w powietrzu materiał układa się zupełnie inaczej. Skoro FIS mierzy już zawodników skanerami 3D, można by spróbować dodatkowych pomiarów w pozycji zbliżonej do tej z lotu. Być może pozwoliłoby to wychwycić rozwiązania, których nie widać podczas standardowej kontroli. Warto przynajmniej to sprawdzić.
  • Jeden materiał dla wszystkich. FIS prowadzi już rejestr dopuszczonych tkanin, ale można pójść krok dalej. Wszystkie reprezentacje dostawałyby materiał od jednego dostawcy, na tych samych zasadach. Dziś bogatsze kadry mogą więcej testować i wybierać najlepsze egzemplarze. Rywalizacja „konstruktorów” by się nie skończyła, bo zostaje krój i szycie, ale materiał przestałby dawać przewagę.
  • Kary na miarę dopingu. Janne Ahonen przekonywał, że w skokach nie ma środka dopingującego, który dawałby choćby zbliżony efekt do kombinezonu. FIS wprowadził już żółte i czerwone kartki, a za świadome manipulacje grożą poważniejsze kary. To krok w dobrą stronę, ale czy wystarczający? Moim zdaniem celowe oszustwo powinno być karane znacznie surowiej niż dziś: wysokimi grzywnami i długimi zawieszeniami. Warto też rozważyć niezależny audyt kontroli sprzętu, żeby nikt nie miał wątpliwości, że wszystkich mierzy się według tych samych zasad.
  • Zbadać to, czego jeszcze nie wiemy. Wpływ obwodu kombinezonu na długość skoku udało się już oszacować. Ale co z wysokością kroku, krojem czy usztywnianiem szwów? Tego badanie nie sprawdzało. Brakuje też badań terenowych z udziałem kobiet. Bez takich danych trudno wyznaczać rozsądne granice i oceniać, ile dają poszczególne przeróbki.

Podsumowanie

Nie łudzę się, że da się całkowicie wyeliminować kombinowanie przy sprzęcie. Zawsze będą podejmowane próby wykorzystania przepisów do granic możliwości. Ale czym innym jest szukanie przewagi w ramach regulaminu, a czym innym świadome jego łamanie. I właśnie tę granicę FIS powinien potrafić skutecznie egzekwować.

Mimo wszystkich skandali, frustracji kibiców i niedoskonałości systemu warto jednak pamiętać, że sam kombinezon nie skacze za zawodnika. Moim zdaniem, na ten moment FIS powinien przede wszystkim stale udoskonalać sposób kontroli skoczków. A najlepszym rozwiązaniem, które można byłoby stosunkowo szybko przywrócić, jest obowiązkowe oddawanie kombinezonów do depozytu na czas każdego weekendu zawodów. Skoro po Trondheim takie rozwiązanie już funkcjonowało, dlaczego nie miałoby sprawdzić się na stałe?

Przeczytaj też: Czy noty za styl są jeszcze potrzebne skokom narciarskim?

Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów