Subiektywnie o skokach

Bądź na bieżąco ze światem skoków

Czy jest jeszcze nadzieja dla Lovro Kosa?

Lovro Kos, fot. Eurosport

Przypadek Lovro Kosa jest absolutnie szczególny. Zawodnik, który wziął się znikąd i nagle wskoczył do czołówki, by równie szybko z niej wypaść – to najprostsza charakterystyka, która przychodzi mi do głowy, gdy pomyślę o tym skoczku. Jak to jednak wyglądało w praktyce? Prześledźmy karierę Lovro Kosa w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, czy jest jeszcze szansa, by wrócił do dobrej formy.

Początki na arenie międzynarodowej 

Lovro w czasach juniorskich specjalnie się nie wyróżniał i stosunkowo późno, bo w wieku 18 lat, po raz pierwszy wziął udział w zawodach FIS Cup. Początki zarówno w tym cyklu, jak i w Pucharze kontynentalnym, nie były szczególnie imponujące. Dopiero w 2019 roku po raz pierwszy – i ostatni- stanął na podium Alpen Cupu i zdołał zamknąć punktowaną trzydziestkę w Pucharze Kontynentalnym.

Znacznie lepiej wyglądało to w sezonie 2019/20, gdy pod koniec trzykrotnie stawał na podium „drugiej ligi”, a klasyfikację generalną ukończył na 8. lokacie. W 2020 również po raz pierwszy mogliśmy go oglądać w zawodach rangi LGP, wówczas ograniczonych do jednego weekendu w Wiśle. Spisał się jednak słabo i nie zdołał zapunktować. 

Debiut w PŚ i dalsza kariera

Jak na słoweńskiego skoczka, Lovro późno zadebiutował w PŚ, bo w styczniu 2021, mając rocznikowo 22 lata. Pojawił się wówczas w Willingen, gdzie razem z powracającym po aferze Timim Zajcem zastępowali przebywających na kwarantannie braci Prevców. Podobnie jak w przypadku LGP, również w debiucie w zimowym cyklu nie zdołał zapunktować. Lepiej poszło mu w Planicy, gdzie zajmował lokaty w trzeciej dziesiątce. Przed sezonem 2021/22 można go było nazwać typowym średniakiem, któremu zdarzają się podia PK, ale nie ma specjalnie perspektyw na zadomowienie się w PŚ.

Olimpijska zima zdecydowanie podważyła to twierdzenie. Kos z niczym niewyróżniającego się zawodnika stał się pewnym punktem jednej z najlepszych drużyn tamtego sezonu. Szczególną uwagę zwrócił na siebie podczas 70. Turnieju Czterech Skoczni, gdy w Garmisch-Partenkirchen nieoczekiwanie stanął na podium i zaczął się liczyć w rywalizacji o najlepszą trójkę Turnieju. Niestety, zatrzymał go upadek w pierwszych zawodach w Bischofshofen, ale nie zmieniło to faktu, że skoczek, którego do niedawna mało kto kojarzył, był najwyżej sklasyfikowanym Słoweńcem w tym prestiżowym wydarzeniu. Lovro został również powołany na  Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Pekinie, podczas których wywalczył z drużyną srebro. W generalce PŚ uplasował się pod koniec drugiej dziesiątki.

Kolejne lata i osiągnięcie życiowej formy

Co ciekawe, sezon 2022/23 nie stanowił kolejnego kroku na drodze progresu Lovro Kosa. Zima poolimpijska to w jego wykonaniu solidne i regularne punkty, z pojedynczymi przebłyskami, które stanowiły dwie lokaty w TOP10. Pomimo niezbyt imponujących rezultatów, dostał powołanie do drużyny, która wywalczyła historyczne złoto dla Słowenii podczas Mistrzostw Świata w Planicy. Poza tym był to jednak dla Kosa sezon zupełnie przeciętny.

Zupełnie inaczej wyglądała kolejna zima. Kos rozpoczął ją dopiero od trzeciego weekendu sezonu w Klingenthal, gdzie w niedzielę otarł się o podium, zajmując czwarte miejsce. Kolejne konkursy przynosiły przeważnie udane rezultaty, a Lovro stał się jednym z liderów reprezentacji. Zanim zdołał stanąć na podium, czterokrotnie lądował tuż za nim. Ostatecznie do czołowej trójki doskoczył w Lake Placid, i to od razu na sam jej szczyt, notując pierwszy triumf w karierze. Następnego dnia dołożył do tego jeszcze drugą lokatę.

Jednak nie cała zima była dla niego równie udana. Paradoksalnie punktem zwrotnym okazał się być prawdopodobnie najlepszy konkurs w jego karierze. Mowa o pierwszych zawodach w Lahti, które pewnie wygrał. Już następnego dnia jego fatalne skoki zepchnęły Słowenię na najgorszą od ponad 5 lat siódmą pozycję w drużynówce, a sam Lovro do końca sezonu tylko raz wskoczył do czołowej dziesiątki, którą zamknął przy okazji finału sezonu w Planicy. Już wtedy można było dostrzec lekkie załamanie formy, lecz nikt raczej nie spodziewał się, po 9. zawodniku klasyfikacji generalnej, jak fatalnie będzie się spisywał zaledwie półtora roku później.

Kryzys formy i stopniowy regres

Kolejny sezon stanowił wyraźny krok w tył względem tego, co prezentował ledwie kilka miesięcy wcześniej. Na początku miał problemy z punktowaniem, a następnie zaczął przeplatać dobre rezultaty z fatalnymi. Jedynie na koniec zimy zdołał zaliczyć dłuższą serię zawodów ukończonych w TOP30, na co złożyło się 5 konkursów. Z drugiego najlepszego słoweńskiego skoczka Kos stał się co najwyżej przeciętnym zawodnikiem. Klasyfikację generalną ukończył na 30. miejscu. Warto wspomnieć o nadzwyczaj jak na stan jego formy udanych Mistrzostwach Świata w Trondheim, podczas których indywidualnie plasował się na przełomie I i II dziesiątki, a wraz z drużyną zdołał obronić złoto z Planicy.

Początek LGP 2025 w wykonaniu 26-latka był bardzo obiecujący, bowiem zaliczył serię 4 konkursów w TOP10. Szybko jednak forma Lovro Kosa została brutalnie zweryfikowana. Coraz gorsze rezultaty i lokaty w piątej dziesiątce w dwóch ostatnich konkursach stanowiły wstęp do absolutnie koszmarnej zimy. Zanim się jednak ona zaczęła, Słoweniec nieoczekiwanie wywalczył brązowy medal w krajowych mistrzostwach w Kranju. To był ostatni jego występ, który można było uznać za udany.

Sezon 2025/26 to była kompletna katastrofa. Na 9 prób w PŚ Kos nie wywalczył ani jednego punktu, aż pięciokrotnie odpadając w kwalifikacjach. Jego najlepszy wynik stanowi 39. lokata. W Pucharze Kontynentalnym również furory nie robił. Wziął udział w 14 konkursach, zapunktował w 7, najwyżej plasując się na 15. miejscu. Nie załapał się nawet do grupy krajowej na PŚ w Planicy i prawdopodobnie nie wystąpiłby tam również gdyby Słowenia nie miała okrojonej kwoty.

Co dalej z karierą Lovro Kosa?

Niestety wraz z upływem czasu skoki Kosa wcale nie wyglądały lepiej. W żadnym z dotychczasowych konkursów LGP nie zdobył punktów, a do jednego nie zdołał się nawet zakwalifikować. Pomimo ponownie niezłego rezultatu na Mistrzostwach Słowenii (6. miejsce, przed m.in. Faletičem, Mogelem czy Šimnicem), nic nie wskazuje na to, by 27-latek miał odnaleźć zagubioną w 2024 formę. Czy jest jeszcze szansa, by wrócił do dobrego skakania?

Cóż, gdy analizuję karierę Lovro Kosa, zastanawia mnie nie tylko niesamowity zjazd, jaki zaliczył w ostatnich latach, ale także sama droga do sukcesów. Słoweniec zaczynał jako niczym niewyróżniający się zawodnik, niedostrzegalny za czasów juniorskich. Nagle na kilka lat wskoczył do elity, żeby po najlepszym sezonie w życiu zaliczać regularny regres. Wygląda to jakby wyczerpał swój limit na efektowne zwycięstwo w Lahti, by potem skakać coraz gorzej. Obecnie prezentuje poziom zbliżony do tego z początku swojej kariery.

Na ten moment nie chcę jednak całkowicie skreślać Kosa. Nic nie wskazuje na to, by miał wrócić do dobrego skakania, ale że jego poziom maksymalny jest wysoki, być może znajdzie jeszcze drogę choćby do punktowania w PŚ. Ma 27 lat, więc wciąż jeszcze sporo czasu. Ja daję mu jeszcze jeden sezon. Jeśli nie zrobi żadnych postępów i dalej będzie się bezskutecznie plątał po PK, zgodzę się ze stwierdzeniem, że Kos nic już w tym sporcie nie zdoła zdziałać, uznam go za zmarnowany talent. Ostatni cień nadziei jeszcze pozostawiam, bo w skokach działy się już rzeczy niewyobrażalne, ale prawdą jest, że szanse na poprawę są niewielkie.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów