Już za nieco ponad tydzień ruszy nowy sezon Letniego Pucharu Kontynentalnego. Z tej okazji przyjrzyjmy się, jak w poprzednich latach zwycięzcy tego cyklu radzili sobie później zimą. Bo co ciekawe, w ostatnich latach bardzo często rzeczywiście zawodnicy wygrywający drugoligowy letni cykl potem zaliczali przełomowy sezon w Pucharze Świata.
Zacznijmy od najświeższego i najbardziej oczywistego dla nas tematu – rok 2025 i Kacper Tomasiak. Tu sprawa jest prosta: chwilę wcześniej zdominował FIS Cup w Szczyrku, potem szybko przeszedł etap Letniego Pucharu Kontynentalnego, aż dotarł do finału LGP i Pucharu Świata, gdzie zdobył niecałe 400 punktów i został multimedalistą olimpijskim.
Rok wcześniej triumfował Clemens Aigner i tu akurat nie ma co gadać – sezon 2024/2025 był dla niego słaby, zdobył 1 punkt na 2 występy. Ale wcześniej?
-
2023: wygrywa Pius Paschke, po czym nagle sensacyjnie z podstarzałego średniaka z przełomu PŚ i PK staje się zawodnikiem czołówki, zalicza swoje pierwsze podia, a nawet zwycięstwo.
-
2022: wygrał Michael Hayboeck, po czym – po kilku słabszych latach – zdobył w sezonie 2022/2023 688 punktów, czyli najwięcej od zimy 2016/2017.
-
2021: to triumf Manuela Fettnera i historia niesamowita, lecz znana przez wszystkich doskonale. Dodam tylko, że w wieku 36 lat – po tym, jak przez dwa ostatnie sezony zgromadził łącznie 50 punktów – nagle zanotował ich 424, znów zadomawiając się w Pucharze Świata i przede wszystkim zostając wicemistrzem olimpijskim w Pekinie.
-
2020: ten rok w LPK należał do Martina Hamanna, który wcześniej miał na koncie łącznie 19 punktów, a w sezonie 2020/2021 uzbierał ich 216.
-
2019: Klemens Murańka i tu to przełożenie niby istnieje, no ale w dużo mniejszym stopniu. Tamten sezon był mimo wszystko rozczarowujący dla Klemensa – zdobył tylko 8 punktów, choć dobre i to po dwóch wcześniejszych sezonach, kiedy oprócz krajówki w ogóle nie pojawiał się w Pucharze Świata, a tu startował całkiem regularnie.
-
2018: wygrana Philippa Aschenwalda zwiastowała dobry, zdecydowanie najlepszy na tamten moment w karierze sezon – pierwszy dla Aschenwalda spędzony w całości w Pucharze Świata. Zdobył 247 punktów, był m.in. 4. w Oslo i 4. w beznadziejnym konkursie MŚ w Seefeld na normalnej skoczni.
-
W 2017 roku akurat przełożenia nie było żadnego, wręcz przeciwnie – Murańka po słabym sezonie zaliczył koszmarnie słaby.
-
2016: Markus Eisenbichler po kryzysowym sezonie, który zakończył z 61 punktami, zdobył ponad 800 oczek, zaliczył swoje pierwsze podia i został indywidualnym medalistą mistrzostw świata w Lahti.
-
2015: Daniel Andre Tande wyewoluował z typowego norweskiego średniaka (81 pkt w sezonie 2014/15) do gwiazdy, wygrywając inauguracyjny konkurs w Klingenthal i zdobywając łącznie aż 985 punktów (7. miejsce w generalce).
-
2014: Jakub Wolny – niestety nie dowiemy się, jak dobrze by skakał, bo pod koniec lata doznał groźnej kontuzji i to jest jedno z większych „co by było gdyby” w polskich skokach w XXI wieku.
Natomiast wcześniej wciąż trwała seria idealnego wręcz przekładania formy zwycięzców LPK:
-
2013: Marinus Kraus zanotował progres z 12 do 407 punktów PŚ.
-
2012: Jan Matura z 40 do 631.
-
2011: Aleksander Zniszczoł z 0 do 60.
-
2010: Kamil Stoch z 203 do 739.
-
2009: Robert Kranjec z 276 do 503.
I co ciekawe, ta bardzo regularna seria – z jedynie kilkoma wyjątkami – trwa właśnie od 2009 roku. Bo w 2008 i dalszych wygrywali kolejno: Daniel Lackner, Bastian Kaltenböck, Stefan Thurnbichler, Marcin Bachleda, Robert Mateja, Bine Norčič i Stefan Pieper (przed 2002 rokiem klasyfikacje LPK i PK się łączyły). Zatem tylko Pieper z tego grona faktycznie zanotował wyraźny progres z sezonu na sezon, z czego punktowo jest to przypadek tylko nieco lepszy niż Zniszczoł z 2011 roku (z 0 do 87).
Czy LPK jest lepszą wyrocznią, niż LGP?
To tekst poświęcony przede wszystkim mniej popularnemu cyklowi LPK, ale sprawdźmy jeszcze: czy w LPK przełożenie na zimę zwycięzców jest nawet lepsze niż w LGP? Wbrew temu, co się gada, to przełożenie w LGP też nie jest wcale na tak niskim poziomie.
Przejdźmy przez ostatnie lata:
-
2025: Philipp Raimund – bardzo mocne przełożenie.
-
2024: Paweł Wąsek – mniejsza skala, ale jeśli chodzi o progres względem poprzedniej zimy, również potężna różnica.
-
2023: Vladimir Zografski – tu akurat wtopa.
-
2022: Dawid Kubacki – znów bardzo mocne przełożenie.
-
2021: Halvor Egner Granerud – i tak, i nie; kolejny sezon spędził w ścisłej czołówce, choć nie był już tak genialny i przede wszystkim równy jak rok wcześniej.
-
2020 i 2019: Dawid Kubacki – sezon 2019/2020 miał fantastyczny (4. miejsce w generalce i wygrany TCS), a 2020/2021 już ciut słabszy, choć nadal bardzo dobry (8. w generalce).
-
2018: Jewgienij Klimow – potężne przełożenie.
-
2017: Dawid Kubacki – również zaliczył po tym lecie najlepszy sezon na tamten moment w karierze.
-
2016: Maciej Kot – piękne czasy, również lato zwiastujące bezdyskusyjnie najlepszą w karierze zimę.
Wcześniej było słabiej, bo w latach 2015-2010 z ekipy obejmującej nazwiska takie jak Sakuyama, Damjan, Wellinger, Wank, Morgenstern i Ito tylko Wellinger zanotował wyraźny progres. Ale już wcześniej: Ammann, Schlierenzauer, Morgenstern, Małysz, Janda… No, z chirurgiczną precyzją lato przewidywało dominatorów sezonu.
Tezy, że LPK jest lepszą wyrocznią niż LGP, nie możemy zatem raczej rzucić – mimo tego, że w LGP jest na ogół znacznie gorsza obsada niż za czasów, gdy triumfowali Ammann czy Schlierenzauer. Jednak statystyki te są dobrą kontrą do narzekania, że letnie skoki narciarskie to „inna dyscyplina” .
Podsumowując, drugoligowe letnie zawody, które wydawałyby się skrajnie niszowe, absolutnie warto obserwować. Kalendarz nowego sezonu znajdziesz [TUTAJ]










