fot. Paweł Meryk Fotografia
Tymoteusz Amilkiewicz wyrósł na jednego z głównych bohaterów sobotniego konkursu FIS Cup w Szczyrku. 21-latek zajmując drugie miejsce wrócił na podium zawodów tej rangi po niespełna roku, przełamując się po ostatnich trudnych miesiącach. W rozmowie z naszym portalem ujawnił, że w ostatnim czasie wiele się u niego pozmieniało, między innymi od niedawna łączy skoki narciarskie z pracą. Jego dyspozycja jest jednak najlepsza i co ważne – najbardziej stabilna od dłuższego czasu.
Po pierwsze, ogromne gratulacje. Nie ma co ukrywać, że ostatnie miesiące były dla ciebie dosyć trudne, a jak oceniasz te kilka pierwszych miesięcy tegorocznego okresu przygotowawczego? Można powiedzieć, że jest przełom?
– Jeszcze trudniejsze były te miesiące. Bardzo dużo pracy. Bardzo, bardzo dużo pracy za mną, a przede mną jeszcze drugie tyle, ale jestem generalnie bardzo zadowolony, że w końcu to idzie w takim kierunku jak chcę. To jeszcze nie jest to, co docelowo bym chciał, ale jestem mega zadowolony. Takie odbicie.
Dla ciebie podczas tegorocznych przygotowań zmieniło się to, że zostałeś przeniesiony z kadry B do zaplecza kadry B. To jest bardziej zmiana na papierze, czy faktycznie w jakiś sposób zmieniają się w takiej sytuacji twoje możliwości i tryb treningowy?
– Tak, w sumie całe życie się zmienia. Wcześniej było, że tak powiem, klapki na oczy i full na skoki, cały czas tylko skoki. A teraz jest trochę więcej tego czasu, więc mam też możliwość trochę popracować, zaczerpać normalnego życia. Wiadomo, jest to jeszcze trudniejsze, niż tylko skakanie na nartach. Bo praca jednak wymaga jeszcze dużego poświęcenia i późnymi wieczorami wracam do domu. Więc generalnie wszystko się zmieniło, finansowanie. Ale nie mogę narzekać, mam też pomoc od trenerów, więc jeżeli będę coś potrzebował, to mam nadzieję, że ta współpraca dalej jest i nie jestem, że tak powiem, skreślony. Więc generalnie zmieniło się dużo, ale jesteśmy polską drużyną i gramy do jednej bramki.
Trener Wojciech Topór też w marcu powiedział takie słowa, że u ciebie trochę się zmieniły parametry fizyczne. Że z młodzieńca się stajesz mężczyzną. Wiadomo, że dla skoczków to zawsze jest trudny moment. Jest trochę tak, że musiałeś tę technikę od zera przebudować?
– Tak, pogubiłem się w zeszłym roku. Trener mówił, że z chłopca w dwa lata dosłownie stałem się mężczyzną. Założyłem tak z ciekawości ostatnio koszulę w której byłem na studniówce, to koszula mi po pępek była. Więc dużo się pozmieniało, parametry się pozmieniały i teraz z trenerem doszliśmy do tego, żeby uregulować tę pozycję dojazdową, czucie ciała z powrotem do tego, co było dobre. I idzie to w dobrym kierunku mam wrażenie.
Jeśli chodzi jeszcze o ten konkurs, mam wrażenie, że też twoje skoki pierwszy raz od dawna są faktycznie stabilne. Tutaj każdy ten twój skok był dzisiaj dobry. Czujesz, że zaczynasz już łapać stabilizację na takim poziomie?
– Tak, przede wszystkim już nie jest to skakanie albo bardzo dobre, albo fatalne. Jest pewna stabilizacja, zresztą dwa, trzy lata temu moją domeną była taka powtarzalność. Że różnica pomiędzy skokami była od dwóch do pięciu metrów. I to powoli powraca, więc myślę, że jest to dobry prognostyk.
A masz jakieś konkretne cele, startowe, bądź jeśli chodzi np. o poprawę czegoś w technice, na następne miesiące? Na przykład Puchar Świata to jest coś, co chodzi ci po głowie, czy nie wybiegasz tak daleko?
– Nie wybiegam tak daleko. Zobaczymy, co czas przyniesie. Chcę się cieszyć. Mało kto ma możliwość skakać na takim poziomie na nartach, więc chcę po prostu tego doświadczać.
Korespondencja ze Szczyrku: Patryk Połoński










