Subiektywnie o skokach

Bądź na bieżąco ze światem skoków

Od Salumäe do Vagula – historia estońskich skoczków w zawodach najwyższej rangi

fot. Eurosport

Niedawne podium niedzielnego konkursu LGP w Wiśle, wywalczone przez Kaimara Vagula, to nie lada sukces zarówno dla utalentowanego juniora, jak i estońskich skoków w perspektywie historycznej. Ten wyczyn skłonił mnie do przeanalizowania historii estońskich skoków, które obecnie przeżywają naprawdę niezłe czasy. Zobaczmy, jak to wyglądało w poprzednich latach.

Regularne punktowanie w PŚ Arttiego Aigro i niezłe rezultaty na zapleczu Kaimara Vagula to obrazki, które dziś nie dziwią, ale jeszcze niedawno byłyby absolutnie sensacyjne. Estońskie skoki wiele musiały przejść, by mieć reprezentanta pukającego do szerokiej światowej czołówki czy też duet zdolny do nawiązania skutecznej walki o punkty  w zawodach SuperTeam.

POCZĄTKI W PUCHARZE ŚWIATA. ERA SALUMÄE I JÜRISA

Reprezentanci Estonii swoich sił w zimowych zawodach najwyższej rangi próbowali od końcówki XX wieku, jednak bezskutecznie. Wystawili nawet trzyosobowy zespół na Igrzyska Olimpijskie w Salt Lake City w 2002, lecz tam najlepszym rezultatem było dopiero 49. miejsce Jensa Salumäe na obiekcie K120. Niedługo później Salumäe stał się pierwszym estońskim zawodnikiem z punktami PŚ, wywalczonymi dzięki 29. pozycji w Ruce na początku zimy 2002/03. Zawodnik ten, (który, co ciekawe, prywatnie jest mężem przyrodniej siostry Arttiego Aigro), przez lata był jednym z najsolidniejszych punktów rodzimej kadry, choć w tym przypadku oznaczało to po prostu regularne starty w PŚ i do kilku konkursów z punktami na sezon. Do sukcesów tego skoczka trzeba jednak zaliczyć pierwszą dla Estonii lokatę w TOP 30 zawodów olimpijskich, jaką było 23. miejsce na skoczni dużej w Pragelato w 2006. 2 lata wcześniej Jens został sklasyfikowany na 24. pozycji podczas MŚ w lotach w Planicy, w czasie których ustanowił rekord kraju na poziomie 195 metrów. Jeśli chodzi o PŚ, jego najlepszym wynikiem okazało się 23. miejsce w Lahti w 2006. Podczas swojej kariery sporadycznie brał udział w konkursach PK, gdzie jego najlepszym rezultatem była 9. pozycja.

Salumäe nie był jedynym Estończykiem sklasyfikowanym w PŚ 2002/03. Więcej punktów od niego zdobył wówczas Jaan Jüris. Tamtej zimy zgromadził aż 28 “oczek” ( o 1 mniej, niż Salumäe przez całą karierę), a w Willingen zajął nawet 15. lokatę, co na długo miało być najlepszym estońskim wynikiem w historii. Co ciekawe, choć w ciągu całej swojej kariery Jüris zdobył punkt więcej niż Salumäe, poza edycją 2002/03 tylko raz zmieścił się w TOP30 – będąc na 29. pozycji w Ruce w 2004. Znacznie gorzej od rodaka, Jüris wyglądał też w konkursach rangi mistrzowskiej, wśród których najlepszym jego rezultatem była 38. lokata na skoczni normalnej podczas MŚ w Predazzo w 2003. Rekord życiowy miał niewiele od Jensa gorszy, bo wynosił on 193 m, uzyskane na Kulm w 2003.

LATA BEZ PUNKTÓW

Gdy Jüris i Salumäe przestali punktować w PŚ, dla Estończyków nastał czas posuchy. W latach 2007-2012 żaden zawodnik z tego kraju nie wywalczył choćby 1 punktu w zawodach Pucharu Świata. Kadra ta nie wystawiła też reprezentacji na Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Vancouver w 2010. Do 2012 roku Estończycy próbowali też swoich sił w konkursach drużynowych, wszystkie 7 prób kończyło się jednak brakiem awansu do drugiej serii. Światełko w tunelu pojawiło się jednak w 2011 roku, gdy do głosu zaczął dochodzić 20-letni Kareel Nurmsalu.

ERA NURMSALU

Nurmsalu w 2011 roku objawił się jako nadzieja dla estońskiego narciarstwa klasycznego, gdy w zawodach kombinacji norweskiej i skoków narciarskich zdobył aż 3 brązowe medale na MŚ juniorów w Otepää. Były to osiągnięcia więcej niż imponujące dla estońskiej kadry w tamtych czasach. Młody zawodnik zadebiutował w PŚ w skokach w sezonie 2011/12, jednak nie zapunktował ani razu. Ta sztuka udała mu się już następnej zimy. 4 razy wskakując do TOP30, zgromadził więcej punktów, niż przez całą karierę uzbierali Salumäe czy Jüris. Ponadto w Planicy wylądował na 13. miejscu, poprawiając rezultat Jürisa sprzed 10 lat. Jeszcze lepiej było rok później, gdy Kaarel zajął szóstą lokatę w loteryjnych zawodach w Oslo. Po latach prób, słabych wyników i pojedynczych lokat w TOP30, dla Estonii nastał moment przełomowy. Miejsce w TOP10 PŚ to scenariusz, który do niedawna mógł wydawać się zupełnie abstrakcyjny, jednak utalentowany Nurmsalu zamienił go w rzeczywistość.

Pomimo iż wydawać by się mogło, że takie sukcesy będą stanowić wstęp do kolejnych udanych sezonów, Kaarel latem 2014 roku niespodziewanie ogłosił zakończenie kariery. Powodem był brak wystarczającego wsparcia finansowego. Mimo przejścia na sportową emeryturę, Nurmsalu w 2016 roku wziął udział w krajowych mistrzostwach. Wygrywając je z ogromną przewagą potwierdził, że nadal przewyższa talentem i możliwościami pozostałych skoczków ze swojego kraju, a zakończenie przez niego kariery było niepowetowaną stratą dla tej reprezentacji. W sezonach 2014/15 oraz 2015/16 na konto Estonii w Pucharze Narodów nie wpadły żadne punkty. Jednak, jak miało się okazać, Nurmsalu nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Zimą 2016/17 26-letni zawodnik wznowił karierę, zdołał jednak zebrać zaledwie 2 punkty. W Planicy udało mu się natomiast ustanowić rekord kraju na poziomie 213 metrów. Zaraz po finale sezonu ponownie jednak zakończył karierę. Tym razem przeszkodą do dalszego uprawiania sportu stały się problemy zdrowotne związane z utrzymywaniem prawidłowej wagi. Trudno się oprzeć wrażeniu, że Nurmsalu, który po zakończeniu kariery kilkakrotnie pojawiał się na krajowych zawodach, nie wykorzystał pełni swojego potencjału. Na swoje konto zapisał jednak rekordowe wówczas wyniki w historii estońskich skoków: najdłuższy lot, najwyższą lokatę w PŚ czy najwięcej punktów w karierze. Ponadto jeszcze w 2011 zajął trzecie miejsce w konkursie LPK w Klongenthal, co było pierwszym estońskim podium tej rangi. Gdyby nie problemy finansowe i zdrowotne, mógłby jednak osiągnąć znacznie więcej.

DROGA DO SUKCESÓW NAJLEPSZEGO ESTOŃSKIEGO SKOCZKA

Po odejściu Nurmsalu na pewien czas estońskie skoki zostały sprowadzone do poziomu z lat 2007-2012. Jednak w cieniu pierwszego reprezentanta tego kraju, któremu udało się dobić do czołówki, pierwsze kroki w światowych zawodach stawiał dobrze dziś znany kibicom Artti Aigro. Zanim zdobył swoje premierowe punkty PŚ, obiecujący junior zaliczył niezbyt udane występy na MŚ w Lahti w 2017 oraz Igrzyskach w PyeongChangu w 2018. Po raz pierwszy w TOP30 konkursu PŚ zameldował się w Ruce w 2018, zajmując imponujące 19. miejsce. W tym samym sezonie, podczas treningu przedskoczków w Planicy, znacząco poprawił rekord Estonii, uzyskując aż 228 m.

W kolejnych latach punktował w co najmniej kilku konkursach na zimę, a jego seria sezonów z lokatami w TOP30 obejmuje już 8 edycji, co do tej pory było rezultatem niewyobrażalnym. Aigro przekraczał kolejne granice – w 2021 stał się najlepiej punktującym estońskim skoczkiem w historii, sukcesywnie poprawiał też najlepsze rezultaty w klasyfikacji najważniejszego cyklu (licznik zatrzymał się na 245 punktach i 23. lokacie w edycji 2024/25). Jako pierwszy Estończyk tak bardzo zbliżył się do światowej czołówki, zajmując lokatę w TOP30 klasyfikacji generalnej, i wprowadzając Estonię na najwyższe w historii 10. miejsce w Pucharze Narodów. W Ruce w 2024 w jednoseryjnych zawodach wywalczył 5. pozycję, poprawiając najlepszy rezultat Nurmsalu z 2014. Jeszcze wcześniej zapewnił swojej reprezentacji pierwsze podia najwyższej rangi, we wrześniu 2024 dwukrotnie zajmując drugą pozycję w konkursach LGP w Wiśle. Notował także historyczne wyniki na MŚwL (19. miejsce w Vikersund w 2022) oraz MŚ (18. pozycja na dużej skoczni w Trondheim w 2025). Choć połowę sezonu 2025/26 zabrała mi kontuzja, Artti dzięki regularnym punktom zaliczył drugą najlepszą zimę w życiu i prawdopodobnie nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

INNI SKOCZKOWIE ESTOŃSCY ZA CZASÓW AIGRO

W czasie, gdy Aigro notował regularny progres na arenie międzynarodowej, również inni skoczkowie próbowali swoich sił w PŚ. Przez aż 7 lat bezskuteczne próby zbliżenia się do punktów PŚ podejmował Martti Nomme, który zakończył karierę w 2020. Po tym wydarzeniu (podobnie jak Nurmsalu), kilkukrotnie pojawiał się jeszcze na skoczni, ale w najwyższej randze już nie występował. Więcej szczęścia miał rok młodszy od Aigro Kevin Maltsev. Większość jego starań również kończyła się niepowodzeniem, jednak na uwagę zasługuje sezon 2022/23. Wtedy to w Innsbrucku zdołał pokonać w parze Vilho Palosaariego, dzięki czemu zdobył swój jedyny punkt PŚ. Jako że w tym samym konkursie Aigro zajął 29. lokatę, zawody te przeszły do historii jako pierwsze, w których zapunktowało dwóch Estończyków. Tej samej zimy Aigro i Maltsev błysnęli podczas konkursu duetów w Lake Placid – ich niezłe skoki pozwoliły na awans do drugiej serii i premierowe punkty drużynowe dla Estonii. Niestety, to był ostatni niezły sezon Maltseva. W kolejnych latach nie pojawiał się już w Pucharze Świata, a na zapleczu notował słabe rezultaty.

NADEJŚCIE VAGULA

Gdy Aigro pozostał sam na placu boju, na horyzoncie pojawiła się nadzieja w postaci Kaimara Vagula. Ten utalentowany chłopak, urodzony w 2007 roku, dał o sobie znać chociażby w sezonie 2023/24, kiedy latem zameldował się w czołówce zawodów FIS Cup, a podczas zimowego PK w Ruce wywalczył prawo startu w PŚ. Dwukrotnie nie przebrnął kwalifikacji podczas niemieckiej części TCS, jednak zanotował świetny występ (5. miejsce) na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich Młodzieży. Regularnie startował i punktował w FC, a w PK doskoczył do 10. lokaty w Zakopanem w 2026. Choć w PŚ nie był wyżej niż 47., zdołał awansować wraz z liderem Estończyków do drugiej serii zawodów SuperTeam w Lahti w 2025 i 2026 roku. Ostatnio też sprawnie rozprawił się z niemiecką młodzieżą, o czym więcej można przeczytać tutaj. Jednak najświeższy wyczyn 19-latka to niebywały sukces. Choć jego rezultaty na arenie międzynarodowej na przestrzeni kariery nie robią piorunującego wrażenia, nie przeszkodziło mu to w pokonaniu bardziej doświadczonych zawodników w drodze do podium najwyższej rangi. To po Aigro dopiero drugi Estończyk, który może się pochwalić takim osiągnięciem.

Poprzez lata mozolnej pracy estońskich skoczków od pojedynczych punktów Jürisa i Salumäe przez niezłe osiągnięcia Nurmsalu dotrwaliśmy do najlepszych dotąd  czasów dla estońskich skoków, gdy Artti Aigro regularnie punktuje w PŚ, a junior Vagul dobija do podium LGP. Czy Estończycy zrobią kolejny krok i powalczą w najbliższych latach także o te najważniejsze podia, Pucharu Świata czy też imprez mistrzowskich? Jest na to szansa większa niż kiedykolwiek.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów