Subiektywnie o skokach

Bądź na bieżąco ze światem skoków

Oprócz Tomasiaka to Kamil Waszek robi postępy najszybciej spośród polskich skoczków

fot. YouTube/FIS Ski Jumping

Nie ma co do tego wątpliwości – Memoriał Olimpijczyków rozgrywany w połowie lipca, i to jeszcze na skoczni normalnej, bez bezpośredniego porównania z zawodnikami z innych krajów, to nie jest odpowiedni moment na budowanie wielkich teorii. Byłoby zdecydowanie za wcześnie na ogłaszanie, że 20-letni Kamil Waszek to kolejny skoczek, który już tej zimy przebojem wjedzie do kadry na Puchar Świata i pójdzie drogą Kacpra Tomasiaka, czy przynajmniej Klemensa Joniaka, będącego już pełnoprawnym członkiem kadry A.

Ten tekst ma na celu coś zupełnie innego: chcę zwrócić uwagę na to, w jak nieprawdopodobnie szybkim tempie Waszek robi postępy. Mówimy o chłopaku, który jeszcze niedawno był postacią kompletnie trzecioplanową i nie brano go pod uwagę przy żadnych poważniejszych powołaniach, na przykład na Mistrzostwa Świata Juniorów. Dzisiaj – choćby w tych lipcowych zawodach – potrafi w ładnym stylu pokonać część naszej kadry A i przy pełnej, krajowej obsadzie stanąć na trzecim stopniu podium, przegrywając o zaledwie półtora metra z Pawłem Wąskiem i Kacprem Tomasiakiem.

Żeby zrozumieć, o jakim skoku jakościowym mówimy, musimy cofnąć się do początku. Kim jest Kamil Waszek i jak zaczynała się jego seniorska kariera?

Mówimy o zawodniku urodzonym w 2006 roku, który w zawodach rangi FIS Cup zadebiutował w marcu 2024 roku. Był to weekend na skoczni HS100 w Oberhofie, gdzie Waszek w swoich konkursowych próbach nie potrafił przekroczyć granicy 80. metra, przez co kończył zawody w szóstej dziesiątce. W sezonie 2024/25 zaczął już regularnie jeździć na zagraniczne konkursy, ale wciąż był to skoczek na przełom piątej i szóstej dziesiątki FIS Cupu, któremu co jakiś czas udawało się zapunktować w cyklu Alpen Cup. Biorąc pod uwagę, że tamta zima była przedostatnim sezonem Waszka jako juniora, wśród kibiców raczej nikt nie traktował go jako wielkiego talentu.

(skok Waszka z letniego FC w Szczyrku 2024)

Przełom nadszedł latem 2025 roku. Waszek zaskoczył środowisko, stając na podium konkursu FIS Cup w Villach. Choć później nieco obniżył loty i do czołowej trójki już się nie zbliżał – skacząc w kratkę – to w jakimś stopniu zapisał się już w świadomości kibiców, którzy mocniej śledzą zaplecze naszych skoków. Zimą przyszedł czas na kolejne kroki milowe: zaliczył kilka startów w Pucharze Kontynentalnym, gdzie punktował w Zhangjiakou (20. i 23. miejsce) oraz w mocniej obsadzonym konkursie w Zakopanem (23. lokata). Pojechał też na swoje pierwsze i zarazem ostatnie Mistrzostwa Świata Juniorów w Lillehammer, gdzie spisał się naprawdę nieźle, zajmując 18. pozycję. Stał się już czołową postacią cyklu Alpen Cup, co przypieczętował marcowym podium w Hinterzarten.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że po tamtym pierwszym, letnim wystrzale i lekkim kryzysie (po drodze, w drugiej połowie lata przytrafiła mu się też drobna kontuzja), pod koniec zimy Waszek znowu wszedł na krzywą wznoszącą. Wiadomo, że u juniorów wahania formy to norma, ale u Kamila ten progres nastąpił praktycznie bez żadnych wcześniejszych sygnałów na arenie międzynarodowej. Nagle stał się jednym z wiceliderów naszej drużyny juniorskiej – oczywiście za plecami Kacpra Tomasiaka, który zimą był poza zasięgiem wszystkich rówieśników.

Świetny występ w lipcowym Memoriale Olimpijczyków

Mamy lipiec 2026 roku, polscy skoczkowie spotykają się w Szczyrku, a Waszek w pierwszej serii odpala petardę – 106,5 metra. To była zdecydowanie największa odległość całego konkursu. Doprecyzujmy, że startował z belki wyższej o jeden stopień niż A-kadrowicze, więc nie rozpoczynał najazdu w lesie. Ostatecznie na półmetku był siódmy. W drugiej serii potwierdził formę, skacząc równe 100 metrów i jeszcze nawet awansując o kilka lokat. Choć najdalej w finale lądował Joniak (102 m), to co ciekawe, Waszek oddał swój skok z najniższego najazdu – jako jedyny w stawce odepchnął się z 12. platformy startowej i przy słabszych skokach kilku starszych kolegów to wystarczyło na najniższy stopień podium.

Oczywiście, mamy środek lata i do zimy jeszcze bardzo daleka droga – na razie cieszmy się wakacjami. Jest to jednak pewien sygnał, zwłaszcza że skoki Waszka po prostu wizualnie wyglądają dużo lepiej. Ten progres widać gołym okiem w locie. I o ile nasi liderzy z kadry A mogli nie skakać tutaj na 100% swoich możliwości, o tyle różnice między ścisłą czołówką a zapleczem wcale nie były spłaszczone. Kolejny z młodych zawodników, Łukaszczyk, zajął 10. miejsce, tracąc do zwycięzcy ponad 20 punktów.

Warto uważnie śledzić poczynania Kamila Waszka w najbliższych miesiącach. Młodej krwi w Pucharze Świata potrzebujemy przecież jak tlenu. Nie ma sensu pompować teraz balona i twierdzić, że chłopak zaraz zacznie seryjnie wygrywać, ale też nie wolno deprecjonować jego postępów. To, co zobaczyliśmy w Szczyrku, to nie był jednorazowy wyskok, a kontynuacja tendencji, którą zapoczątkował rok temu. Kto wie, czy już za nieco ponad dwa tygodnie nie zadebiutuje w zawodach najwyższej rangi, przy okazji Letniego Grand Prix w Wiśle.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *