Fot. Paweł Meryk Fotografia
Trudno nie odnieść wrażenia, że sezon 2025/26 był przełomowy, jeśli chodzi o zachodzący proces zmiany pokoleniowej w światowej czołówce. Kilku „starych” mistrzów zawiodło, ale nie brakuje również pozytywnych niespodzianek. Zapraszam na moją subiektywną listę dziesięciu największych objawień minionej zimy.
10. Antti Aalto
Nie ma wątpliwości, że sezon 2025/26 był najlepszym dla Finów od czasów Mattiego Hautamaekiego. Do połowy stycznia Aalto skakał po prostu solidnie, na przełom drugiej i trzeciej dziesiątki. Od Zakopanego zanotował serię 6 miejsc w czołowej dziesiątce, na 10 ostatnich występów w PŚ. W Oslo stanął na trzecim stopniu podium, jako pierwszy Fin od stycznia 2014 roku. Tydzień wcześniej razem w Niko Kytosaho zajął trzecią pozycję w duetach.
9. Valentin Foubert
W XXI w. nie było zbyt wiele sezonów, w trakcie których swojego przedstawiciela w czołówce mieli Francuzi. Wymienić by tu można tylko najlepsze zimy Chedala i Sevoie. Tymczasem Foubert walczył o medal na normalnej skoczni w Predazzo, ośmiokrotnie plasował się w dziesiątce zawodów i zgromadził łącznie ponad 400 punktów PŚ. Harmonijnie wręcz przebiega sportowy rozwój tego 23-latka.
8. Jonas Schuster
To był dopiero pierwszy sezon Schustera spędzony w całości na poziomie PŚ. Przedtem startował tylko w Rasnovie i z grupy krajowej. Tym bardziej 426 punktów, pięć miejsc w czołowej dziesiątce i podium na Kulm to osiągnięcia, które robią wrażenie. Kolejny młody skoczek (rocznik 03), który z buta wkracza do podstawowej austriackiej kadry. Czuć zmianę pokoleniową.
7. Felix Hoffmann
Jedna z największych sensacji tego sezonu. Hoffmann to 28-latek, który dotychczas w Pucharze Świata pokazywał się tylko epizodycznie. W najlepszej dla siebie zimie zgromadził 49 punktów. Tymczasem tutaj: 9. miejsce w generalce, 662 zdobyte punkty i cztery podia. Czyżbyśmy byli świadkami narodzin historii podobnej do tej, którą napisał Pius Paschke?
6. Kacper Tomasiak
Talent generacyjny. Multimedalista igrzysk olimpijskich, mając 19 lat na karku. To komentuje się samo. Oprócz tego przeniósł dobrą formy z lata do Pucharu Świata – 391 „oczek” i kilka miejsc w ścisłej czołówce.
5. Philipp Raimund
25-latek w Pucharze Świata zadomowił się już kilka lat temu. Miał nawet na koncie podium konkursu Pucharu Świata i kilka miejsc w czołówce, ale na co dzień cieszył się łatką skoczka co najwyżej solidnego. Tutaj przede wszystkim zapisał się w historii jako indywidualny mistrz olimpijski, ale również wygrał swoje pierwsze zawody, sześciokrotnie stawał na pudle i pomijając loty, rzadko kiedy wypadał z czołówki.
4. Stephan Embacher
Ośmiu „oczek” zabrakło mu, aby dobić w klasyfikacji sezonu do granicy 1000 punktów. Na wielkich imprezach indywidualnie brakowało mu do strefy medalowej (z pominięciem MŚJ, które jako jedyny w historii wygrał trzy razy z rzędu). W Pucharze Świata był jednak jedną z najważniejszych postaci sezonu. Bardzo kojarzy mi się z Gregorem Schlierenzauerem – młody wilczek z Red Bullem na kasku, wyborny lotnik, nawet sylwetka w locie podobna.
3. Tomofumi Naito
Nie osiągnął tak wiele, jak kilku zawodników wymienionych niżej. Ale o ile Raimunda, Embachera, czy nawet Tomasiaka w czołówce byłbym w stanie sobie wyobrazić – od dawna wiadomo było, że to wielke talenty, to wyniki Naito były więcej, niż sensacyjne. W lutym skończył 33 lata. Dwa miesiące wcześniej zdobył swoje pierwsze punkty PŚ w karierze. Okazał się fantastycznym lotnikiem, zdobył złoto MŚwL w drużynie i zajął drugie miejsce w Vikersund. Wygrał jednoseryjne zawody w Oslo. Nie ma chyba kibica, który nie sympatyzowałby z urzędnikiem z Tokio.
2. Ren Nikaido
Prawdopodobnie zająłby drugie miejsce w klasyfikacji generalnej, gdyby nie przedłużony pobyt w Dubaju. Skończył czwarty. Zdobył dwa indywidualne medale igrzysk i brązowy krążek MŚwL. Raz, w Innsbrucku, udało mu się wygrać. Być może najlepszy stylista w stawce, przynajmniej spośród skoczków młodego pokolenia. Przed tym sezonem ani razu nie stał indywidualnie na podium PŚ.
1. Domen Prevc
Tutaj nie potrzeba chyba większego komentarza. Moim zdaniem to była największa dominacja w historii skoków. Mógłby zrezygnować ze startów po Turnieju Czterech Skoczni, a i tak zgarnąłby Kryształową Kulę. I jeśli już sezon musi być zdominowany, to niech katem będzie właśnie tak widowiskowy szaleniec, jak Domen.











Leave a Reply