Subiektywnie o skokach

Bądź na bieżąco ze światem skoków

Od trzeciej dziesiątki po złoto olimpijskie – szalone Igrzyska Anze Laniska

fot. Kai Taller

Anze Lanisek słabo zaprezentował się w zawodach indywidualnych na skoczni normalnej w Predazzo i po konkursie nie krył rozczarowania. Następnego dnia jednak poprowadził swoją drużynę do zwycięstwa w zawodach zespołów mieszanych. Co zdecydowało o takim zróżnicowaniu jego rezultatów? Przekonajcie się.

Lanisek od lat należy do światowej czołówki i jest bardzo ważnym punktem słoweńskiej kadry, jednak nie ma zbyt wielu medali rangi mistrzowskiej. Jedynym jego podobnym indywidualnym osiągnięciem jest brąz ze skoczni normalnej na Mistrzostwach Świata w Oberstdorfie 2021. Igrzyska w Pekinie zupełnie mu nie wyszły (wystąpił tylko w jednym konkursie i zajął 13. Miejsce), oczekiwania wobec imprezy w Predazzo były więc wyższe.

Bezpośrednio przed Igrzyskami Anze zajął 17. Oraz 7. Miejsce w Willingen, a w Pucharze Świata przesunął się z piątego na czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej. Niedzielne treningi w Predazzo miał przyzwoite, ze średnim rezultatem plasującym go pod koniec czołowej dziesiątki. Skakał bez błysku, ale solidnie, wielu kibiców liczyło, że najlepsze skoki pokaże w konkursie i włączy się w walkę o medal.

Niestety, rzeczywistość zweryfikowała te oczekiwania. 29-latek w pierwszej serii skoczył słabo (97.5m) i ledwo awansował do drugiej serii, plasując się na 28. Pozycji. Ostatecznie jeden z najlepszych słoweńskich skoczków wylądował dopiero na 26. miejscu, będąc sklasyfikowany najniżej ze swojej drużyny.

„Byłem zdenerwowany. Wina leży całkowicie po mojej stronie. To nie koniec świata, przede mną jeszcze co najmniej jeden konkurs, więc muszę się ogarnąć i zrobić to, co potrafię najlepiej”. – mówił dla siol.net po nieudanym konkursie.

Jak powiedział, tak zrobił. We wtorkowych zawodach drużyn mieszanych Lanisek pokazał swoje najlepsze skoki (102m, 101m) i uzyskał najwyższą notę indywidualną, dokładając dużą cegiełkę do obrony przez Słoweńców złota sprzed czterech lat. Trzeba docenić to, że jeszcze dzień wcześniej Anze ledwo wszedł do drugiej serii, by następnego dnia cieszyć się ze złotego medalu olimpijskiego. Takie są właśnie skoki narciarskie – jednorazowa porażka nie musi oznaczać spadku formy, lecz może stanowić motywację do dalszych sukcesów. Tak stało się w tym przypadku. Po zawodach Laniskowi towarzyszyły zgoła inne emocje niż w poniedziałek.

”Nie można życzyć sobie niczego więcej. Po mojej wczorajszej katastrofie, dziś było całkowicie inaczej. Trenerzy zaufali mi i starałem się odwdzięczyć im w najlepszy możliwy sposób. Dziękuję wszystkim, mojej rodzinie, trenerom, kibicom. Oni też na to zasłużyli” – mówił uszczęśliwiony Słoweniec, cytowany przez TVP Sport.

Warto wspomnieć, że sam występ 29-latka w zawodach drużyn mieszanych wcale nie był oczywistością. Gdyby Robert Hrgota sugerował się wynikami zawodów indywidualnych, powinien wybrać Timiego Zajca, który był od Laniska minimalnie lepszy. Jednak, jak szkoleniowiec sam podkreślał, Anze ze względu na przebieg całego sezonu mial od początku większe szanse od Timiego, i w takim wypadku, gdy różnica miedzy dwoma zawodnikami była niewielka, właśnie czwarty skoczek klasyfikacji generalnej PŚ miał zostać wybrany do drużyny wraz z Domenem Prevcem. Takie rozwiązanie okazało się strzałem w dziesiątkę, i przy świetnych skokach Prevca, oraz niezłych próbach żeńskiej części zespołu pozwoliło na pierwsze na tych Igrzyskach złoto dla Słowenii. Jest to też piękny przykład, jak skoki narciarskie potrafią być zaskakujące. Miejmy nadzieję, że to złoto doda Laniskowi skrzydeł i Słoweniec włączy się w walkę o medale na dużym obiekcie.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *