Fot. Kai Taller/Arena Akcji
W sobotę odbył się konkurs indywidualny w Kuusamo. Zawody na fińskiej skoczni okazały się jedną wielką kompromitacją. W ciągu kilku sekund wiatr pod narty zamieniał się w ekstremalnie trudne warunki dla zawodników. FIS ostatecznie zdecydowała się odwołać drugą serię, lecz wielu znakomitych skoczków już w pierwszej części konkursu mocno ucierpiało przez loteryjną pogodę.
Wszystko zaczęło się już w piątek, kiedy na Rukatunturi miał odbyć się oficjalny trening. Planowano go na godzinę 14:45, a o 17:15 miały ruszyć kwalifikacje do sobotniego konkursu. Szybko okazało się jednak, że trening przebiegł w kompletnym chaosie: wystąpiło w nim zaledwie 25 zawodników, nie z powodu małego zainteresowania, lecz przez loteryjne i skrajne warunki pogodowe, które od lat są już stałym elementem skoczni w Kuusamo.
Aż 13 skoczków otrzymało od FIS notę 0.0, mimo że fizycznie oddali skoki. Większość z nich lądowała w okolicach 85. metra. Rozgrzewkę wygrał Niko Kytösaho po locie na 139 metrów. Tuż po nim skakał, Daniel Andrei Cacina, który osiągnął zaledwie 70 metrów. Nie dlatego, że Rumun jest słabym skoczkiem, lecz z powodu nagłych, dynamicznych podmuchów wiatru, które w jednej chwili zmieniały warunki z idealnych na ekstremalnie trudne.
Mimo tego FIS kontynuowała wypuszczanie kolejnych zawodników. Dopiero kilka minut po godzinie 17 zaczęto realnie rozważać, że kwalifikacje mogą się nie odbyć. Zamiast podjąć szybką, jasną decyzję, FIS trzymała kibiców i skoczków w niepewności – a to były tylko kwalifikacje, które przy takich warunkach mogły doprowadzić do absurdalnej sytuacji, w której najlepsi zawodnicy w stawce nie zakwalifikowaliby się do konkursu, a najsłabsi… walczyliby o zwycięstwo. Takie kwalifikacje byłyby jednymi z najbardziej kuriozalnych w historii tej dyscypliny.
Wydawało się, że wnioski z piątkowego chaosu zostaną wyciągnięte na sobotę. Jak pokazały wydarzenia następnego dnia – niestety tak się nie stało.
Kwalifikacje, które odbyły się popołudniu, przebiegły w dość szybkim tempie, lecz dało się wyczuć klimat piątkowych prób skoków. Jak zauważył Dominik Formela z SKIJUMPING.PL: „Kwalifikacje przebiegły w dobrym tempie, lecz później wiatr przybrał na sile i ustawiać się jako południowy – najgorszy dla tej skoczni.” Tak właśnie się stało.
Podczas kwalifikacji zawodnicy osiągali zróżnicowane skoki. Wyglądały one bardzo niebezpiecznie – wiatr wiał od lewej do prawej strony. Mógł pomagać przy wybiciu, lecz w fazie lotu był nieprzewidywalny, co uniemożliwiało wykorzystanie sprzyjających warunków. Z tego powodu do drugiej serii nie weszli m.in. Jan Hoerl, Kamil Stoch, Philipp Raimund, Johan Andre Forfang czy Naoki Nakamura.
Z kolei w czołówce znalazły się nieoczekiwane nazwiska: Zografiski zajął 4. miejsce, Valentin Foubert – 5. lokatę (Francuz nigdy wcześniej nie był w TOP 10 Pucharu Świata), a Niko Kytösaho uplasował się na 8. pozycji, choć od ostatnich zawodów w Innsbrucku podczas TCS nie zdobył ani jednego punktu. Dziś znalazł się w ścisłej czołówce z realną szansą na podium.
FIS wydawało się nie zdawać sobie sprawy z powagi sytuacji. Przyszła druga seria, a monitory pokazywały wiatr od lewej do prawej bez przerwy. Organizatorzy podjęli w końcu jedyną rozsądną decyzję – odwołanie serii drugiej, zachowując jednak wyniki pierwszej. Czy był to „sprawiedliwy” konkurs? Każdy zdaje sobie sprawę, że w skokach warunki nigdy nie są identyczne, ale sobotnie zawody na Rukatunturi były bardziej loterią niż rywalizacją – różnice w wietrze sięgały nawet 20 metrów.
Sandro Pertilie wielokrotnie powtarzał, że chce promować skoki narciarskie, lecz sobotni konkurs pokazał coś zupełnie odwrotnego – zniechęcenie do oglądania tej dyscypliny i bezczelność wobec kibiców, a przede wszystkim wobec zawodników, którzy zostali najbardziej pokrzywdzeni przez decyzje organizatorów.











Leave a Reply