Fot. KAI TALLER
W poniedziałkowy wieczór cała Szwajcaria cieszyła się z niespodziewanego medalu Gregora Deschwandena na normalnej skoczni w Predazzo. Jak to się stało, że Szwajcar, mimo przeciętnego sezonu, sięgnął po brązowy medal na imprezie czterolecia?
Kryzys faworytów w Predazzo
Igrzyska Olimpijskie cechują się tym, że odbywają się tylko raz na cztery lata, a konkursów indywidualnych w skokach narciarskich są jedynie dwa. na skoczni normalnej i dużej. Może to powodować, że do walki o medale włączają się niespodziewani rywale, którzy potrafią zamieszać w rywalizacji o podium. Zdobycie medalu przez Szwajcara to z pewnością efekt tego, że najlepsi zawodnicy nie czuli dobrze normalnej skoczni w Predazzo HS107.
Stefan Kraft przyjechał na igrzyska w fatalnej formie. Jego sezon jest bardzo słaby, nie radzi sobie praktycznie od początku zimy. Już przed samymi zawodami było widać, że ma problemy, ponieważ źle prezentował się na treningach. W konkursie ledwo awansował do serii finałowej i ostatecznie zajął 27. miejsce. Po treningach na dużej skoczni widać, że jego słaba dyspozycja nie dotyczy wyłącznie normalnego obiektu, ale również większej skoczni.
Najprawdopodobniej duży stres przeżywał także Anže Lanišek, który zajął 26. miejsce. W konkursie drużyn mieszanych pokazał jednak, że wcześniejszy występ był raczej wypadkiem przy pracy. Domen Prevc już w wywiadach zapowiadał, że nie będzie walczył o medale, ponieważ skocznia w Predazzo wyraźnie mu nie odpowiada, a warto przypomnieć, że w tym sezonie Puchar Świata w skokach narciarskich jest jednym z dominatorów.
Gregor Deschwanden nie był jedynym zaskoczeniem poniedziałkowego konkursu. Po pierwszej serii drugą lokatę niespodziewanie zajmował Francuz Valentin Foubert.
Dla najlepszych skoczków świata problemem na mniejszych obiektach jest to, że bardzo krótko przebywają w locie. To właśnie w tej fazie zwykle nadrabiają najwięcej, ponieważ często tracą na progu i nie mają tak mocnego odbicia jak Raimund czy Tomasiak. Między innymi dzięki temu Szwajcar uzyskał imponujący wynik.
Sezon 2024/2025
Już sezon wcześniej pokazał, że staje się coraz lepszym zawodnikiem na arenie międzynarodowej, jednak to właśnie sezon 2024/2025 należy do najlepszych w jego karierze. Od pierwszych zawodów regularnie plasował się w czołowej dziesiątce. W Wiśle zajął drugie miejsce, taką samą lokatę wywalczył w Titisee Neustadt. Również na własnej ziemi stanął na podium, zajmując trzecie miejsce.
W tamtym sezonie utrzymywał równą, wysoką formę. Aż czterokrotnie stawał na podium, zdobył łącznie 996 punktów i zajął piąte miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, co pokazało, że jest zawodnikiem, który może walczyć o najwyższe cele.
Gdyby ktoś zapytał mnie rok temu, czy Szwajcar stanie na podium igrzysk w Mediolanie, nie byłbym zdziwiony. Jednak gdyby takie samo pytanie padło w styczniu tego roku, zapewne tylko bym się zaśmiał.
Sezon 2025/2026
Obecny sezon to już tylko cień formy Szwajcara. Słabe występy pojawiły się od samego początku. W Wiśle, gdzie w ubiegłym sezonie zajął drugie miejsce, tym razem nie zdołał awansować do rundy finałowej i zakończył rywalizację na 45. pozycji. Podobną dyspozycję zaprezentował u siebie w Engelbergu.
Przebłysk dobrej formy pojawił się w Garmisch Partenkirchen, gdzie zajął 10. miejsce. Można było odnieść wrażenie, że wraca do walki o najwyższe lokaty. Jednak tuż po zakończeniu turnieju znów pojawiły się problemy. Opuścił zawody w Japonii, a po powrocie do Willingen ani razu nie awansował do drugiej serii.
Na mistrzostwach świata w Oberstdorfie również zaprezentował się słabo, zajmując 30. miejsce. Ten sezon kompletnie nie wskazywał na to, że będzie w stanie włączyć się do walki o olimpijskie podium.
Podsumowanie
Gregor Deschwanden już za kilka dni skończy 35 lat i wszystko wskazuje na to, że jego występ na igrzyskach w Courchevel jest mało prawdopodobny. Dwa poprzednie sezony były najlepsze w jego karierze i trudno oczekiwać, by coś jeszcze miało się diametralnie zmienić. Widać, że forma Szwajcara zaczęła opadać, co naturalnie wiąże się z wiekiem. Olimpijski medal można więc traktować jako ostatni wielki przebłysk i efekt ogromnej motywacji przed zbliżającym się końcem kariery.
Nie można jednak mówić wyłącznie o szczęściu. Owszem, sprzyjał mu zbieg okoliczności, słabsza dyspozycja faworytów i zmiana pokoleniowa w światowych skokach, ale sam również wykonał swoją pracę. Na treningach prezentował się solidnie, regularnie plasował się w drugiej dziesiątce, choć niewielu dawało mu realne szanse na medal. W konkursie wykorzystał swoją okazję, a brązowego krążka nikt mu już nie odbierze. To piękne zwieńczenie bardzo dobrej kariery.
Ten medal ma także wymiar symboliczny dla szwajcarskich skoków. Przez lata twarzą tej dyscypliny w Szwajcarii był Simon Ammann, a teraz Deschwanden pokazał, że potrafi nie tylko regularnie punktować w Pucharze Świata, lecz także przywieźć sukces z najważniejszej imprezy. Można powiedzieć, że godnie podtrzymał tradycję i zapisał się w historii szwajcarskich skoków narciarskich.











Leave a Reply