Subiektywnie o skokach

Bądź na bieżąco ze światem skoków

Hektor Kapustik przywróci słowackie skoki do łask?

fot. YouTube/FIS Ski Jumping

Po zakończeniu kariery przez Tomasa Zmoraya, Słowacy całkowicie zniknęli z międzynarodowych konkursów w skokach narciarskich. A kiedy już w 2018 roku, po raz pierwszy od kilku lat, znów mieli swojego przedstawiciela w FIS Cupie, to ciężko było to traktować inaczej, niż jako bezużyteczną ciekawostkę dla koneserów. Niedawno pojawił się im jednak diament, który dobrze poprowadzony szybko może stać się najlepszym zawodnikiem w historii tej nacji.

Kim jest Hektor Kapustik?

Kapustik to 18-letni skoczek (2007 rocznik), który zaczął wyróżniać się spośród juniorów w drugiej części sezonu 2022/23. Zaliczył wówczas niezły juniorski czempionat, gdzie zajął 19. miejsce, zdobył premierowe punkty w FIS Cupie (i to solidne – 84 „oczka” w czterech konkursach), a nawet otworzył swój dorobek w drugoligowych zmaganiach (23. i 27. miejsce w Zakopanem). Moment kulminacyjny tego gwałtownego progresowania, nastąpił podczas Igrzysk Europejskich na Wielkiej Krokwi. Kapustik świetnie prezentował się już na treningach, a w konkursie zajął 23. pozycję, przed takimi skoczkami, jak: Stoch, Forfang, czy Kos.

Takie rezultaty 16-latka wyglądały wręcz abstrakcyjnie – patrząc na to, że w tamtym momencie ostatni występ słowackiego skoczka w zawodach najwyższej rangi, przypadał na 2014 rok. Dobra forma szybko poskutkowała zaliczeniem niemal wszystkich możliwych konkursów Letniego Grand Prix, ale tam po zakopiańskiej dyspozycji nie było już śladów. Hektor okupował ogony tabeli i zimą również z trudem przychodziło mu punktowanie choćby w FIS Cupie.

Powrót do formy

Być może pewien wpływ na zapaść Kapustika miał fakt, że trenował on nie tylko skoki, ale również biegi narciarskie – startował w konkursach kombinacji norweskiej, które są połączeniem obydwu tych dyscyplin. Zeszłej zimy jednak pierwszy raz od dwóch lat nie pojawił się na MŚJ w kombinacji, a podczas Mistrzostw Świata oddał tylko skok, pomijając bieg. Niedawno słowackie media potwierdziły, że Hektor postanowił skupić się wyłącznie na skokach, co być może jest jedną z przyczyn powrotu na dobre tory.

W trakcie poprzedniej zimy Kapustik poniekąd wrócił do dyspozycji z 2023 roku. Znów zapunktował w kontynentalu, zaliczył kilka (nieudanych) kwalifikacji do konkursów Pucharu Świata i ustanowił nowy rekord Słowacji w długości skoku – 202m w Planicy. Kilka miesięcy później, latem, faktycznie poczynił już kolejny, bardzo namacalny krok w przód. Regularnie punktował w słabiej obsadzonych zawodach Letniego Grand Prix, a w Rasnovie wyrównał najlepszy wynik reprezentacji Słowacji, w zawodach najwyższej rangi – 11. miejsce.

Najwięcej do myślenia dały moim zdaniem jego skoki w Predazzo. Tego nie widać w wynikach, bo na skoczni normalnej wypadł kiepsko, a na dużej został zdyskwalifikowany, ale właśnie te skoki na większym obiekcie pokazują, jaki w tym chłopaku drzemie potencjał: 11. miejsce na jednym z treningów, później 13. w kwalifikacjach – przy pełnej obsadzie to nie są rezultaty, które można wykręcić przypadkowo. Nie ma w tym jeszcze stabilizacji, ale to pokazuje, że sufit już teraz jest naprawdę wysoko – jak na tak młodego zawodnika. Wydaje się też, że generalnie Hektor dużo lepiej czuje się na większych obiektach. Warto dodać, że przed startem zimy Kapustik nawiązał współpracę z legendarnym trenerem Vasją Bajcem, o czym 63-latek poinformował za pośrednictwem mediów społecznościowych.

Słowacja wróci do Pucharu Narodów?

Wspomniałem wcześniej o Zmorayu, ale on nigdy nie był nawet bliski zdobycia punktów w Pucharze Świata. Ostatnim punktującym Słowakiem w zimowych zmaganiach elity był Martin Mesik, w grudniu 2005. roku. Niedługo minie więc od tego wydarzenia dwadzieścia lat. I trudno powiedzieć, czego tak realnie spodziewać się po Kapustiku przyszłej zimy. Być może nieco więcej wiedzielibyśmy, gdyby przeszedł kwalifikacje w Klingenthal, ale tam zaliczył upadek po skoku, który dałby mu lokatę pod koniec 4. dziesiątki.

Jedno jest już raczej pewne. Nawet jeśli Kapustik okaże się być jeszcze niegotowy do rywalizowania z najlepszymi w zimowych warunkach, to regularne starty w Letnim Grand Prix, tym razem z nadspodziewanie dobrymi rezultatami (łącznie 61 punktów do klasyfikacji) to poważny sygnał, że Słowacja prawdopodobnie będzie kolejnym krajem, którego przedstawiciela regularnie będziemy mogli oglądać w rywalizacji z najlepszymi. Choć nawiasem mówiąc, osobiście zdziwiłbym się, gdyby zakończył zimę z zerowym dorobkiem. Kto wie, może Ruka? Ona sprzyja pisaniu ciekawych historii.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *