fot. Kai Taller/Arena Akcji
Sezon 2025/26 przeszedł już do historii, podobnie jak wyczyn jego zwycięzcy- Domena Prevca. Słoweniec jako drugi w historii skompletował tzw. Wielkiego Szlema – wszystkie najważniejsze trofea w tym sporcie. Przekonajcie się, jaką drogę do tych sukcesów musiał przejść w trakcie dość długiej już kariery sportowej.
Choć Domen do najstarszych skoczków nie należy (skończy w tym roku 27 lat), to w Pucharze Świata występuje już od ponad dekady, a w międzynarodowych zawodach już od ponad 13 lat. Swój debiut w FIS Cup zaliczył bowiem w 2013 w Kranju. Miał zaledwie 13 lat, gdy zdołał wywalczyć prawo startu w Pucharze Kontynentalnym. Na to jednak musiał jeszcze trochę poczekać. Latem 2014 po raz pierwszy pokazał się w zawodach tej rangi. Choć pierwszego dnia poszło mu słabo (zajął 35. miejsce) to już następnego dnia spisał się rewelacyjnie. Ósme miejsce oznaczało prawo startu w Pucharze Świata wywalczone w wieku 15 lat, miesiąca i 2 dni.
Zanim nadszedł dzień debiutu Domena w Pucharze Świata, w 2015 udowodnił swój ogromny talent w różnego rodzaju zawodach. Najpierw, w styczniu, wywalczył srebro indywidualne i złoto w drużynie podczas Olimpijskiego Festiwalu Młodzieży Europy w Tschagguns. Latem natomiast dominował w Alpen Cup, wygrywając wszystkie konkursy, w których startował. Oddał najdłuższy skok w historii skoczni w Einsiedeln (125,5 m), którego jednak nie zdołał ustać. Na koniec letniego sezonu, przy okazji finału LPK w Klingenthal, zdołał pierwszy raz zwyciężyć w zawodach tej rangi. Te osiągnięcia przekonały ówczesnego trenera Słoweńców, Gorana Janusa, który powołał 16-latka na inaugurujące sezon zawody Pucharu Świata w Klingenthal.
Pierwszy występ juniora w zawodach najwyższej rangi był nadzwyczaj udany. Ponieważ sezon rozpoczynano konkursem drużynowym, najmłodszy z braci Prevc swoją przygodę z Pucharem Swiata zaczął od podium. Słoweńcy bowiem zajęli drugie miejsce, a Domen był jednym z najsilniejszych punktów drużyny. Następnego dnia zajął ósme miejsce w zawodach indywidualnych, co złożyło się na jeden z najlepszych debiutów w historii. Jakby tego było mało, niespełna cztery tygodnie później po raz pierwszy doskoczył do podium PŚ – w Engelbergu przegrał tylko z bratem Peterem, który wówczas dominował. 19 grudnia 2015 roku Domen miał dokładnie 16 lat, 6 miesięcy i 15 dni, co czyni go piątym najmłodszym zawodnikiem na podium Pucharu Świata. Co ciekawe, po raz pierwszy w czołowej trójce wówczas znaleźli się bracia, a także najmłodszy i najstarszy uczestnik zawodów. Trzeci był bowiem Noriaki Kasai, starszy od Domen o 27 lat bez dwóch dni.
16-latek na przestrzeni całego sezonu udowadniał ogrom swojego potencjału. Raz jeszcze stanął na podium (był drugi w Sapporo), wiele razy meldował się w czołowej dziesiątce i pomimo, że nie brał udziału w aż 11 z 29 konkursów, wylądował na 14. Miejscu w klasyfikacji PŚ. Do tego dołożył dwa medale Mistrzostw Świata Juniorów, a także oficjalny rekord skoczni w Titisee-Neustadt, ustanowiony podczas pierwszych w życiu wygranych kwalifikacji (148 metrów, 11 marca 2016). Takie rezultaty robiły niesamowite wrażenie, w końcu dawno w czołówce Pucharu Świata nie znalazł się tak młody zawodnik.

fot. Kai Taller/Arena Akcji
Sezon 16/17 od początku zdawał się potwierdzać, że oto narodził się nowy król skoków. 17-latek zainaugurował go premierowym zwycięstwem w Ruce. Miał dokładnie 17 lat, 5 miesiecy i 21 dni, co daje mu siódme miejsce wśród najmłodszych triumfatorów pojedynczego konkursu. W pierwszym periodzie wygrał łącznie 4 razy, 5 razy plasując się w TOP3, i pewnie prowadząc w klasyfikacji generalnej przed Turniejem Czterech Skoczni. Wtedy jednak zaczęły się schody. W Oberstdorfie i Innsbrucku wylądował dopiero w trzeciej dziesiątce. W Wiśle ostatecznie utracił plastron lidera PŚ. Do końca sezonu lepsze występy przeplatał słabszymi, tylko w Wiśle stając na najniższym stopniu podium. Zadebiutował na MŚ w Lahti, ale spisywał się fatalnie. Znacznie lepiej poradził sobie na obiektach do lotów- w Vikersund osiągnął 243,5 metra; przez dwa lata był to jego rekord życiowy i pozostaje to najdłuższym skokiem oddanym przez zawodnika przed 18. urodzinami.
Cały sezon Domen ukończył na, nie licząc świeżo zakończonej edycji, najlepszym w życiu 6. miejscu w generalce. W lotach uplasował się na 9. pozycji – jedyny raz w życiu w ogólnej klasyfikacji był wyżej niż w lotach. Choć druga część edycji 16/17 bywała dla niego trudna, całą zimę mógł jednak zaliczyć do udanych.

fot. Kai Taller/Arena Akcji
Niestety, już następny sezon był dla 18-latka dużym wyzwaniem. Zapunktował zaledwie kilka razy i nie dostał powołania na Igrzyska Olimpijskie w PyeongChangu. Znalazło sie jednak dla niego miejsce w składzie na Mistrzostwa Świata w lotach w Oberstdorfie. Tam indywidualnie wypadł nienajlepiej (21. Miejsce), lecz w konkursie zespołowym sięgnął wraz z drużyną po srebro, co oznaczało pierwszy seniorski medal dla Słoweńca. Najlepszy rezultat zimy osiągnął w Vikersund – zajął czwarte miejsce, co dało mu ponad połowę punktów wywalczonych w sezonie. W klasyfikacji generalnej wypadł poza TOP30, zajmując 33. Pozycję. 20 miejsc wyżej sklasyfikowano go w lotach.
Następna zima była chyba najbardziej szalona w jego karierze. Zaczął ją bardzo dobrze – dwa czwarte miejsca w Ruce, następnie lokaty w TOP20 w kolejnych konkursach. Kryzys przyszedł podczas TCS – dwa razy z rzędu nie wszedł do zawodów i został odsunięty od startów. Pomimo że był jednym z najwyżej sklasyfikowanych Słoweńców w PŚ, nie został powołany na czempionat w Seefeld, chociaż w składzie znalazło się aż sześciu zawodników. W żadnej konfiguracji najmłodszy z braci Prevców nie był słoweńskim numerem 7, więc do dziś uważam tę decyzję za niewłaściwą i krzywdzącą.
Zresztą Domen tę tezę potwierdził – gdy powrócił na Raw Air, uplasował się w TOP10 w Oslo i Lillehammer. W Trondheim przydarzyła mu się wpadka i brak awansu do konkursu. Jednak weekend w Vikersund był pokazem jego lotniczych umiejętności. W sobotę – rekord życiowy (245,5 metra, czyli nieoficjalny rekord świata juniorów) oraz triumf w zawodach drużynowych, a w niedzielę – pierwsze zwycięstwo od lat, ledwie 0,1 pkt przed Ryoyu Kobayashim. Do tego dołożył drugie miejsce w Planicy, i w generalce wylądował w TOP15, jako drugi najlepszy Słoweniec. W lotach znalazł się tuż za podium.
Kolejna edycja dla kontrastu była dla Domena zupełnie przeciętna. Punktował w większości konkursów, zwykle plasując się na przełomie drugiej i trzeciej dziesiątki. Najlepszym jego rezultatem było czwarte miejsce w Sapporo. Bardzo dobrze wyszedł mu TCS, w którym był siódmy w generalce. Puchar Świata ukończył na 19. Pozycji, a Puchar Świata w lotach – na dziewiątej.
Gorzej wyglądał sezon 20/21. Covidową zimę 20-latek zaczął od leczenia złamanej podczas treningu ręki. Pojechał na grudniowe Mistrzostwa w Lotach do Planicy, jednak nic tam nie zdziałał. Przez większość sezonu ciułał drobne punkty, na skoczniach dużych zebrał ich zaledwie 109. Znacznie lepiej poradził sobie podczas finałowych konkursów na Letalnicy. Dwa czwarte i jedno ósme miejsce dały mu więcej punktów niż zdobył przez całą zimę. Awansował dzięki temu na 22. Miejsce w PŚ, w lotach był piąty. Był to jednak kolejny sezon regresu jego wyników.
I tak oto dotarliśmy do, moim zdaniem, kulminacyjnego punktu kariery Domena. Może się wydawać dziwne, że nazywam tak zdecydowanie najgorszy moment w tej karierze, ale mam swoje powody. Początek edycji 21/22 był dla Słoweńca koszmarny. Miał trudności z awansem do konkursow, a jego najlepszym rezultatem było czterdzieste drugie miejsce w Klingenthal. Wtedy trener Hrgota podjął niezwykle słuszną decyzję – odesłał swojego zawodnika do PK. Taka sytuacja zdarzyła się Domenowi po raz pierwszy, dlatego uważam to za istotne. Półtora miesiąca na zapleczu najwyższej rangi pomogły Słoweńcowi stopniowo odbudowywać formę. Gdy powrócił do PŚ w Oslo, zdołał wreszcie zapunktować. Na kredyt zaufania pojechał na MŚwL do Vikersund, gdzie zajął rewelacyjne szóste miejsce, a z drużyną zdobył złoto. Przez cały sezon wywalczył 60 punktów, co dało mu 44. Miejsce w generalce i 17. W lotach. Najgorsze rezultaty w życiu, które jednak dały impuls do poprawy. Domen musiał zaczynać karierę na nowo niemal od zera.
Pierwsze kroki ku temu poczynił już w następnej edycji. Choć na początku różnie mu się wiodło, a w styczniu zaliczył serię czterech konkursów bez punktów, w Sapporo przyszło przełamanie- niedzielne zawody przyniosły mu lokatę tuż za podium. Na Kulm tydzień później doskoczył po 4 latach przerwy do TOP3 Pucharu Świata. W generalce był już w TOP20, a w lotach – piąty. Następnym szczeblem był powrót do wygrywania. Ta sztuka udała się już rok później- w Sapporo 18 lutego 2024 Domen wyzerował licznik 1799 dni bez zwycięstwa. Do końca zimy stanął na podium trzy razy i tym razem wylądował w klasyfikacji w TOP15. Od fatalnej zimy 21/22 najmłodszy z braci Prevców kontynuował regularny progres. W 2024 udało mu się zgarnąć z drużyną kolejne złoto MŚ w lotach.
Kolejnym zadaniem stojącym przed Słoweńcom był powrót do TOP10 generalki. Choć początek sezonu 24/25 nie zapowiadał udanej walki o to osiągnięcie, wszystko zmieniło się od zawodów w lotach w Oberstdorfie. Domen, który zimę zaczynał od upadku i dyskwalifikacji, został liderem Pucharu Świata w lotach i do końca sezonu tylko raz wypadł z TOP30 pojedynczego konkursu, zajmując 31. pozycję w Willingen. Wszystko powoli zaczynało się układać, a istotny dla kariery Domena kamień milowy miał miejsce na Mistrzostwach Świata w Trondheim. Choć na skoczni normalnej (jak zwykle) 25-latek spisywał się przeciętnie, duży obiekt był prawdziwym popisem Słoweńca. Dobre skoki w zawodach zespołowych i mikście przyniosły dwa medale drużynowe, a rewelacyjna postawa w zawodach indywidualnych dała mu pierwsze poważne osiągnięcie- złoto Mistrzostw Świata. Choć tamten konkurs odbywał się w atmosferze skandalu związanego z norweskimi manipulacjami sprzętowymi, ja przede wszystkim pamiętam ten dzień jako początek drogi Domena do wygrania wszystkiego, co możliwe w tym sporcie.
Indywidualny tytuł dodał Słoweńcowi skrzydeł. Choć upadek w pierwszych zawodach w Vikersund odebrał mu triumf w Raw Air, Domen nie przestawał zadziwiać. Najpierw telemarkiem ustał 247 metrów na Vikersundbakken, na której najdłuższym ustanym po przebudowie skokiem jest 247,5 metra Daniela Hubera z 2024. Jednak to, co zrobił w Planicy, przeszło najśmielsze oczekiwania. Już w pierwszej serii lądował telemarkiem za rozmiarem skoczni, a w finale zrobił coś, czego nikt nie był w stanie dokonać od wielu lat – stał się pierwszym od 2019 autorem ćwierckilometrowej próby, i pobił obowiązujący od ośmiu lat rekord świata (oczywiście licząc tylko oficjalne próby w zawodach), uzyskując zawrotne 254,5 metra i wprawiając w euforię tysiące kibiców, nie tylko tych pod skocznia, ale i tych, którzy w zaciszu domowym podziwiali te rywalizację (dawno się tak nie cieszyłam przy oglądaniu skoków jak w tamtym momencie). Chociaż przez wypadkową belkowo-stylową nie wystarczylo to do zwycięstwa, był to zdecydowanie skok sezonu, a może i więcej. Zaraz po konkursie Domen odebrał swoją pierwszą Małą Kryształową Kulę, którą, (jak wynika z moich obliczeń) wywalczył z największą przewagą w historii. TOP10 Pucharu Świata też się udało, choć ledwo – jednak 10. pozycja została przez niego wywalczona już w Planicy.
Wspaniałe rezultaty końcówki edycji 24/25, a także pierwsze dobre lato (do którego można zaliczyć pierwsze podium LGP czy spektakularną próbę na 152 metry w Klingenthal) zwiastowały kolejny udany sezon w wykonaniu Prevca. Ale czy ktokolwiek zakładał, że będzie on aż tak rewelacyjny? Większość kibiców zdawała się być zgodna, że najpoważniejszym kandydatem do Kryształowej Kuli jest Ryoyu Kobayashi. Dlaczego? Bo miał niezłe lato, również świetną końcówkę poprzedniego sezonu, no i ostatnią KK zdobył już ładnych parę lat temu. Ja osobiście Domena dawałam na piątą pozycję, co miało być kolejnym stopniem na drodze jego progresu. Ale Słoweniec postanowił przeskoczyć kilka poziomów i załączyć tryb turbo. Choć pierwsze zwycięstwo odniósł “dopiero” w szóstych zawodach sezonu, a liderem został po siódmych, od tego czasu był już Domenatorem.
Trzecie miejsce w Falun wywalczone po bolesnym upadku w serii próbnej rozpoczęło serię 12 podiów z rzędu- ex aequo najdłuższą w historii. Po drodze Domen zgarnął Złotego Orła z rekordową notą, choć “tylko” z dwoma zwycięstwami. Zatrzymało go loteryjne Zakopane, gdy wypadkowa belkowo-wietrzna wylosowała mu 27. miejsce. Zaraz potem jednak zaliczył dublet w Sapporo, a następnie zmiażdżył rywali na Mistrzostwach Świata w Lotach w Oberstdorfie, i to pomimo ustawicznego obniżania belek tylko dla niego. Odprawił rywali z kwitkiem także w Willingen, i choć Igrzyska na niepasujacych do jego stylu lotu skoczniach nie były dla niego łatwe, i tu pokazał swoją wielkość. Choć na półmetku zawodów na skoczni dużej tracił do prowadzącego Nikaido około 7 punktów, w finale wyprowadził bardzo mocny cios, którego Japończyk nie zdołał odeprzeć. Tym samym Domenator został pierwszym indywidualnym mistrzem olimpijskim wśród słoweńskich skoczków w historii. Wiele osób uznało już wtedy, że 26-latek przyklepał sobie Wielkiego Szlema – zdobycie wszystkich najważniejszych trofeów w skokach – gdyż wydawalo się nierealne, aby ktokolwiek miał mu odebrać KK.

fot. Kai Taller/Arena Akcji
Niedługo po Igrzyskach Domen potwierdził te przypuszczenia, choć w osobliwy sposób, bo po… dyskwalifikacji. Czas poolimpijski był dla najlepszego skoczka sezonu dosyć pechowy. Najpierw żółta kartka za nieprawidłową wagę, potem nieudana walka z warunkami w Oslo, osłabienie w Vikersund, no i nieustanne obniżanie belki. To wszystko, a także chwile grozy i błędy przy wyjściu z progu w Planicy nie mogły mu już jednak odebrać Kryształowej Kuli. Ponad 2000 punktów w generalce i rekordowa przewaga nad drugim miejscem, zwycięstwo we wszystkich od PŚ przez TCS i Planica 7 do PŚ w lotach klasyfikacjach sezonu, złoto Mistrzostw Świata w lotach oraz olimpijskie – sezon jak ze snu. A jeszcze rok z kawałkiem temu nie miał żadnych indywidualnych osiągnięć. Jeszcze 4 lata temu był na dnie i mógł się poddać. Nie zrobił tego. Lata wytrwalej pracy doprowadziły do licznych triumfów i miana najlepszego słoweńskiego skoczka w historii. A że ma dopiero 27 lat, i, jak sam wspominał, nowe pomysły na następny sezon, może jeszcze wiele zdziałać w tym sporcie, czego bardzo mu życzę.











Leave a Reply