Subiektywnie o skokach

Bądź na bieżąco ze światem skoków

Domenator w drodze po Szlema – podsumowanie IO na skoczni dużej

fot. Kai Taller

Igrzyska, Igrzyska i po Igrzyskach – impreza czterolecia ledwo się zaczęła i już przeszła do historii. Duża skocznia, podobnie jak normalny obiekt, przyniosła kilka niespodzianek. Kacper Tomasiak dorósł do miana bohatera narodowego, a Domenator – legendy skoków narciarskich. Czas więc subiektywnie podsumować te zawody.

Zacznę od tego, że po fatalnych i ciężkostrawnych Mistrzostwach Świata w Lotach w Oberstdorfie miałam nadzieję, że ważniejsza z imprez docelowych sezonu będzie znacznie lepsza. I nie myliłam się. Już zawody na skoczni normalnej przyniosły dużo radości, zaskoczeń i ogólnie emocji, o czym więcej pisałam w poprzednim podsumowaniu. Skocznia duża wniosła trochę zamieszania, ale również (prawie) nie ma na co narzekać.

Zanim jednak przejdę do opiewania medalistów, muszę się do czegoś przyznać. Zasadniczo nie przepadam za reprezentacją Polski. Kibicuję przede wszystkim Słoweńcom, a zwłaszcza Domenowi Prevcowi (więc jak można się domyślić, obecnie trwający sezon jest dla mnie po prostu wspaniały). Jednak pomijając moją niechęć do starszej części naszej kadry dochodzę do wniosku, że Kacpra Tomasiaka po prostu nie da się nie lubić. Skromny, ułożony chłopak, do tego piekielnie zdolny. Nie ma w nim ani cienia arogancji, a sukcesy nie zawróciły mu w głowie. Przyjemnie się patrzy na jego rozwój, kolejne wspaniale skoki, przez które już prawie wierzę, że żadna presja się Kacpra nie ima. I ten powiew świeżości niech będzie w naszej reprezentacji jak najdłużej, życzę naszemu rewelacyjnemu juniorowi wielu wspaniałych sukcesów, do których niewątpliwie prędzej czy później dojdzie. Jak na razie trzy krążki olimpijskie to rezultat, o którym nawet nam się nie śniło.

Fot. TVP SPORT

Tyle o Kacprze, bo jest jeszcze jedna postać, która osiągnęła sukces życia – mowa oczywiście o dominatorze sezonu, Domenie Prevcu. Słoweniec jeszcze rok temu nie miał w zasadzie nic – ledwie parę zwycięstw i medale drużynowe Mistrzostw Świata w Lotach. Żadnych indywidualnych trofeów, nawet w generalce Pucharu Świata w Lotach nigdy nie stał na podium. 8 marca 2025 rozpoczął jednak drogę sukcesów, którą wciąż kontynuuje. Najpierw w pięknym stylu został Mistrzem Świata na dużej skoczni w Tronhdeim, potem dorzucił drugie miejsce w Raw Air, spektakularny rekord świata i Małą Kryształową Kulę wywalczoną z rekordową przewagą. Sezon po raz drugi w karierze zakończył w TOP10 klasyfikacji PŚ.

Po tak udanym sezonie Słoweniec nie zamierzał się zatrzymywać. Od trzeciego do piętnastego konkursu aktualnej edycji włącznie nie schodził z podium. Z olbrzymią przewagą zgarnął złoto MŚwL, i to pomimo iż w każdej możliwej serii miał obniżaną belkę. Wszystkie konkursy w Niemczech w tym sezonie wygrywał z dwucyfrową przewagą. Zaledwie trzy razy nie stanął na podium i jedenaście razy wygrał. W Pucharze Świata prowadzi tak pewnie, mając aż o 625 punktów więcej od Ryoyu Kobayashiego, że trudno sobie wyobrazić, żeby miał nie zdobyć Kryształowej Kuli – pieczętując tym samym Wielkiego Szlema. To niewiarygodne, że w 47-letniej historii Pucharu Świata był do tej pory zaledwie jeden zawodnik, który wygrał wszystko – był to „Latający Fin”, Matti Nykkanen. I to nie Stoch, Kraft, Małysz ani Schlierenzauer będzie tym, który zrobi to jako drugi – z dużą dozą prawdopodobieństwa będzie to Domen Prevc. Ale na razie nic nie wiemy na pewno – Słoweniec nie ma jeszcze Kryształowej Kuli, i choć szanse na nią są ogromne, to w skokach wszystko się może zdarzyć. Ja jednak mam ogromną nadzieję, że zapewnienie sobie triumfu w PŚ będzie dla niego czystą formalnością. 26-latek ma szansę zgromadzić wszystkie najważniejsze trofea w tym sporcie w zaledwie 13 miesięcy, co jest absolutnie imponujące.

Jakby tego było mało, na koniec rozważań o Domenie dorzucę, że on to historyczne dla Słowenii indywidualne złoto olimpijskie wywalczył w fantastycznym stylu. Po pierwszej serii byłam pewna, że Nikaido wygra – w końcu 7 punktów przewagi nad drugim miejscem dla kogoś będącego w tak dobrej formie jak Japończyk powinno oznaczać pewne złoto. Ale skoki bywają zaskakujące. Domenator w drugiej serii oddal fantastyczny skok – może nie tak imponujący, jak 141 metrów w Sapporo czy 155 metrów w Willingen, ale jednak – 141,5 metra z telemarkiem to nowy rekord przebudowanego obiektu w Predazzo. I Ren nie dał rady. W drugim skoku stracił do Domena prawie 14 punktów, przegrywając niemal z identyczną stratą, jaką Słoweniec mial do niego po pierwszej serii. Tym samym najlepszy obecnie skoczek świata potwierdził swoją formę olimpijskim zlotem.

Fot. Kai Taller

Teraz akapit dla Sundala. Norweg był jednym z najlepszych zawodników, jeśli by zliczyć wszystkie serie treningowe na tych Igrzyskach. Zawsze gdzieś tam w okolicach podium, niektóre treningi wygrywał. Dwa razy był po pierwszej serii na pozycji medalowej. I dwa razy z tej pozycji spadał, wpuszczając na na podium Kacpra Tomasiaka. Na pocieszenie pozostalo mu srebro z mikstu i brąz z duetów.

No właśnie, duety… Miała być fajna, wyrównana walka. A tu najpierw Austriacy zrobili comeback i odskoczyli reszcie świata, a w finale przed skokiem Domena Prevca pogoda się obraziła i ostatecznie seria została anulowana. A mogło być bardzo ciekawie. Norwegia, Niemcy, Słowenia i Japonia zmieściły się w niecałych trzech punktach. Odwołanie trzeciej serii, które przyniosło wiele radości Polakom, przyniosło gorycz rozczarowania innym, którzy do medalu stracili jakieś śmieszne punkciki.

To teraz czas na parę słów o Polakach. Nasza kadra ma w Pucharze Narodów obecnie 999 punktów, o 10 więcej niż zdobył Ryoyu Kobayashi i o 615 mniej od Domena Prevca. Najlepszy wynik w pojedynczym konkursie? Piąte miejsce. Jedno podium w słabo obsadzonych duetach w Zakopanem. 3 indywidualne podia w ostatnie trzy sezony. Tragiczne Mistrzostwa Swiata w Lotach, gdzie w drużynówce oglądaliśmy plecy Szwajcarii, Finlandii i Słowenii z siedmioma skokami. Swoją drogą ciekawe, jakby to wyglądało z Kacprem w składzie. Już się nie dowiemy. W każdym razie nie mając nawet skoczka w TOP10 klasyfikacji generalnej wracamy z tych Igrzysk z TRZEMA medalami. To więcej niż Austria, a gdyby brać pod uwagę wyłącznie mężczyzn, to również Słowenia, Niemcy i Norwegia, wyraźnie wyprzedzające nas w Pucharze Narodów. To jest wynik niewyobrażalny.

Nie tylko Polacy wypadli w Predazzo zaskakująco dobrze. Vilho Palosaari na normalnej skoczni miał konkurs życia. Miejsce w TOP15, jak on od trzech lat nie punktował w PŚ. Ilya Mizernykh, reprezentant Kazachstanu, znalazł się w czołowej dziesiątce konkursu olimpijskiego. Hektor Kapustik dwukrotnie wchodził do drugiej serii. A Anze Lanisek i Stefan Kraft mieli problemy z awansem do finału! A są to skoczkowie klasy światowej. Mam wrażenie, że te Igrzyska to jakieś osobne uniwersum, zgadza się tu tylko złoto Domena na dużej skoczni i może jeszcze Słowenii w mikście, ale przy słabiutkich skokach Laniska w zawodach indywidualnych i przy mocnych składach innych ekip, reprezentanci kraju spod Triglavu wcale nie byli jakimiś murowanymi faworytami.

Na koniec zostawiam sobie panie, które pierwszy raz w historii rywalizowały na dużym obiekcie. Niestety, konkurs był poprowadzony fatalnie. Bardzo zachowawcze (eufemizm) ustawienie długości najazdu skutkowało niskim poziomem rywalizacji. W takich warunkach dublet ustrzeliła Anna Odine Stroem, a ta, która miała wrócić do domu z workiem złotych medali, Nika Prevc, tym razem była „dopiero” trzecia. Kvandal wywalczyła srebro, a tuż za podium znalazła się niespodziewanie Frida Westman – Szwedka, która w tym sezonie nie byla wyżej niż dziewiąta. Naprawdę, chyba będę potrzebować dużo czasu, zanim to wszystko do mnie dotrze. Polki tym razem zupełnie nie dały rady – ani dziesiąta na skoczni normalnej Twardosz, ani Pola Beltowska nie zdołały awansować do drugiej serii. Niemniej za sprawą Ani i tak możemy być z tych Igrzysk zadowoleni. A Pola ma jeszcze dużo czasu, i być może będzie kiedyś skakać o wiele lepiej, na razie niech zdobywa doświadczenie.

Fot. FIS

To tyle z tych szalonych i nieprzewidywalnych Igrzysk. Trzy medale dla Polski, Szlem Domena już prawie zaklepany, życiowe wyniki teoretycznie słabszych zawodników – niewątpliwie olimpiada w Predazzo na długo pozostanie w mojej pamięci. Teraz chwila przerwy i wracamy do Pucharu Świata, od razu na mamucią skocznię w Tauplitz. Zastanawiam się, czy wrócimy do tegosezonowej normy – domenujący Domenator, grupa pościgowa Japończyków i Austriaków i słabi Polacy z wyskokami Tomasiaka. Czas pokaże. A na razie, czas na przerwę.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *