fot. Kai Taller
W ostatnich miesiącach kibice reprezentacji Słowenii w skokach narciarskich mieli wiele powodów do radości, gdyż fenomenalna forma Domena Prevca i jego wspaniałe zwycięstwa zadziwiały cały świat skoków narciarskich. Jednak reprezentacja ta ma duży problem – tak jak w ostatnich latach u Biało-Czerwonych, brakuje silnej drużyny i zaplecza, które mogłoby ją w przyszłości budować.
Obecnie cała Polska żyje ogromnymi sukcesami Kacpra Tomasiaka – utalentowany 19-latek ograł bardziej doświadczonych zawodników i w swoich pierwszych olimpijskich zawodach zdobył srebrny medal, a na dużej skoczni dołożył brąz. To niezwykłe osiągnięcie przyćmiewa kryzys pozostałych członków reprezentacji – żaden inny z Polaków nie awansował w pierwszym konkursie do drugiej serii, a na Mistrzostwach Świata w Lotach bez Tomasiaka w składzie nasi reprezentanci wypadli bardzo słabo. Wiele radości przyniósł także sensacyjny srebrny medal w konkursie duetów. Ogólnie Igrzyska były dla Polaków niezwykle i nadspodziewanie udane. Ale w Pucharze Świata nie dzieje się dobrze. Od kilku sezonów polska kadra opiera się na jednym, zmieniającym się liderze, który jest najwyżej w klasyfikacji oraz od czasu do czasu staje na podium, podczas gdy reszta drużyny spisuje się przeciętnie lub słabo z pojedynczymi wyskokami.
Taka tendencja zaczyna się ostatnio pojawiać również u Słoweńców. Chociaż niesamowity w tym sezonie Domen Prevc wygrywa konkurs za konkursem, nie można powiedzieć żeby reprezentacja ta posiadała silną drużynę. W obecnym sezonie coraz bardziej uwypukla się problem słoweńskiego zaplecza, połączony z kryzysowymi momentami obiecujących dotąd zawodników czy kontuzjami innych.
Na razie euforia słoweńskich kibiców trwa – jak dotąd na 20 konkursow w sezonie, tylko w inauguracyjnym nie było Słoweńca na podium – 17 razy zawody w pierwszej trójce kończył Domen Prevc, a 4 razy czynił to Anze Lanisek. Obaj panowie wygrali tej zimy łącznie 14 razy. Niestety dobra dyspozycja liderów zakrywa to, co dzieje się w dalszej perspektywie – a tam dzieje się niewesoło. Już podczas niedawno zakończonych Igrzysk Olimpijskich jedynie Prevc w zawodach indywidualnych wskakiwał do TOP10, zdobywając przy tym złoto na dużym obiekcie, podczas gdy jego koledzy zajmowali miejsca najwyżej w trzeciej dziesiątce. Przyjrzyjmy się więc, kto poza Domenem Prevcem oraz Laniskiem tworzy słoweńską drużynę.

fot. Kai Taller/Arena Akcji
Zacznijmy od słoweńskiego numeru 3 – Timiego Zajca. 25-latek nieźle wszedł w sezon, ale potem różnie mu się wiodło. Gdy wydawało się, że podczas TCS przyszło przełamanie, a Mistrz Świata z Planicy nawet doskoczył do podium w Obertstdorfie, szybko z niego spadł, dostał dwie dyskwalifikacje z rzędu i po otrzymaniu czerwonej kartki stracił wszystkie konkursy Turnieju. Potem skakał juz raczej słabo, w konkursach indywidualnych nie zbliżając się do czołówki. Nawet w swojej koronnej konkurencji, na Mistrzostwach Świata w lotach, które odbywały się na skoczni, na której czterokrotnie wygrał, wypadł zupełnie poniżej oczekiwań. W Willingen natomiast nie zdobył ani jednego punktu, a zawodach olimpijskich na dużej skoczni nie zdołał wejść do czołowej trzydziestki.
Dalej przyjrzyjmy się słoweńskiej „czwórce” – Rokowi Oblakowi. 24-latek w ubiegłym sezonie zdobył swoje pierwsze trzy punkty w Pucharze Świata, a w aktualnej edycji regularnie startuje, i od czasu do czasu zdobywa punkty. Jego najlepszym rezultatem jest 16. Miejsce z Willingen, ale zdarzało mu się nawet nie wchodzić to konkursu.
Zawodnicy pretendujący do piątego miejsca na zawody Pucharu Świata w kadrze Słowenii są już wyraźnie słabsi. Na początku sezonu jeździł Lovro Kos, który jednak ani razu nie był nawet blisko czołowej trzydziestki konkursu PŚ, a aktualnie miewa problemy nawet z punktowaniem w PK. A mówimy tu o podwójnym drużynowym mistrzu świata, ktory jeszcze dwa lata temu był sklasyfikowany w TOP10 generalki. Alternatywą wydawał się być Ziga Jancar – zdolny 20-latek spisał się jednak dobrze tylko w Sapporo, gdzie wywalczył pierwsze punkty w karierze, zajmując 19. Miejsce. Oprócz tego rezultatu skakał juz jednak wyraźnie gorzej, a powołany na Mistrzostwa Świata w lotach osiągał fatalne odległości. W innych przypadkach Robert Hrgota stawiał na członka kadry A, Zaka Mogela, który jednak zdołał dotąd wywalczyć zaledwie jeden punkcik, i to przy okazji loteryjnego konkursu w Zakopanem. Tego samego, w którym Hektor Kapustik był dwudziesty, a Domen Prevc dwudziesty siódmy.
Nawet, gdyby trener Słoweńców chciał się decydować na kolejne zmiany w składzie, nie ma perspektywy na to, by było lepiej. Być może gdyby Rok Masle miał szansę na więcej startów w PŚ, dobiłby do punktów. Niestety kontuzja podczas treningu PK w Sapporo zakończyła jego sezon. Również uraz był przyczyną przerwy Zigi Jelara – zawodnika, który w latach 2022-2023 kilka razy stawał na podium oraz zdobył Małą Kryształową Kulę i złoto Mistrzostw Świata wraz z drużyną. Obecnie szczytem możliwości 28-latka jest szeroka czołówka Pucharu Kontynentalnego.
Wciąż duże nadzieje pokładane są w Eneju Faleticu. 19-latek jest najzdolniejszym słoweńskim juniorem, jednak choć latem startował w każdej randze od Alpen Cupu przez FIS Cup, Puchar Kontynentalny aż do LGP (w Hinzenbach był nawet szósty), tak zimą bierze udział głównie w zawodach juniorskich zaliczanych do Alpen Cup, gdzie zazwyczaj jest najlepszy. W ostatnich tygodniach Faletic został powołany na PK w Kranju i Oberhofie, gdzie był jednym z najlepszych Słoweńców. Może jest więc szansa na jego debiut w najwyższej randze, ale patrząc na taktykę trenera juniorów, można obawiać się, że nadal będzie „kiszony” w Alpen Cupie, zamiast zdobywać doświadczenie wśród seniorów, do których dołączy w przyszłym sezonie. Miejmy nadzieję, że wystąpi chociaż w Planicy, lecz chociaż talent ma duży, nie musi to wcale oznaczać punktów PŚ. A poza opisanymi w tym akapicie zawodnikami, Słoweńcy nie posiadają juz absolutnie żadnego, który prezentowałby poziom jakkolwiek przystający do PŚ.

fot. YouTube/FIS Ski Jumping
Jak widać, choć Słowenia ma lidera PŚ, zwycięzcę Turnieju Czterech Skoczni, mistrza świata, mistrza świata w lotach i mistrza olimpijskiego w jednej osobie, ma też poważny problem w postaci braku zaplecza. Sam Domen zdobył niemal połowę punktów dla Słowenii w Pucharze Narodów, i dzięki temu reprezentacja ta zajmuje wysokie drugie miejsce. Anze Lanisek też dokłada solidne punkty. Strach pomyśleć, co by było, gdyby nie Prevc i Lanisek. W takiej sytuacji Słoweńcy mogliby przegrywać z Polską, Szwajcarią czy Finlandią. Trzeba pamiętać, że liderzy nie będą wiecznie skakać na swoim najwyższym poziomie. Gdyby Domen nie był dominatorem sezonu, Słowenia prawdopodobnie nie byłaby na podium PN i nie liczyłaby się w zespołowych zawodach. Dlatego dobrze cieszyć się wspaniałymi sukcesami Domenatora, ale nie można zapominać o tych, którzy towarzyszą lub powinni mu towarzyszyć w Pucharze Świata.
Oby Słoweńcy znaleźli sposób na podniesienie poziomu swojego zaplecza, w przeciwnym razie za kilka lat mogą być w takim miejscu jak Polska w ciągu ostatnich sezonów – czyli bez drużyny, z pojedynczymi przebłyskami, najgorsi z największych reprezentacji w skokach – a nawet w jeszcze gorszym, gdyż nie mają tak zdolnego juniora jak Kacper Tomasiak, który ma papiery na wielkie osiągnięcia. Przyszłość pokaże, czy wspaniale sukcesy Domenatora nie będą ostatnimi na długo w tej reprezentacji. Miejmy nadzieję, że tak nie będzie.











Leave a Reply