fot. Kai Taller
Niecodzienne informacje spłynęły do mediów po niedzielnym konkursie Pucharu Świata w Lillehammer. Okazuje się, że Aleksander Zniszczoł wystartował w dziurawym kombinezonie, co według regulaminu, powinno skutkować dyskwalifikacją i żółtą kartką. Tak się jednak nie stało, bo zgłosił to wcześniej przez pośrednika do kontrolera sprzętu i uzyskał od niego pozwolenie na skok.
Jak przyznał 31-latek w wywiadzie dla Eurosportu, wpadka miała duży wpływ na jego występ, który ostatecznie był zupełnie nieudany – Polak zakończył zawody na ostatnim, 50. miejscu:
„W sobotę był zły skok w złych warunkach. W niedzielę w kwalifikacjach był już lepszy z dużą dozą kontroli. W pierwszej serii sytuacja u góry totalnie mnie zdekoncentrowała. […] Byłem już cały zgrzany, głowa była w zupełnie innym miejscu i szczerze mówiąc, nawet nie wiem, jak skoczyłem” – powiedział Aleksander Zniszczoł.
Szansa na rehabiltację nadejdzie już jutro. W dniach 25-26 listopada polscy skoczkowie spróbują swoich sił najpierw na normalnej, a następnie dużej skoczni w Falun. Maciej Maciusiak, tak jak wcześniej zapowiadał, nie zdecydował się na żadne zmiany w składzie.










Leave a Reply