Subiektywnie o skokach

Bądź na bieżąco ze światem skoków

Fińskie skoki powoli wracają do życia?

fot. Kai Taller/Arena Akcji

Niewątpliwie jednym z największych wygranych ostatnich kilku tygodni spośród reprezentacji w skokach narciarskich, jest Finlandia. Statystyki wskazują jasno – tamtejsze skoki są być może nawet w najlepszej kondycji od czasów Adama Małysza. Symbolicznym zwieńczeniem poczynionego w ostatnich miesiącach progresu jest 3. miejsce Niko Kytosaho i Anttiego Aalto w duetach. A są pewne podstawy by liczyć na to, że będzie jeszcze lepiej.

Kontekst historyczny

Historia upadku skoków narciarskich w Finlandii sięga początku XXI w. i Mistrzostw Świata w Lahti, rozegranych w 2001 roku. Wówczas miał miejsce jeden z największych skandali w historii sportów zimowych. Fińscy biegacze narciarscy zostali przyłapani na dopingu. Zdyskwalifikowano łącznie sześć tamtejszych gwiazd. Wiązało się to z bolesnymi, długoterminowymi skutkami dla całego fińskiego związku. Oprócz nałożonych kar finansowych, wycofali się też sponsorzy. Od tego momentu ciężej już było Finom generować masowo kolejne talenty i ostatecznie po dziesięciu latach Finlandia popadła w kryzys, którego skala zaskoczyła chyba nawet największych pesymistów.

Wystarczy przypomnieć, że w sezonie 2012/13 najwyżej sklasyfikowanym podopiecznym Pekki Niemelä był 46. Lauri Asikainen. Pozostali zawodnicy spisywali się tak fatalnie, że chociażby Muotka, Niemi i Larinto zostali wycofani z Turnieju Czterech Skoczni po jego niemieckiej części, nie sprowadzając jednocześnie żadnego zastępstwa. Jeszcze gorszy był sezon 2017/18, kiedy cały dorobek stanowiło 13 punktów zdobytych przez Anttiego Aalto i 6, które wywalczył Eetu Nousiainen.

Stopniowy progres

Od kilku lat sytuacja Finów jest mimo wszystko znacznie mniej koszmarna. Antti Aalto od zimy 18/19 mniej więcej połowę swoich startów – a w PŚ pojawia się regularnie – kończył w TOP30, sporadycznie przebijając się do piętnastki, czy nawet dziesiątki. Dwa lata później coraz śmielej zaczął dobijać do niego cztery lata młodszy Niko Kytosaho. I dziś obaj są w swojej życiowej formie. Kytosaho ma 230, a Aalto 216 punktów Pucharu Świata. Po Turnieju Czterech Skoczni Finowie zgromadzili pięć miejsc w czołowej dziesiątce (3x Kytosaho, 2x Aalto), z czego Antti jeszcze trzykrotnie był 11. Wreszcie nie bazują wyłącznie na pojedynczych przebłyskach, a widać w tym pewną stabilizację. Po wspomnianym TCS-ie dwójka liderów ani razu nie wypadła z trzydziestki zawodów*

*Aalto opuścił Sapporo i Willingen, a Kytosaho Zakopane i Sapporo.

Statystyki, które napawają optymizmem

Wróćmy jednak do punktacji PŚ – ostatnim sezonem, kiedy dwóch Finów zgromadziło ponad 300 punktów, była zima…2010/11 – ci zawodnicy to Matti Hautamaki i Ville Larinto. Statystyk zaczynających się od „Finowie zrobili x pierwszy raz od 2010 roku” jest więcej. Jak podaje użytkownik X-a „ski_excel”, tegoroczny weekend w Lahti był dla Finów najlepszy pod względem zdobytych punktów, od 2010 roku. To rok, w którym równie dobrze solidne punkty PŚ zdobywał jeszcze Roar Ljokelsoey. Na 2010 rok przypadło też ostatnie dotychczas drużynowe podium Finlandii – i wczoraj, 8 marca ta posucha również została przerwana, w konkursie duetów. Indywidualnie jeszcze w 2014 roku wygrał Anssi Koivuranta, ale to była jednoseryjna loteria w Innsbrucku.

Co istotne, na przytaczanych tu już wielokrotnie dwóch nazwiskach nie kończą się wcale nadzieje dotyczące przyszłości skoków w Finlandii. O Vilho Palosaarim, mistrzu świata juniorów z 2023 roku, można było już zapomnieć. On jednak po dwóch słabiutkich sezonach wrócił i pokazuje, że jego sufit już teraz leży co najmniej w drugiej dziesiątce zawodów. W Lahti zajął 17. miejsce, a konkurs igrzysk na normalnej skoczni w Predazzo zakończył na 14. pozycji. A stać go było na więcej – w treningach potrafił być 1. i 3. Nazwanie Eetu Nousiainena perspektywicznym zawodnikiem byłoby lekko naciągane, ale 28-latek też na przestrzeni ostatnich kilku sezonów potrafił parę razy nawiązać do czołówki i na pewno jakiś potencjał w nim drzemie. Jest również 22-letni Valto (obecnie kontuzjowany) i chyba całkiem utalentowany 2010 rocznik, bo na tegoroczne MŚJ wysłali aż trzech jeszcze piętnastolatków.

Tylko pytanie brzmi – czy Finowie mają obecnie w ogóle warunki ku temu, by nawet przy dużym potencjale kadrowym rzeczywiście zagrozić w najbliższym czasie „wielkiej szóstce”? Tutaj mam pewne wątpliwości. Z informacji, które spłynęły niedawno do mediów można odnieść wrażenie, że zwolniony kilka dni temu trener Igor Medved pełnił raczej funkcję „operatora choragiewki”, jak na X-ie nazywany był pracujący z Japończykami Kento Sakuyama. W wywiadzie z byłym skoczkiem Janne Korhonenem na łamach TVP Sport dowiadujemy się, że za Aalto „wzięli się” Lauri Hakola i Mika Kojonkoski. Za formę Kytosaho odpowiadać ma natomiast jego brat Eetu. Palosaari, jak wiemy od kilku miesięcy, również współpracuje z Miką Kojonkoskim. Jednocześnie sytuację kadry wprost skrytykował Niko Kytosaho, po udanym dla siebie sezonie 23/24.

– W tej kadrze, w obecnym kształcie i przy tych metodach treningowych, nie zrobimy postępu. – mówił dla „Iltalehti”. Do następnego sezonu przygotowywał się ze swoim wujkiem, który miał pomóc Niko w osiągnięciu życiowej formy w drugiej połowie ówczesnej kampanii. Ostatecznie jednak decyzja okazała się kompletnym niewypałem.

Wracając jeszcze na moment do statystyk – Antti Aalto w sezonie 18/19 zdobył 288 punktów PŚ. Koivuranta w 13/14 350 „oczek”. Biorąc pod uwagę, że do końca zostało nam już tylko loteryjne Oslo i uwielbiane przez liderów reprezentacji Finlandii loty, przebicie dorobku przynajmniej pierwszego z wymienionych, wydaje się całkiem realistycznym scenariuszem.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *