Subiektywnie o skokach

Bądź na bieżąco ze światem skoków

Żart, a nie loty narciarskie. Kilka słów o sobocie na Kulm

fot. Kai Taller/Arena Akcji

Za nami sobotni konkurs Pucharu Świata na skoczni do lotów Kulm, w austriackim Bad Mitterndorf. Kolejny konkurs lotów, który mam wrażenie – wzbudził więcej frustracji, niż radości z oglądania. A przecież loty, to powinna być najprzyjemniejsza część sezonu. Są jedną z największych szans, aby nie tylko zapewnić emocje stałym, zaangażowanym kibicom, ale też przyciągnąć tych „niedzielnych”. W końcu czy jest coś bardziej fascynującego w tej dyscyplinie, niż szalona bitwa na rekordy „mamutów”?”

Zacznę od podkreślenia, że nie jestem wcale fanem wizji „amerykanizacji” skoków narciarskich. Mało tego – uważam, że tak często przypominana przez Sandro Pertile idea „safety first” jest jak najbardziej słuszna. Chęć stworzenia widowiska nie powinna być stawiana nad bezpieczeństwo zawodników. Ale obrzydliwe kastrowanie konkursów lotów, które regularnie oglądamy w ostatnich latach, nie ma nic wspólnego z chronieniem zdrowia zawodników. Najdłuższy ustany skok na Kulm, to 247.5m Zigi Jelara z 2023 roku. To było w treningu, zatem oficjalny rekord należy do Petera Prevca – 244m uzyskane ponad dziesięć (!) lat temu. To potwierdza, że w okolicach 240 metra wciąż jest bezpiecznie.

Jak więc wytłumaczyć fakt, że do zwycięstwa Prevcowi wystarczyło dziś 213.5 i 228.5 metra? Jak wytłumaczyć obniżenie belki o dwa stopnie przed jego pierwszym lotem, kiedy najdłuższa dotychczas odległość to było 223m Embachera, a w poprzednich seriach Słoweniec nie odlatywał wcale rywalom z jakąś miażdżącą przewagą? Ta przesadna ostrożność na MŚwL w Oberstdorfie była jeszcze jakkolwiek, przynajmniej częściowo do wytłumaczenia, przez nadchodzące igrzyska. Ale w tym momencie wszystko co najważniejsze, jest już za nami. Przecież nawet kombinatorom norweskim, którzy debiutowali na lotach, pozwolono polatać za granicę 230 metra. Oczywiście różnica poziomu jest spowodowana faktem, że tamtymi zawodami opiekował się inny delegat techniczny.

Został ostatni miesiąc sezonu, a większość konkursów będzie już rozgrywana na skoczni do lotów. Kiedy dać się zawodnikom pobawić, jeśli nie teraz? To, w jaki sposób poprowadzony został dzisiejszy konkurs, – zważając na to, że zdarza się to ostatnio notorycznie, jest dla mnie absolutnie niewytłumaczalne. Na marginesie, delegatem technicznym był dziś Aljosa Dolhar. Ten sam człowiek, który w styczniu zarządzał konkursami Mistrzostw Świata w Lotach, a na koncie ma również kilka innych zawodów, których poziom – mówiąc delikatnie – wywołał pewne kontrowersje wśród kibiców i ekspertów. Cóż, oby jutro było lepiej.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *