Subiektywnie o skokach

Bądź na bieżąco ze światem skoków

Jeszcze niedawno odsunięta od kadry. Dziś tworzy historię polskich kobiecych skoków

fot. Kai Taller/Arena Akcji

Przenieśmy się na chwilę do sierpnia 2022 roku. Zaraz zleci już pięć miesięcy od zakończenia sezonu 2021/22 w skokach narciarskich. Sezonu beznadziejnego, odbierającego jakąkolwiek nadzieję na lepsze jutro w kontekście kobiecych skoków narciarskich w Polsce. Jako jedyna, w miarę regularnie punktowała Kinga Rajda, która zakończyła sezon na 42. pozycji w Pucharze Świata. Trzy pozycje niżej plasowała się Nicole Konderla, ale to wyłącznie za sprawą weekendu w Willingen, kiedy do zawodów zgłoszone zostało mniej niż 30 zawodniczek. W tym samym sezonie Kamila Karpiel zazwyczaj nie była w stanie zdobyć punktów drugiej ligi. Anna Twardosz prezentowała podobny, jeśli nie jeszcze gorszy od Kamili poziom. Na igrzyska w Pekinie pojechały Rajda i Konderla, ale ani razu nie awansowały do trzydziestki.

Wróćmy jednak do wspomnianej przeze mnie Twardosz. Pod koniec wakacji 2022 roku na pogarszającą się formę 21-letniej zawodniczki – zimą 20/21 skakała lepiej, zdobyła 8 punktów PŚ – rzucone zostało zupełnie nowe światło. 21-letnia skoczkini wyznała, że od lat zmaga się z bulimią i depresją, a zmiany w kryteriach narzuconych przez związek sprawią, że w trakcie następnej zimy nie pojawi się na starcie zawodów międzynarodowych. Wówczas sportowe kwestie zeszły na bok. Jasne się stało, że być może w takich okolicznościach będzie musiała rozstać się ze skokami narciarskimi, ale nie to było w tamtym momencie najważniejsze.

Ale po kolei. Co się zmieniło latem 2022 roku? Polski Związek Narciarski zdecydował się na wprowadzenie rygorystycznych przepisów, odnośnie wymaganej masy ciała potrzebnej do tego, by otrzymać dofinansowanie na zagraniczne konkursy i zgrupowania.

– To jest bardzo brutalny sport. Waga odgrywa bardzo dużą rolę, nie ma zmiłuj się. Z BMI 24/25 nie ma szans w tej dyscyplinie. Od tego zaczyna się tabela w FIS, która ma zakres 21-18. – mówił prezes PZNu Adam Małysz cytowany w artykule TVP Sport.

To mocno utrudniło sytuację niektórych naszych zawodniczek. W październiku 2022 roku karierę głównie przez kwestię problemów finansowych, zawiesiła Kamila Karpiel. Przedtem zorganizowała zrzutkę. Anna Twardosz zdecydowała się na kontynuację kariery, ale na tamten moment jej walka toczyła się nie o sportową dyspozycję, a przede wszystkim o zdrowie.

– Od paru lat choruję na bulimię i depresję. Nie chcę siebie usprawiedliwiać za moją wagę, bo wiem jak to wygląda, ale chcę, żeby niektórzy wiedzieli jak jest. Jestem świadoma tego, że mam za dużo kilogramów, ale czy to jest powód żeby nie robić tego co kocham? Moim priorytetem na ten sezon było to, aby się wyleczyć, wiem że nie będę startować w tym sezonie w zawodach bo moje BMI się nie zgadza, co w ogóle nie pomaga. Nie jestem święta, ale staram się każdego dnia, więc nie pakujmy wszystkich do jednego worka. Poczucie wstydu, które cały czas odczuwam nie pozwala mi w pełni cieszyć się życiem i czuć się komfortowo. – napisała Twardosz na Instagramie.

Rzeczywiście – sezon 2022/23 w kontekście sportowym, praktycznie straciła. Wystartowała tylko kilka razy w FIS Cupie. Nie można jednak powiedzieć, że był to całościowo stracony czas, wręcz przeciwnie. Polka podjęła pracę z terapeutą, jej stan zdrowia poprawił się na tyle, że znów mogła skupić się na poprawianiu formy sportowej. W sezonie 2023/24 wróciła do regularnych startów w pucharze świata i zakończyła zimę z ośmioma punktami PŚ na koncie. Ówczesna kampania to był epizod trenera Haralda Rodlauera w polskiej kadrze kobiet. Twardosz wspomina na łamach Przeglądu Sportowego, że to własnie dzięki Rodlauerowi odzyskała wiarę w swoje umiejętności.

I kolejne miesiące pokazały, że rzeczywiście jest w co wierzyć. Sezon 24/25, kiedy Polki trenowały już pod okiem trenera Marcina Bachledy i jego asystenta Stefana Huli, Ania zaczęła słabym weekendem w Lillehammer, ale potem coraz częściej punktowała: 29. miejsce w Engelbergu, 26. w jednym z konkursów w Villach, aż w końcu Twardosz ustabilizowała się na poziomie TOP30, sporadycznie dobijając nawet do drugiej dziesiątki. Po tym sezonie jej życiówką było 15. miejsce w Ljubnie, a w jej dorobku znajdowało się 80 pkt, co wystarczyło na 32 miejsce w klasyfikacji generalnej. Był to 2. najlepszy sezon dla jakiejkolwiek polskiej skoczkini w historii polskich kobiecych skoków. W sezonie 19/20 93 pkt zgromadziła Kinga Rajda.

Bieżący sezon jest płynną kontynuacją sportowego progresu Anny Twardosz. Powiew optymizmu przyniosło już lato, kiedy była 9. w Courchevel, 7. i 5. w Wiśle, a następnie dwukrotnie stanęła na trzecim stopniu podium w Rasnovie, co dla polskich kobiecych również było historycznym wydarzeniem. Lokaty zajmowane zimą były już niższe, w letnich konkursach obsada nie była pełna, ale dziś Ania ma 178pkt na koncie. Podwoiła więc już swój dorobek z poprzedniej zimy, stając się najlepszą polską skoczkinią narciarską w historii. Pierwszy raz przebiła się też do czołowej dziesiątki konkursu najwyższej rangi, będąc 10 w Falun.

W sobotę 7. lutego zadebiutowała na igrzyskach olimpijskich. Po treningach na normalnej skoczni w Predazzo trudno było raczej spodziewać się jakiegoś spektakularnego występu. 24-latka po prostu robiła swoje. Najczęściej zajmowała lokaty w trzeciej dziesiątce, a przy lepszych skokach, przebijała się do drugiej dziesiątki. Kopiuj-wklej to, co pokazuje w Pucharze Świata.  W tym najważniejszym momencie jednak wcale się nie spaliła, a oddała – kto wie, czy nie najlepszy skok w życiu – przynajmniej licząc te z serii konkursowych. Wylądowała na 96 metrze i zajęła 8. miejsce po pierwszej serii. Za jej plecami znalazły się takie zawodniczki, jak Agnes Reisch, Selina Freitag, czy Abigail Strate, które miały przecież tutaj walczyć o medale. Drugi skok był już co prawda nieco krótszy, ale Twardosz generalnie wytrzymała presję – 93.5m sprawiło że z przewagą 0.1 pkt wyprzedziła 11. Strate i po raz drugi w życiu wskoczyła do czołowej dziesiątki zimowego konkursu najwyuższej rangi – akurat na igrzyskach. To pokazało jak mocna Ania jest mentalnie i potwierdza to, co czasami pokazywała już podczas rywalizacji w Pucharze Świata – że potrafi dodatkowo zmobilizować się na te najważniejsze momenty i pod wpływem presji jeszcze pokazać coś ekstra. Można to poniekąd porównać do Kacpra Tomasiaka.

Po konkursie nie ukrywała wzruszenia. W wywiadzie ze Skijumping.pl odniosła się jeszcze do tego, co przeżywała przed 2023 rokiem: – Jestem z siebie naprawdę dumna. I cieszę się, że nie podjęłam decyzji, by kończyć karierę. Postawiłam wszystko na jedną kartę i chciałam dać z siebie sto procent. – powiedziała Twardosz.

Droga Anny Twardosz od przerwy w startach międzynarodowych do czołowych lokat w Pucharze Świata i igrzyskach olimpijskich to historia o niebywałej wytrwałości, jednocześnie pokazując, jak brutalną i trudną dyscypliną potrafią być skoki. Osiągnięcia z ostatnich dwóch sezonów już teraz czynią ją najbardziej utytułowaną polską zawodniczką w historii tej dyscypliny.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *