Subiektywnie o skokach

Bądź na bieżąco ze światem skoków

Wiatr rozdaje medale, matematyka umywa ręce, czyli o systemie punktów za wiatr

Fot. FIS

W skokach narciarskich naturalnie czasami nie wygrywa ten, kto leci najdalej, lecz ten, kogo wiatr akurat polubi. Medale mistrzostw świata bywają dziś efektem przeliczników, tabel i algorytmów, które mają naprawiać niesprawiedliwość, a coraz częściej ją tylko maskują. Gdy o wynikach decyduje anemometr, a nie forma zawodnika, trudno oprzeć się wrażeniu, że sport przegrywa z matematyką.

Istnienie przeliczników w skokach narciarskich jest niezbędnym elementem tej dyscypliny. Gdyby ich nie było, sport byłby całkowicie niesprawiedliwy. Wyobraźmy sobie sytuację: zawodnik z numerem 54 ma wiatr 2 m/s pod narty i ląduje na 120 metrze, a zawodnik z numerem 55, który miał 2 m/s w plecy, skacze 100 metrów. Bez systemu punktów za wiatr nikt nie zwracałby uwagi na warunki – zawodnik 55 przegrałby o wiele punktów z zawodnikiem 54. Dziś otrzymałby znaczną rekompensatę za trudniejsze warunki i mógłby nawet wyprzedzić konkurenta.
Taka sytuacja pokazuje, że w świecie skoków narciarskich przeliczniki są nieodzowne, jeśli chcemy, aby wyniki były w miarę sprawiedliwe.

Mimo że stosowana jest najnowsza matematyka XXI wieku, która w bardzo krótkim czasie oblicza rekompensaty za wiatr, system wciąż często krzywdzi zawodników. Warto wspomnieć o zawodach z zeszłej soboty w Engelbergu. Po pierwszej serii na czele stał Ryoyu Kobayashi, jednak jego drugi skok przypadł w fatalnych warunkach, a przeliczniki za wiatr nie zareagowały odpowiednio. Nie otrzymał odpowiedniej rekompensaty i spadł na szóste miejsce, a zawody wygrał Domen Prevc.

Oczywiście wiemy, że skoki narciarskie w pewnym stopniu zależą od szczęścia, ale nie powinno ono decydować o wynikach tak bardzo, by sport zamieniał się w loterię. W tym konkursie ucierpiał też nasz reprezentant, Kacper Tomasiak. W pierwszej serii, przy najgorszych warunkach w całej stawce, zajął 22. miejsce. W drugiej serii warunki były już lepsze i awansował na 13. lokatę. To pokazuje, że gdyby obie serie odbyły się w równych warunkach, mógłby walczyć nawet o podium.

Pomimo słabych warunków w pierwszej serii, nie otrzymał punktów adekwatnych do tego, co mógłby osiągnąć w normalnych warunkach. Inny zawodnik, który oddał dalszy skok przy lepszym wietrze w plecy, dostał punkty dodatnie porównywalne do Kacpra, choć w rzeczywistości warunki były dla niego znacznie łatwiejsze. To pokazuje, że system przeliczników, mimo zaawansowanej technologii, nie daje jeszcze równej rywalizacji i wciąż w znacznym stopniu zależymy od kaprysów natury.

Przeliczniki w skokach narciarskich są niezbędne do zachowania względnej sprawiedliwości, to obecny system wciąż nie działa idealnie. Bez rekompensat za wiatr wyniki byłyby jawnie niesprawiedliwe, jednak nawet z ich zastosowaniem o końcowych lokatach często decydują warunki atmosferyczne, a nie faktyczna forma zawodników. Algorytmy nie zawsze właściwie reagują na trudne warunki i nie oddają realnej wartości skoków. W efekcie skoki narciarskie coraz częściej przypominają loterię, w której matematyka ma maskować wpływ przypadku, lecz nie potrafi go skutecznie wyeliminować.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *